fbpx

zdjęcia

10 Posts Back Home

Czekając na sobotę. Fotowpis.

Czekam na sobotę. Nie dlatego, że baluję w piątki wieczorem. Nie dlatego, że w soboty śpię do południa. Dziewczyny mają już swoje nawyki, święto czy nie, najpóźniej pośpią do 7. W tym moim zabieganym mikroświecie weekend stał się czasem, kiedy można skorzystać ze słońca. Pracy jest dużo. Gdy wracam do domu jest już ciemno, a na spacer i tak nie ma co iść, bo przecież smog grasuje. Siedzimy więc w domu głównie czytając książki (sobie) albo książeczki (dziewczynkom). Czasem układamy puzzle, czasem tańczymy do Shakiry, czasem pieczemy ciastka. Dlatego tak bardzo nie mogę się doczekać soboty. Tego momentu, gdy mogę…

Mini sesja ciążowa – buduarowy klimat w Hotelu Fryderyk

Pisałam już o tym, że marzy mi się kobieca sesja ciążowa. Zabytkowy Hotel Fryderyk z jego wystrojem idealnie nadawał się do naszych zdjęć. Niestety, zdjęcia musiały zostać przerwane – stąd też nazwa mini sesja. Nie udało mi się zrealizować wszystkiego, co chciałam. Jednak, chora córka ma pierwszeństwo. Nawet jeśli oznacza to niespanie po nocach i kilkukrotne smarowanie plecków, mierzenie gorączki i podawanie paracetamolu. Nie ma jednak tego złego. W ciąży jeszcze trochę pochodzę i gdy skończy nam się przymusowa dwutygodniowa kwarantanna, chętnie zaczniemy spacery w plenerze! Nie pozostaje mi nic innego, jak pokazać efekty naszej amatorskiej sesji. I, żeby uprzedzić…

Sesja ciążowa i szpitalna: pomysły i inspiracje.

Czy robić zdjęcia w ciąży? Oczywiście, że tak! Pisałam już na ten temat i zdania nie zmienię. Nawet jeśli się nie ma środków/możliwości/ochoty na bardziej profesjonalną sesję ciążową, to przecież są jeszcze inne sposoby. Niech już ten mąż, siostra, przyjaciółka cyknie ci kilka fotek! Choćby i telefonem, bo przecież nie musisz ich nikomu pokazać – no, chyba, że jesteś całkowicie pozbawiona sentymentu i wiesz, że za jakiś czas nie będziesz żałować. Ja żałowałam. Profesjonalna sesja ciążowa? Generalnie jestem za wspieraniem gospodarki i lokalnych biznesów. Tym samym opcja z wynajęciem profesjonalnego fotografa brzmi bardzo kusząco. Jednak ja tego nie zrobię. I…

Migawki: Po co dziecku dwoje rodziców?

Dawno nie było tu Migawek. Obraziłam się trochę na aparat, który powoli pokrywał się kurzem na szafce. W codziennym biegu nie miałam ochotę na ciągnięcie go wszędzie ze sobą i zadowalałam się zdjęciami z telefonu. Wczoraj jednak nastąpił przełom! Obudziło nas piękne słońce. Maja miała nie iść do przedszkola – możliwe, że złapała ospę  i nie chciałam wywołać epidemii wśród przedszkolaków. Postanowione! Bierzemy hulajnogę i idziemy do parku <pustki były tam straszne; najwyżej zaraziłaby drzewo>. Po spacerze zabrałam ją do naszego biura, gdzie czekały na nią farby, kredki i karty z Czu-Czu. Jako ostateczny cios miałam przygotowany YouTube z bajkami.…

Migawki: Byle do wiosny?

Wyraźnie widać, że już prawie każdego dobija ciągnące się od listopada zimno i towarzyszący mu mrok. Wokół narzekania, a przed nami podobno najgorszy okres w roku: luty (przynajmniej tak uważają nasi klienci). Mnie samej też zdarza się westchnąć i pomarudzić. Jak nie Majka przytarga katar, to Muffiniasty na zwolnieniu i cała logistyka spada na mnie. Prędzej czy później, któreś mnie zaraża i znów mam areszt domowy. Może i dobrze, bo na ostatniej wizycie ginekolog zasugerował mi wzięcie zwolnienia i zmniejszenie obrotów. Co oczywiście jest bardzo trudne do wykonania… Generalnie staram się nie dać złym myślom. W najgorszym wypadku zostało nam…

Jesienny spacer w różanym parku. I testowanie nowego obiektywu.

Piszę te słowa, a towarzystwa dotrzymuje mi Michael Buble. Na stoliku obok stoi pyszne cappuccino, a dokoła mnie unosi się oszałamiający różany aromat. Właśnie wróciliśmy ze spaceru po parku. W takim otoczeniu można pracować! Do Różanej Rezydencji przyjechaliśmy by naładować akumulatory i wyciszyć nasze zapracowane umysły, ponieważ blogowanie jest jednak dla mnie większą przyjemnością niż pracą, bez wahania sięgnęłam po laptop i wzięłam się za przeglądanie zdjęć. Mam z tym niemało frajdy, bo właśnie do naszej małej Nikonowej rodzinki dołączył stałoogniskowy obiektyw i nieśmiało się poznajemy. W tym celu po śniadaniu wybraliśmy się na spacer po parku otaczającym rezydencję -…

Po prostu jesienny dzień & Linkowe Party #1

Wbrew pierwszych przymrozkom i porannej szarudze (o 6 rano wciąż jest ciemno!), nie dajemy się jesiennej chandrze. Pomagają nam jesienne przysmaki. Właśnie na biurku obok mnie stoi kubek z dyniową kawą i babeczka o takim smaku. Zajadamy się też miodem i orzechami, a do kanapek robię warzywne pasztety. Zaliczyliśmy już wersję z fasolą i czerwoną soczewicą. Ostro walczę też z infekcjami. Kuruję młodą czystkiem i jeszcze jedną miksturą na bazie miodu (o niej wkrótce). Aktualnie zalicza lekkie przeziębienie, ale i tak jest lepiej niż np. wiosną. Dużo też chodzimy na spacery i łapiemy tyle słońca ile się da. Uwielbiam się…

Szaro mi i staro.

Wybrałam się z młodą na poszukiwanie jesiennych kolorów do parku pod Piotrkowem. Miały być kolorowe liście i soczyste barwy. Tymczasem czekało nas sporo chmur, zielona trawa i bure liście. Mai to nie przeszkadzało – przegoniła mnie po całym parku aż dostałam zadyszki! Moja kondycja literalnie nie istnieje – poproszę o jakiś szybki plan ratunkowy w komentarzu. Tej jesieni kończę 24 lata i przypadkiem w czasie naszego spaceru poczułam się znacznie starsza, stara właściwie. Na ścieżce spotkałyśmy dwóch chłopców; mieli góra siedemnaście lat i powiedzieli mi “dzień dobry”. Och, dobrze wychowani, pomyślisz, a autorka przewrażliwiona. Błąd. To “dzień dobry” było powiedziane…

Ostatnie letnie chwile

Z wakacji przywiozłam w walizce dwa kilo smutku. Upchnęłam je w szafie za plecakami, obok worka z suknią ślubną. Tam jest ich miejsce, bo jak to tak chodzić do pracy lub do znajomych ze smutkiem na smyczy? Wychodzą w nocy i domagają się karmienia – najbardziej lubią słone łzy. Czasem jakiś się przyplącze do nogawki, gdy wychodzę z domu. Jakaś sytuacja, gest, cokolwiek i smutek znów głodny… Chowam się przed nimi za aparatem. I to jest kolejna rzecz, która ze mną przyjechała: fascynacja fotografią. Do tej pory, to głównie mój mąż robił zdjęcia. Ja cykałam czasem coś w zastępstwie. Nawet…

Hello Summer!

Cieszę się, że mieszkam w mieście. Fajnie jest mieć sklepy czynne do późna. Bardzo wygodnie jest wyjść z bloku i mieć możliwość dostać się na drugi koniec miasta praktycznie w każdej chwili. Dziecko ma przedszkole. Można wyjść do kina, do restauracji. Zasiedzieć się u przyjaciół i wrócić na pieszo lub taksówką. Nie zrozumie tego ten, kto nie musiał czekać pół dnia na powrotny, rozklekotany autobus – jeden z nielicznych, który przejeżdżał przez wieś, w której mieszkałam. Albo kto musiał liczyć się z tym, że dróg nie odśnieżą i pewnie spóźni się na ważną klasówkę w liceum. A jednak mimo niewątpliwych…

Navigate

Pin It on Pinterest