fbpx

Dzień z życia wózka – jak sprawdza się Coletto Florino Carbon?

Przyznam się do czegoś: gdy Maja miała przyjść na świat, nie przejmowałam się wózkiem. Kupiliśmy całkiem fajny, używany model za małe pieniądze. I chociaż ogólnie byłam z wózka zadowolona, to jednak wyraźnie widziałam jego wady. W drugiej ciąży wiedziałam już, na co muszę zwrócić uwagę przy naszym stylu życia, a swoje postulaty spisałam TU (a na zdjęciach mam ogromny ciążowy brzuch!).

Nie jest tajemnicą, że zdecydowałam się na model Florino Carbon. Jednak jak to powiedziała moja koleżanka: możesz się całą ciążę zastanawiać nad wózkiem, ale czy wybrałaś dobrze, przekonasz się dopiero po porodzie. Po prawie dwóch miesiącach korzystania z wózka, mam już wyrobioną opinię. Postanowiłam jednak, że zamiast wdawać się w techniczne szczegóły (znajdziecie je na stronie Coletto), opiszę jak wózek sprawdza się w czystej praktyce.

Wózek w całej okazałości
Wózek w całej okazałości

Torba, która wszystko zmieści

Pierwsze, co robię przed wyjściem na spacer, to przeglądam torbę. Czy mam odpowiednią ilość pieluszek? Czy przypadkiem nie skończyły się chusteczki do pupy? Dopakowuje jeszcze ubranko na zmianę (Leośka lubi ulewać w najmniej spodziewanych momentach), wrzucam jakieś grzechotki i książkę dla mnie. Najlepsze jest to, że spokojnie zmieszczę tam lustrzankę! Taki drobiazg, ale dla mamy-blogerki bardzo ważny. Następnie szykuję dziewczyny, młodszą wkładam w gondolę i wychodzimy.

Spacer

Mieszkam na parterze. Chociaż mamy możliwość zostawienia wózka za zamkniętymi kratami, to ja jednak wolę go po tych kilku stopniach wprowadzić do mieszkania. Wiele osób zostawia wózki, ale nasze osiedle do najbezpieczniejszych nie należy, a skoro potrafili nam ukraść stary bagażnik od roweru, to tym bardziej wózek jest narażony na kradzież.

Dla mnie osobiście nie jest problemem znieść czy wnieść nasz wózek. Nie wiem, co bym zrobiła gdybym mieszkała wyżej. Może wtedy szukałabym najlżejszego wozu na rynku 😉 Ale, tak jak pisałam wcześniej, dopasowywałam zakup do naszego stylu życia i pod tym względem nie mam na co narzekać.

_DSC7823
wózek Coletto

Schody pokonane, ruszamy na podbój miasta. Mój Florino bez problemu radzi sobie z nierównymi chodnikami, dziurawymi drogami i innymi przeszkodami. Najbardziej jednak lubię jego lekkość w prowadzeniu i łatwe skręcanie. Nieraz muszę wziąć Maję za rękę, więc zależało mi na tym, by wózek prowadził się lekko jedną ręką! I sprawdza się tu doskonale, w przeciwieństwie do jego poprzednika. Gdy spaceruję bez starszej córki, lubię sobie pogadać przez telefon więc znów wózek prowadzę jedną ręką. W dyskoncie bez problemu lawiruję pomiędzy alejkami, ciągnąc za sobą koszyk.

A jak już przy zakupach jesteśmy: nie lubię bezcelowych spacerów. Dlatego każdemu wyjściu przyświeca wyższy cel np. zakupy 🙂 Potem wszystko pakuję do torby na dole wózka. Nie będę ukrywać: tygodniowe zakupy ze stonki tam się nie zmieszczą. Jednak moje codzienne sprawunki, czyli bułki z osiedlowej piekarni, kilo jabłek z ulubionego stoiska, plus zabawki i ubrania Mai “mamo, weź”, mieszczą się swobodnie.

Design i czystość

Nie podobają mi się ani wózki w stylu retro, ani te futurystyczne. Dlatego dość tradycyjna forma Florino z nowoczesnym wykończeniem idealnie trafia w mój gust. Widzę, że na mieście też się podoba i znajomi go chwalą. Często słyszę, że wydaje się duży. Może faktycznie gondola jest sporych rozmiarów, ale zaliczam to na plus, bo Lea szybko rośnie, a do samodzielnego siedzenia jej daleko. W naszym mieście dużo osób wozi niemowlęta w fotelikach – nie oceniam tego, ale w kontraście nasza gondola faktycznie wydaje się duża.

Wózek Mai był wyjątkowo trudny w czyszczeniu. Zdejmowałam pokrowiec i wrzucałam do pralki, a czasem nawet to nie pomagało. Dlatego tak mi zależało na eko skórze. To, że po wjechaniu w kałużę, wystarczyło przetrzeć powierzchnię wilgotną szmatką, to nic. Ostatnio Mai wybuchła farba do witraży – ścisnęła za mocno tubkę. Szybko wytarłam jej biurko, ale nie zauważyłam, że kilka kropel spadło na wózek, który stał obok – taki był rozbryzg. Zobaczyłam je po czasie i już się załamałam, że teraz to już mamy wózek w pomarańczowe kropki. A tu proszę: wszystko udało się wyczyścić i to nawet bez zbędnego szorowania.

W weekendy pakujemy wózek do bagażnika i ruszamy na bardziej ekstremalne spacery – omijanie wielkich dziur i jazda po nierównym podłożu to rutyna. Ale o tym może innym razem.

_DSC7822
_DSC7827
_DSC7828

Wpis powstał przy współpracy z marką Coletto.
Zostaniesz z nami na dłużej?

Zajrzyj na Facebook’a: Muffin Case

Jesteśmy też na Instagramie: Muffin Case

9
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment authors
Natalia SobieskaAleksandra Komar (zkomarowejsfObywatelka MatkaMuffin CaseSabina Trzęsiok-Pinna Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Komar (zkomarowejsf
Aleksandra Komar (zkomarowejsf

My z gondoli byliśmy bardzo zadowoleni, bo też duża, przyjemna do prowadzenia. Siedzisko spacerówki będącej w zestawie za to okazało się porażką i kupując wózek dla następnego potomka będę o tę wiedzę mądrzejsza – lepiej wybierać spacerówkową część bo gondoli używa się jednak krócej i poszczególne modele się aż tak bardzo nie różnią. Mieliśmy Jedo Fyn Memo, ale całe szczęście się sprzedał. Teraz za to mamy dwie spacerówki: Britax B-Motion i Quinny Zapp Xtra2 😉

Muffin Case

Nam inauguracja spacerówki przypadnie pewnie na zimę, jak młoda zacznie siadać. Zobaczymy jak wyjdzie – na razie mi się podoba 🙂

Natalia Sobieska
Natalia Sobieska

Cześć, ja dopiero poszukuję wózka dla mojego pierwszego dziecka i ten model w opcji 2 w 1 bardzo mi się podoba ale niewiele o nim opinii w sieci.
Czy możesz napisać jak wam się spisała spacerówka od niego? Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii 🙂

Muffin Case

Ja ze spacerówki byłam zadowolona. Jest dość masywna, ale sprawdza się i na mieście i poza nim.
Teraz już zdecydowałam się na zwykłą parasolkę, bo córka skończyła roczek i zaczyna chodzić więc potrzebowałam czegoś lekkiego.

Obywatelka Matka

hehe – u nas to eR. kupował wózek. Szukał po internecie jak oszalały – jakby samochód kupował! a kupowaliśmy z drugiej ręki, ale w idealnym stanie, jakby był nieużywany. kiedy wrócił z nim, był zachwycony! pokazywał jakie to cuda-nie-widy się nie odbywają za pomocą tego sprzętu! ale najlepsze, że sprzedawał mu ,… też facet! 😀 i też wszystko wypokazywał 🙂

Muffin Case

Patrz, a moj sie jakos nie angazowal 🙂
No ale to ja glownie wozkiem woze, wiec musialam wiedziec, co biore.

Sabina Trzęsiok-Pinna

Kiedy na świat miała przyjść Gaja, ja akurat bardzo przejmowałam się wyborem wózka. Tutaj ich tyle, że człowiek miał mętlik w głowie, ale koniec końców wybraliśmy tris Peg Perego (zasponsorowała go nam teściowa), z którego jestem bardzo zadowolona. A firmy Coletto nie znam, chociaż nazwa chyba jest włoska. W każdym razie pierwszy raz o niej słyszę :).

Muffin Case

Coletto to akurat polska firma 🙂 Mają produkcję w Częstochowie 🙂
Peg Perego podobały mi się, ale właśnie troszkę za drogie dla mnie 🙂 No i odkąd mam firmę, to lubię stawiać na lokalne firmy 😀

Sabina Trzęsiok-Pinna

Ja bym też wybrała tańszy, ale skoro teściowa płaciła i kazała nam się nie przejmować ceną (oczywiście w granicach rozsądku), to połasiłam się na Peg Perego :). W życiu bym nie wpadła na to, że Coletto to polska firma, a lokalny patriotyzm to bardzo ważna sprawa. Też tak mam, chociaż we Włoszech akurat rzadko mogę kupić polskie rzeczy :).

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest