fbpx

Czy da się wychować dziecko bez klapsów?

30 kwietnia obchodzono światowy dzień sprzeciwu wobec bicia dzieci. Z tej okazji pojawiło się wiele odniesień do artykułów argumentujących przeciwko dawaniu dzieciom klapsa. Często w nich padają merytoryczne argumenty, autorzy podają wyniki badań i opinie specjalistów. Komentujący te wpisy, jak i sami twórcy, nie mogą się powstrzymać od mocnej krytyki osób, które tego klapsa jednak dadzą.

A ja dziś postanowiłam podejść do tematu inaczej i napisać tekst dla przeciętnego Kowalskiego. Takiego, który sam dostawał lanie w dzieciństwie, wiec myśli, że to dobry sposób. Osoby, która chce nauczyć swoje dziecko pewnych zasad, ale boi się, że bez kar cielesnych końcowym skutkiem okaże się młody człowiek nie szanujący nikogo. Może też wewnętrznie wzdryga się przed daniem klapsa, ale ma wrażenie, że tego oczekuje od niego otoczenie. Albo po prostu nie wie, że można zrobić inaczej. I ja to wszystko rozumiem – bo byłam tym przeciętnym, polskim Kowalskim.

“Widocznie czasem trzeba”

Jako dziecko zdarzało się, że dostawałam klapsy. Nieszczególnie często, bo byłam raczej posłusznym dzieckiem, ale tak – od czasu do czasu psociłam i kończyło się albo klapsem w pupę, albo wytarganiem za ucho – niby symbolicznie, ale jednak. Pretensji do rodziców nie mam. Szczerze myślę, że wyjątkami są osoby koło 30, które nigdy nie dostały w dzieciństwie kary cielesnej. Owszem, zdarzają się ale tak naprawdę ile ich jest biorąc pod uwagę całe pokolenie?

U mojego męża było podobnie. Gdy więc, jeszcze przed zaręczynami, rozmawialiśmy o naszych poglądach na różne sprawy, mieliśmy ten sam punkt wyjścia jeśli chodzi o klapsy. Nie są fajne, będziemy starać się ich unikać, ale widocznie czasem tylko to zadziałała. Jakby ktoś nas wtedy podsłuchał, dzieciaków przed maturą rozmawiających o wychowaniu potencjalnych dzieci, pewnie by padł ze śmiechu.

Minęło parę ładnych lat. Na świat przyjdzie Maja, a ja sama z siebie odkryłam rodzicielstwo bliskości. Nawet bez tego ostatniego, nikt przy zdrowych zmysłach nie próbowałby dawać klapsa niemowlęciu. Jednak noszenie córki, spanie z nią i generalnie odpowiadanie na jej potrzeby znacząco wpłynęły na późniejsze lata.

A nie były one łatwe. Dziecko odkryło czym jest chodzenie, zaczęło dążyć do samodzielności. Ja, w swojej naiwności sądziłam, że jeśli powiem nie, to córka się posłucha. Że skoro wymagam od takiej dwulatki by siedziała na ważnym spotkaniu prawie dwie godziny na pupie, to tak ma być. Teraz śmieję się sama z siebie, ale wtedy było bliżej mi do płaczu. Za każdym razem, gdy Maja nie współpracowała, miałam wrażenie, że zawodzę jako rodzic, że nie potrafię wychować własnego dziecka. Nieraz wyprowadzałam ją na zewnątrz trzęsąc się z żalu i ze złości na siebie. W tym stanie naprawdę niewiele brakowało by dać tego klapsa, ale coś mnie powstrzymało.

Skoro w pewnym momencie dziecko jest za małe na klapsa (wspomniane niemowlę), a w pewnym momencie za duże (swoje ostatnie dostałam jako dwunastolatka i wtedy uważałam, że to już przesada), to kiedy jest dobry czas na bicie dzieci? Tak mnie ta myśl ruszyła, że zaczęłam się dokształcać w temacie i ze zdumieniem odkrywać pewne zależności. Jak chociażby to, że pokusa do dania klapsa, to próba wyładowania własnych nerwów i złości. Wystarczy się zatrzymać i wziąć głęboki oddech. Czy po uspokojeniu się nadal uważasz, że jedynym wyjściem z sytuacji jest uderzenie dziecka np. 5 razy w pośladki? Wątpię.

Dziecko to nie pies, a wychowanie to nie tresura. Nie musisz dawać lub zabierać ciasteczka od razu. Wręcz przeciwnie. Zastanowienie się, jak przekazać dziecku, że jego zachowanie było złe, że może niekoniecznie zabranie koleżance z przedszkola ładnej spinki do włosów było fajne, może przynieść prawdziwą korzyść. W przeciwieństwo do lania, które zostawia poczucie wstydu, żal do rodziców i nie uczy zasad, a unikania konsekwencji.

Jakie jest dziecko wychowywane bez klapsów?

Może nasz przeciętny Kowalski zastanawia się, czy rezygnując z bicia uda mu się wychować dziecko na porządnego człowieka. Nam się udało przetrwać bez bicia, popychania i wyzwisk (no, dobra – czasem w emocjach wrzasnę, ale trwa to tylko chwilę i potem przepraszam). Jakie jest nasze prawie pięcioletnie dziecko?

Normalne. Jak to dziecko. Czasem coś popsuje, czasem się nie posłucha. Czasem ktoś ją uzna za niegrzeczną, bo np. biega po placu zabaw, ale nie wyobrażam sobie karać ją za to, że ktoś ma inne poglądy na temat dobrego zachowania. Jednocześnie jest bardzo pomocna. Mówi “proszę”, “przepraszam”, “dziękuję”. Codziennie się przytula i podkreśla jak nas kocha. Potrafi długo płakać, gdy coś jej nie wyjdzie, tylko dlatego, że wie, że nas zraniła. Jest po prostu zwykłym pięcioletnim dzieckiem.

Pamiętaj: nigdy nie jest za późno na rezygnację z bicia. Drogi Kowalski – daj szansę sobie i przede wszystkim swojemu dziecku.

9
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment authors
Obywatelka MatkaMatka AntyterrorystkaMuffin CaseSabina Trzęsiok-Pinna Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Obywatelka Matka

No, wszystko prawda. Ale czasem nawet nie ma sposobności, by wziąć ten głęboki oddech… Wtedy jest najtrudniej wytrzymać … ze sobą, nie z dzieckiem. Oczywiście, jeśli tylko jesteśmy świadome ile krzywdy może przynieść uderzenie dziecka. I idę o zakład, że gdyby tak się stało, gdybym dała tylko “symbolicznego” klapsa: niebolesnego – leciutkiego, tylko raz, od razu bym tego pożałowała i przepraszała dziecko. Wiem to na 100%, bo taka jestem. Nie zniosłabym krzywdy dziecka, nawet, gdybym sekundę wcześniej sama sie do tego przyczyniała z powodów, które w tamtym momencie uważałam za zasługujące na klapsa. Sama może 2x dostałam, ale nie, żeby… Czytaj więcej »

Muffin Case

Od mamy właśnie często dostawałam tak symbolicznie – nie bolało, ale jeśli to się zdarzyło przy kimś innym czułam się okropnie. Tato wręcz przeciwnie: dużo rozmawiał, pytał, a na koniec pozwalał podjąć samej decyzję (to już w późnej podstawówce). Nieraz złamałam jakiś zakaz mamy, ale po tych rozmowach z tatą zawsze podejmowałam dobrą decyzję 😉

Matka Antyterrorystka

Wszystko się da. Wiesz, że jestem ogromną przeciwniczką bicia ( nawet wczoraj tekst puściłam, który rok był w roboczych na ten temat). Młoda wyprowadza mnie z równowagi milion razy dziennie i ani razu nie oberwała. Zdarza mi się krzyknąć, czego nie pochwalam i jest mi z tym źle, ale ręki nie podnioslam i nie mam zamiaru podnieść na moje dziecko.

Muffin Case

Czasem tekst musi dojrzeć 🙂

Matka Antyterrorystka

Dokładnie 🙂

Sabina Trzęsiok-Pinna

Da się! Ja nie byłam bita i moja córeczka też nie dostaje klapsów, nie wyobrażam sobie, by mogłoby tak być. Klapsy nie pomagają w wychowaniu, kto tak sądzi, ten musi się jeszcze dużo nauczyć. Dobry wpis, jak zwykle!

Muffin Case

Brawa dla twoich rodziców! Serio, weź im podziękuj ode mnie, czy coś 🙂 Bo wiele, wiele znanych mi osób dostawało, więcej lub mniej, słabiej lub mocniej, ale jednak to lanie było.

Sabina Trzęsiok-Pinna

Pod tym względem było w moim domu dobrze :). Moje córeczki też nie będę ofiarami klapsów, bo prędzej by mi serce stanęło, niż miałabym dziecko uderzyć. Ja łagodna z natury jestem ;).

Muffin Case

To świetnie! Nam się też udało bez bicia, ale wiem, że czasem trzeba zmienić w sobie myślenie – bo właśnie: “dostawałam klapsy i wyszłam na ludzi” siedzi w głowie mocno.

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest