fbpx

Jedna rzecz, która ochroni twoje dziecko przed złą nianią, a dom przed złodziejem!

Czasem do firmy mojego męża przychodzą praktykantki. I chociaż są to zazwyczaj uczennice technikum, to spokojnie, nie będzie to wpis o kontrolowaniu przeze mnie mojego męża. Zdarza mi się jednak z tymi nastolatkami porozmawiać i zawsze uderza mnie to, jak to młody człowiek widzi świat w kontrastowych barwach. Sama w swoim czasie też taka byłam i chyba wiek i doświadczenia sprawia, że dostrzegamy także inne odcienie.

Jedna z naszych rozmów dotyczyła bezpieczeństwa w sieci. Wspomniałam, że warto uważać publikując zdjęcia z wyjazdu na wakacje, żeby nie kusić złodzieja. Dziewczyna oznajmiła, że najlepiej całkiem zrezygnować z korzystania z Facebook’a i Instagrama. Chociaż nawet rozumiem jej buńczuczną postawę, to jednak nie każdy użytkownik może sobie na to pozwolić. Znam wiele osób, które utrzymują się dzięki swoim działaniom w tych kanałach, pisałam zresztą o tym tutaj.  Gdyby złodziej wybierałby na cel tylko te osoby, które wrzucają zdjęcia na Insta, byłaby to stosunkowo nowe zjawisko, nieprawdaż? Sama zamierzałam publikować fotki z wakacji, z różnych powodów, dlatego bardzo ucieszyła mnie możliwość przetestowania kamerki YI Home, przeznaczonej do inteligentego monitoringu domu.

Jak sprawdzić nianię

Zasugerowano mi, że gadżet świetnie sprawdzi się przy dzieciach lub do kontroli niani. Początkowo podeszłam do pomysłu sceptycznie, bo nie korzystam z usług obcych opiekunek. Potem mnie jednak tknęło! Właśnie dlatego moje córki zostawały tylko z osobami z rodziny lub bliskimi znajomymi, bo zwyczajnie bałam się je zostawić z kimś obcym. To jest jeden z tych powodów, które mnie mocno trzymają w moim mieście, chociaż serce nieustannie rwie się do Warszawy.

Może tylko ja jestem taką przewrażliwioną matką, ale jakoś nie mogę się pozbyć z głowy wizji, w której opiekunka ignoruje płaczące dziecko i zamiast tego przegląda Facebook’a, albo co gorsza nie widzi nic złego w klapsach. Kamerę można łatwo ukryć np. w pluszowym misiu – wystarczy wyjąć ją z białej podstawki i odpowiednio przygotować “ofiarę”, czyli zabawkę. Chociaż według mnie nie trzeba bawić się w aż takie szpiegostwo. Sama świadomość, że rodzice trzymają rękę na pulsie i w każdej chwili mogą dokonać kontroli, może zadziałać na nianię trzeźwiąco.

Podejrzana cisza

Chyba każdy rodzic zna to przerażenie, gdy orientuje się, że dziecko zachowuje się cicho, zbyt cicho. Wchodzimy do pokoju by z przerażeniem odkryć, że młode wysypało wszystkie przyprawy z kuchennej półki na podłogę. Albo wymazało ścianę mazakami! Albo dorwało się do waszej ulubionej książki i z radością zaczęło wyrywać kartki.

Dlatego gdy ja z mężem oglądałam kolejny mundialowy mecz, cieszyłam się, że mogliśmy czasem skontrolować Leośkę za pomocą kamery zostawionej w pokoju dziewczynek. Młoda się bawiła klockami, a my nie musieliśmy ryzykować, że nie zobaczymy jakiejś niesamowitej bramki. Wystarczyło, co jakiś czas skontrolować dziecko w telefonie i upewnić się, czy przypadkiem nie załączył jej się “psotnik-mode” – jest to możliwe dzięki bezpłatnej aplikacji dostępnej w systemach Android oraz iOS, PC, a także MAC.

Urządzenie pozwala także na podgląd obrazu w całkowitej ciemności oraz na dwustronną komunikację audio. Jak to może wyglądać w praktyce? Leosia śpi w swoim pokoju, a ja czytam książkę u siebie. Nagle słyszę, że młoda zaczyna kręcić się przez sen. Nie dzieje się nic strasznego, wystarczy cicho do niej szepnąć: “ciii, śpij, śpij”. Oczywiście, żaden gadżet nie zastąpi nam naturalnej bliskości i nawet nie powinniśmy do tego dążyć. Przytulanie i kochanie ponad wszystko! Jednak warto umiejętnie korzystać z nowinek technologicznych, zwłaszcza, gdy mogą nam skutecznie ułatwić życie.

Pod tym linkiem kupisz kamerę YI Home. Jest tam też dostępne wideo z testem Pani Gadżet 🙂

Gdy wyjeżdżasz z domu

Wracając do początku tekstu, trudno zakładać, że jakaś mała kamerka miałaby ochronić nasz dom przed złodziejem lub innym nieszczęściem. Jednak jeśli często wyjeżdżacie i nie możecie liczyć na przyjaznych sąsiadów, pewnie wolelibyście od czasu do czasu skontrolować, co się dzieje w mieszkaniu. Nie wiem, jak wy ale mnie zawsze łapie strach, że pęknie jakaś rura i mieszkanie zostanie zalane, albo wydarzy się inne nieszczęście. Generalnie po tym wpisie widać, że mam skłonność do zbyt częstego myślenia o hipotetycznych nieszczęściach 😉 Tę ostrożność i przezorność mam chyba po mamie – w sumie dzięki temu udaje mi się żyć bez większych wypadków.

I gdzie tylko chcesz

Kamera Yi Home okazała się zaskakująco łatwa w obsłudze. Edwin nawet nie sięgnął po instrukcję i bez większych problemów podłączył ją do sieci w swoim biurze. W domu mieliśmy kilka problemów, ale to akurat wynika ze specyficznych zabezpieczeń naszego internetu. Urządzenie można ładować przez kabel USB, można też korzystać z powerbanka. Poniżej kilka zrzutów z instalacji aplikacji:

Co ciekawe kamera ma wbudowany czujnik ruchu. Jeśli więc jesteś na wakacjach i nagle dostaniesz powiadomienie na telefon – wiedz, że coś się dzieje! Nagrania można przechowywać na karcie SD lub za niewielką opłatą na zewnątrznym serwerze.

Mój Edwin bezczelnie mi ją podkradał i korzystał…w firmie. Oczywiście YI Home niezastąpi profesjonalnego monitoringu, jednak świetnie sprawdziła się przy pilnowaniu wydruków. Czasem mąż drukuje fototapety i co jakiś czas trzeba przeprowadzić kontrolę materiału. Dzięki kamerce mógł wrócić do nas, do domu, bo zamiast siedzieć w biurze w telefonie sprawdzał, czy wszystko dobrze się drukuje. Oboje bardzo pozytywnie oceniamy to maleństwo. Sprawdzi się nie tylko dla rodziców, ale także dla wielbicieli wszelkich gadżetów – napewno znajdą dla niego praktyczne zastosowanie.

Dziękuję YI  za możliwość przetestowania kamery.

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
Powiadom o
Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest