fbpx

Marzenie masz? Mam!

Przez sporą część swojego życia bałam się marzyć. Marzenie definowałam jako coś bez czego mogłabym swobodnie żyć, więc bardzo łatwo przychodziło mi dołowanie się i tłumaczenie, że tego nie potrzebuję, że szkoda na to marnować czas i środki. Jednocześnie te moje skromne marzenia ciągle siedziały mi z tyłu głowy powodując poczucie winy, bo przecież nie powinnam marnować na nie swoich sił.

A nie marzyłam wcale o jakiś niezwykłych, niedostępnych rzeczach. Nie pragnęłam luksusowych samochodów ani urlopu na Karaibach. Nie, moje zachcianki były znacznie prostsze do osiągnięcia. Na przykład odkąd skończyłam 13 lat marzyłam o podróży do Szkocji. Zakochałam się w tych górskich, mglistych krajobrazach! Jednak zepchnęłam to marzenie w tył głowy i przypiełam kategorię “raczej na pewno nigdy”. Dlaczego? Nie mam pojęcia! Przecież do Edynburga mogę lecieć w obie strony za około 200 zł, a jednak nie dałam sobie pozwolenia na tę podróż.

Zawsze też chciałam zacząć nosić aparat ortodontyczny – lubię się, ale z aparatem lubiłabym bardziej. Wydatek spory, ale nie niemożliwy, a jednak uznałam, że nie będę ingerować w swój wygląd, kiedy trzeba się skupić na innych rzeczach. Teraz widzę, jak głupia byłam…A oczywiście marzenie o napisaniu książki miało się nigdy nie ziścić. Już pominę kwestie dotyczące pomysłu na to dzieło i moich umiejętności (dobrze wiem, że jeszcze długa droga przede mną) – automatycznie uznałam, że na pewno nigdy książki nie napiszę, że nie mam do tego prawa.

Maja marzycielka

I tak w te moje marzenia, które już mają po kilkanaście lat wchodzi moja starsza córka, cała na biało i daje mi do myślenia jak mało kto. Odbieram ją z przedszkola i sobie rozmawiamy:

-Mamo – zapytała – a kim byś chciała zostać jak dorośniesz?

-Ja już dorosłam, kochanie.

-Ale mamo! Możesz być kim chcesz! Możesz być pielęgniarką, albo strażakiem…

No, może niekoniecznie chcę zostać pracownikiem służby zdrowia i raczej nie rwę się do gaszenia pożarów, ale faktycznie! Wciąż mogę jeszcze wiele zrobić ze swoim życiem! To nie te czasy, gdy raz podjętą pracę hołubiono do odejścia na emeryturę.

Innym razem spytaliśmy Maję o jej marzenia. Ta bez wachania odpowiedziała, że chce pojechać do Paryża. Zaskoczyło nas o to, zwłaszcza że dodatkowo opowiedziała nam, o tym co chce robić w Paryżu: zobaczyć wieże Eiffel’a, obejrzeć obrazy i malarzy oraz zjeść makaroniki. I wiecie co? Chcę ją zabrać na te makaroniki do Paryża! Swoją drogą Maja bywa bardzo wyrafinowana, lubi modę i uwielba malować, więc myślę, że może jej się tam spodobać.

Otworzyłam więc swój umysł na marzenia. Szkocja już nie jest schowana głęboko w szafie – jest celem, mam na nią plan. Wiem, jakie są koszty lotu i ile będzie kosztował nocleg. Wiem, co chcę zobaczyć i kiedy najlepiej lecieć. Nie wiem, czy uda mi się zobaczyć Szkocję w tym roku, ale jestem coraz bliżej.

Marzenie nie do spełnienia – Hamilton

Do tego wpisu zainspirowała mnie pewna wiadomość: otóż mój ulubiony, ukochany musical jest wystawiany w Londynie. Tu w Polsce raczej mało kto zrozumie moją obsesję dotyczącą Hamiltona. Dla ułatwienia wyobrażcie sobie, że jakiś geniusz tworzy libretto na podstawie życia Piłsudskiego i odzyskania przez Polskę niepodległości. Chociaż musical opowiada o postaci historycznej, to zawiera wiele współczesnych odniesień i praktycznie cały jest rapowany. To właśnie zrobił Lin Manuel Miranda – na podsatwie biografii jednego z Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych, czyli Aleksandra Hamiltona, stworzył musical, który porwał ludzi na całym świecie, zebrał pełno nagród i sprawił, że dzieciaki po nocach czytają książki o jakimś gościu z XVIII w.

Wystarczyło przesłuchanie musicalu (akurat to jest dostępne na YouTube czy Spotify), żebym wpadła w obsesję. Chyba jak każdy fan marzyłam, żeby zobaczyć musical na scenie, ale było to niemożliwe. Przede wszystkim, wycieczka do Nowego Jorku to nie taka prosta sprawa. Zwyczajnie mnie nie stać w tej chwili. Nawet gdybym odłożyła odpowiednią sumę, to co najwyżej mogłabym sobie postać pod teatrem, bo po prostu nie da się kupić biletów – taki szał wywołuje ten musical. Gdy więc zaczęto kompletować brytyjską obsadę, dla wielu osób Hamilton stał się bardziej dostępny. Oczywiście, nie jest to oryginalna obsada z Broadway’u, ale ta i tak już nie istnieje. Polecieć do Londynu jest znacznie prościej niż do Nowego Jorku, a i bilety bywają dostępne. Czyli to moje marzenie, to jedno które faktycznie miało się nigdy nie spełnić, stało się dostępne. Mogę odłożyć pieniądze, mogę zarezerwować lot i kupić bilet – mam jakiś obszar, w którym mogę działać. A jeśli to stało się możliwe, to może przyjdzie pora i czas także na inne marzenia?

 

Dodaj komentarz

avatar
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
Powiadom o
Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest