fbpx

Niełatwo jest być pracującą mamą – zapis dnia.

Kilka dni temu przeglądałam swoje wyniki w Google Analytics. Z ciekawością zauważyłam, że mam wejścia na stronę z hasła “blog pracującej mamy”. Nie zwróciłam na to większej uwagi, aż do ostatniego wtorku, kiedy to wróciłam z pracy wykończona i załamana.

Staram się na blogu nie narzekać, ale nie będę ukrywać, że “wypisanie się” bardzo ułatwia radzenie sobie z emocjami. No to lecim!

7:00 – 8:00 – pobudka. Powinnam się cieszyć, że nie muszę wstawać o 6, ale przy moim ciążowym śnie, a raczej jego braku, ta siódma to i tak wczesna pora. Zwlekam to swoje obolałe, wielorybie cielsko i ubieram siebie. Oraz Maję. Z nią jest różnie – czasem sama sobie wybierze ubranie, czasem wystarczy jej rzucić ciuchy i zadba o siebie sama. Są też takie dni, że ma od rana focha (po mamie) i trzeba pomóc, głaskać i przytulać. Dzisiaj przyszła pora na trzecią opcję. Trudno, umaluję się w pracy. Jeszcze muszę zjeść jakieś szybkie śniadanie, bo inaczej zacznę mdleć i możemy jechać do przedszkola.

8:20 – 10 – już jesteśmy w biurze. Wciąż mam porannego focha i potrzebuję chwili na rozruch. Maluję się przy parapecie, robię kawę, herbatę. Na 10 mamy być w urzędzie pracy, więc pozostały czas przeznaczam na przegląd maili, firmowych socjali oraz planowanie tego, co będę robić później.

W urzędzie poszło i dobrze, i źle. Wyskoczyła jedna sprawa, o której nie wiedzieliśmy. Za trzy godziny moje hormony ciążowe zwariują i dostanę z tego powodu histerii. Teraz trochę chce mi się z tego śmiać, bo po czasie widać, że da się wszystko załatwić. W tamtej jednak chwili byłam załamana.

10:30 – 15:30 – mamroczę niczym Rihanna “workworkworkwork”. Dzisiaj na szczęście mam pracę nie wymagającą kreatywnego myślenia. Czyli odpadają projekty oraz planowanie kampanii. Za to czeka mnie rezerwacja domeny dla jednego klienta. Poprawki na stronie dla drugiego. I trzeciego. Prościzna, ale trzeba się skupić, bo troszkę grzebię w kodzie. Zawsze się wtedy czuję jak haker z amerykańskiego filmu, chociaż moja wiedza na temat HTML, to tylko podstawy podstaw. Na koniec, prawdziwa śmietanka, wstawianie produktów do hurtowni dla klienta nr 4. Lubię to bardzo, bo robota lekka i powtarzalna, ale wymaga skupienia – jeśli za jednym zamachem wstawiasz setkę produktów, to wypadałoby pilnować cen, wag i kodów produktów. Z drugiej strony jest to praktycznie idealna praca dla świeżo upieczonej matki – dziecko do cyca, a ty masz tylko klikać myszką. Chociaż pewnie do września będę miała trochę spokoju, bo od czerwca mamy mieć stażystę…

W międzyczasie przychodzi pizza (wspomniane zmiany na stronie dotyczyły menu pizzerii i nabrałam chęci na takie smaki), ja zaliczam swoją oscarową histerię, a Edwin jedzie po Maję do przedszkola.

15:30 – 18:00 – wraca Maja. Odkładam laptopa i biorę się za śledztwo. A co robili? Co było na obiadek? Czy wyszli na dwór? Problem nr 1: młoda ugryzła kolegę. Jestem w szoku, ale mam przebłyski geniuszu więc nie drę się na nią, tylko najpierw pytam o jej odczucia. Okazało się, że Maja dzisiaj mogła otwierać drzwi domofonem. Jej przedszkole mieści się w wieżowcu i po 15, gdy zostaje mało dzieci, któreś dostaje przywilej otwierania ich. Dla dzieciaków jest to wielka sprawa, wręcz zaszczyt. Dzisiaj więc przypadła kolej Mai, a kolega jej się wtrynił – ugryzienie było efektem samoobrony i rozdrażnienia. Mąż mówi, że z chłopcem już się pogodziła i nie ma sprawy, więc pozostaje wytłumaczyć, że gryzienie jednak nie jest dobrym rozwiązaniem. A potem się zaczęło…

-A rysowaliście coś?

-Tak, panią jak się modliła i dzieci.

Ja zamarłam, mąż się odwrócił od komputera. Myślę: dzisiaj wtorek, religia – co jest? Maja ma być w tym czasie odprowadzana do zerówki. Próbujemy wyciągnąć od niej coś więcej – może obrazek został po tej religii w sali i w wolnym czasie Maja wzięła go do kolorowania. A może ktoś olał nasze zalecenia i następnego dnia musimy tam wpaść tocząc pianę z pyska jak wściekłe bulteriery? (Żartuję, zawsze załatwiam wszystko ze spokojem).

Później przychodzi do Edwina jeszcze jeden klient, a ja już padam. Niby cały dzień siedziałam/leżałam na kanapie w biurze, ale jednak pod koniec dnia nie mam siły. Trochę gadam z Mają, kończę wpis na bloga, i tak wreszcie zbieramy się do domu.

18:30 – 19:30 – zamykamy biuro, zaliczamy szybkie zakupy w Lidlu. Chociaż “szybki” przejazd przez miasto zajmuje i tak godzinę: trzeba zajrzeć do dwóch punktów, w którym jutro będą klejone reklamy. Bywa.

19:30 – 21:00 – wchodzimy do domu i na tym rozpędzie wstawiam zmywarkę, pranie i składam wysuszone ubrania. Mąż mi mówi, żebym już się położyła, a on zrobi kolację i ogarnie Maję. Jest tylko jeden problem: moja ciąża domaga się naleśników z powidłami. A w naszym domu specjalistką od naleśników jestem ja. I nie, nie mogę odpuścić tematu – mają być naleśniki i koniec. Więc stoję sobie w kuchni i smażę jeden za drugim. Tyle mi tego wyszło, że chociaż śniadanie rano mam z głowy.

Maja powoli szykuje się do snu, ale w międzyczasie trzeba jej odpowiedzieć na pytania:

-A dlaczego jest dzień i noc? (to był ruch obrotowy? Ło rany, jak to wytłumaczyć dziecku, chyba musimy zrobić jakieś modele układu słonecznego).

-A dlaczego nie ma dinozaurów? A kto je zabił?

-A ja to bym nie chciała mieć kości.

-A jak ja się rodziłam? Nie! Powiedz mi dokładnie!

To są autentyki! Przestaję jej kupować książeczki z bajkami, bo przyszła pora na jakieś dziecięce encyklopedie i leksykony.

A potem to już mycie i jakieś rozmowy połączone z ziewaniem…Jutro znów zadzwoni budzik o 7.

 

W środę jeszcze byłam w pracy, ale rozwaliło mnie przeziębienie i teraz dogorywam w domu. I spokojnie: zaraz zaczynam dziewiąty miesiąc więc moje siedzenie w biurze ogranicza się góra do dwóch dni w tygodniu – normalnie spędzam dni na legowisku (kanapa), też pracując, ale jednak mniej. Od czasu do czasu lubię jednak wyjść do biura. No i jeśli jest ważna praca do zrobienia, to łatwiej mi się skupić i być bardziej efektywną poza domem.

Ps. Ten wpis nie miał na celu podgrzewania konfliktu między matkami domowymi, a pracującymi. Jestem jedną i drugą, a dziś po prostu byłam zmęczona rolą tej drugiej 😉

9
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment authors
Magda | Skrytka na kulturęObywatelka MatkaMarta KraszewskaMuffin CaseTosiMama Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda | Skrytka na kulturę

Ciążowe hormony – ja się kiedyś rozryczałam w Lidlu, bo nie umiałam znaleźć półki z papierem toaletowym. Przebij to 😀

A bycie pracującą mamą (i to jeszcze w ciąży!) bywa ciężkie, zwłaszcza jeśli ma się swoją działalność i nie można pomachać na do widzenia i uciec na zwolnienie, kiedy brzuch przeszkadza w funkcjonowaniu. Jednak z drugiej strony, moim zdaniem warto się przemęczyć i starać się jakoś połączyć te dwie sfery. Od samego siedzenia w domu i gotowania obiadków mogłabym zwariować.

Muffin Case

I ja generalnie lubię to moje ciążowo-zawodowe zamieszanie 🙂 Co nie zmienia faktu, że czasem są gorsze dni i wtedy pomaga zrzucenie z siebie nadmiaru emocji. Najfajniejsze jest to, że pracuję z mężem i on rozumie, że są dni, gdy muszę zostać w domu – zwłaszcza teraz pod koniec. Z drugiej strony, jeśli czuję ochotę i potrzebę, to maluję usta szminką i jadę z nim rano do biura 😀

Obywatelka Matka

Dziecięce pytania potrafią “zabić” 😉 Moja Buńka wciąż, jak mantrę na wszystko pyta: “A czemu?”. 🙂

Ale praca w tym momencie – jak masz siłę, to tylko pozazdrościć. Z drugiej strony, jeśli masz opcję, to odpuść jak już będziesz pod koniec, bo potem nie będzie taryfy ulgowej…:) zresztą, wiesz o tym dobrze, bo to już drugie, nie? 🙂

Muffin Case

Prace mam taka, ze wystarczy mi lozko, laptop i internet? ale coraz czesciej mam dni, ze olewam robote – umysl juz sie przestawil na macierzynski szal. Zreszta za tydzien zacznie sie dziewiaty miesiac wiec odpoczywam i spie poki moge ?

Marta Kraszewska

Nieżle, że czujesz się na siłach pracować. Chociaż coś czuję, że gdybym nie pracowała w korpo tylko u siebie, to dalej bym coś robiła, chociaż pewnie mniej (i tak do 32 tygodnia chodziłam do pracy, ale po prostu dobrze się czułam). Teraz staram się odpoczywać i wypełniać obowiązki domowe.. i mam godzinkę dłużej dziennie na czytanie;PPPP

Muffin Case

Jakbym pracowala u kogos to bym dawno poleciala na zwolnienie ?
A u siebie to mam tak, ze zrobie co moge. Moge byc w biurze, ale moge tez pracowac z lozka w domu – wystarczy mi laptop i internet.
Sa dni, ze nie robie nic, a sa takie ze caly dzien klepie w klawiature.

TosiMama

Nie jest łatwo, ale jakoś dajemy radę:)

Muffin Case

Oj, nie jest, ale nawet to lubię 😉 Gorzej jak dojdą jakieś problemy emocjonalne, to wtedy się robi za dużo i ma się dość.

Ola Kierska
Ola Kierska

Gratuluje organizacji!

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest