przemyślenia

10 Posts Back Home

13 miesięcy – jak radzić sobie ze strachem u roczniaka.

Moje dziewczyny i nie tylko, Jakiś czas temu nieświadomie napisałam, że pierwszy rok życia kończy subtelna zmiana. Że niby nie odczuwamy ogromnej różnicy i to tylko symboliczna data. Myliłam się. Fakt, zmiany w Leosi nie nastąpiły może punktualnie 30 czerwca, ale nie minęły trzy tygodnie, a my mamy wrażenie, że nasza młodsza córka kompletnie się zmieniła. Lęk separacyjny tak bardzo. Przechodzimy teraz istne apogeum, jeśli chodzi o lęk separacyjny. Chcę wyjść z pokoju? Wrzask, łzy i żal. Chcę ją odłożyć na chwilkę na podłogę? Ta sama reakcja. Co ciekawe, młoda nie ma takich problemów, gdy mnie nie widzi, ale gdy…

Takiego męża życzę moim córkom!

Moje dziewczyny, Dzisiaj będzie sentymentalnie, słodko i miło. Jakże mogłoby być inaczej – dzisiaj mija siedem lat od momentu, gdy w koronkowej sukni ecru obiecałam, że uczynię wszystko, aby moje małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. Myślę, że na razie nie idzie nam źle, bo po tych kilku latach wciąż powtarzam, że wyszłabym za mąż za niego jeszcze raz. Chociaż zawsze jakoś celebrujemy naszą rocznicę, to z biegiem lat podchodzimy do tematu na większym luzie. Swój prezent Edwin otrzymał już w piątek – jak zwykle nie potrafiłam się powstrzymać i znów nie udało mi się sprawić mu niespodzianki! Jako rodzicom…

Moje drugie dziecko ma lepiej.

Muszę się pokajać w popiele. Gdy rodziłam Maję w zawrotnym wieku 20 lat, myślałam że już dorosłam do macierzyństwa. Moje rówieśniczki mogły w tym czasie zaliczać zgony na imprezach studenckich, ale nie ja, w żadnym wypadku. No, mądra byłam niczym stara Indianka, Babcia Wierzba i najstarsza góralka we wsi   i czego to ja nie wiedziałam. Minęło trochę czasu. Dostałam kilka razy po dupsku. Nieraz ryczałam, czasem rzucałam talerzami. Zdarzyły się nieprzespane noce. Przede wszystkim jednak wreszcie wyjaśniłam sobie kilka spraw, nazwałam je po imieniu i dopiero dziś czuję, że wiem kim jestem. Pisałam o tym tu: Byłam swoim największym…

Masz tylko sześć lat.

Pamiętam, gdy pierwszy raz trzymałam ją w ramionach. Maleństwo z czarnymi włoskami, mniejsze od naszego kota. Pamiętam jej zapach, jej cichutki płacz i jej pierwsze uśmiechy. Pamiętam, jak karmiłam ją piersią i sugestie innych, żebym już odstawiła. Bo pewnie będę karmić wiecznie. Nie karmiłam do osiemnastki, nie karmiłam nawet dwóch lat. Odstawiła się sama z siebie, z dnia na dzień, mając osiemnaście miesięcy. Pamiętam jej zapach, gdy z nami spała. Pamiętam też komentarze, według których pewnie nigdy nie zacznie spać sama w łóżeczku. Mówiłam sobie, że teraz jest taka malutka, tak szybko urośnie, ani się obejrzę i wbrew czarnym wizjom…

Daję jej czas – jak zluzowałam i przestałam rywalizować z innymi rodzicami.

Dziecko. Nasza duma i chluba. Chwalimy się każdym, nawet najdrobniejszym sukcesem pociechy. Przeżywamy porażki i niepowodzenia analizując dogłębnie, czy to przypadkiem nie nasza wina i czy nie popełniliśmy jakiegoś wychowawczego błędu. Oficjalnie pewnie nikt się nie przyzna do rywalizacji z innymi rodzicami. No gdzie tam! Ja tam mojemu dziecku daję luz. Przecież to nie ma znaczenia, że Kasi Julka już chodzi, a moja nawet nie raczkuje. Ma jeszcze czas, a poza tym, to że dziecko chodzi albo ma dwa zęby wcale nie jest zasługą rodzica więc po co, o tym rozmawiamy?!? Tak mówimy publicznie, a co myślimy? Nie uwierzę, że…

Ciasny matczyny kołnierzyk.

Opowiem wam dziś historię. Basia od zawsze była uporządkowaną dziewczynką. Nie darła rajstop, nie gubiła kredek. W szkole prowadziła idealne zeszyty: pięknie pisane i podkreślane. Gdy nauczyciel zabierał zeszyty do oceny, większość uczniów z jej klasy nagle zaczynała prowadzić nowy. Basi to nie dotyczyło – zawsze była wzorem, zawsze perfekcyjna. Czas mijał. Basia wzorowo zdała maturę, poszła na studia. Po studiach znalazła pracę i zaczęła piąć się w górę po szczeblach kariery. Gdzieś w międzyczasie zajęła się urządzaniem mieszkania. Znalazł się też mężczyzna. Trochę czasu minęło, zanim stanęli na ślubnym kobiercu, ale w końcu się udało. Basia miała młodszą siostrę,…

Najważniejsza kobieta w moim życiu.

Jestem mamą dwóch dziewczynek. „Utknęłam” w tym ciepłym, kobiecym światku, chociaż w dzieciństwie bliżej mi było do kopania z chłopcami na przeciwko piłki, niż do malowania paznokci. Dlatego czasem zastanawiam się, czym właściwie jest bycie kobietą? I jak sprawić, by moje dziewczynki czuły się same ze sobą dobrze? Dziś zapraszam was na sentymentalną podróż pełną wspomnień. Tak jak dla mnie najważniejsze są teraz dziewczynki, tak w dzieciństwie była dla mnie ważna mama. Co ciekawe, pierwsze wspomnienia z nią związane dotyczą…pojawienia się mojego brata. Chyba bardzo przeżywałam ten fakt. Pamiętam jak słuchałam przez stetoskop, co tam się u mamy w brzuchu…

Próbuję zatrzymać czas.

Zajrzałam dziś na blog Martyny G i przeczytałam jej wpis o uczuciach w związku z narodzinami drugiego syna. Troszkę się wzruszyłam, troszkę pozachwycałam zdjęciami i napisałam komentarz. A potem odwróciłam wzrok od monitora i spojrzałam na moje panny. Patrzę na Maję, która dziś dyskutowała z panią doktor w przychodni. Moją małą kobietkę, która ciągle dobiera się do moich kosmetyków i przebiera się trzy razy dziennie. I opowiada o tym, kim zostanie jak dorośnie (aktualnie weterynarzem). I mówi, że będzie miała dzieci. I męża. I różowe kwiatki w bukiecie. A za chwilę pyta się, czy zbudujemy jej taką maszynę, która zrobi „charackters”…

W 2017 chcę być lepszą żoną i mamą!

Dość sceptycznie podchodzę do postanowień stawianych sobie na nowy rok. Jeśli chcesz rzucić palenie, rzuć. Jeśli chcesz schudnąć, ułóż plan i zacznij działać. Nie musisz koniecznie czekać na ten 1 stycznia. Dlaczego więc powstał ten wpis? Od jakiegoś czasu zauważyłam, że mam w sobie znacznie mniej cierpliwości niż kiedyś. Zwłaszcza w stosunku do Mai i bardzo mi się to nie podoba. Dlatego postanowiłam zmienić swoje zachowanie i zamiast skupiać się na zrzucaniu kilogramów lub nauce nowej umiejętności, postanowiłam zainwestować w relacje. Jako matka Będę częściej wychodzić z dziećmi na dwór – niby prawie codziennie wychodzę na spacer z Leosią i…

Udało ci się urodzić dziecko i przeżyć? Nawet nie wiesz, ile szczęścia miałaś.

Bożonarodzeniowe szaleństwo się skończyło. Słucham dziś radia w biurze i obserwuję jak zmienił się zestaw tematów: wyprzedaże, porady dietetyków dotyczące radzenia sobie z niedawnym obżarstwem, małe i duże podsumowania minionego roku. Ja tymczasem piję zieloną herbatę i patrzę sobie na moje dwa skarby: starsza właśnie przebiera Twilight Sparkle, młodsza śpi na moim kolanach. Patrzę na nie i myślę o pewnej kobiecie, która dawno, dawno temu też urodziła dziecko. Tylko nie w szpitalu, nie przy lekarzu i pielęgniarkach. Dziecko, które „owinęła pasami płótna, i położyła w żłobie”. Oczywiście, już tam Ktoś zadbał o to, żeby wszystko skończyło się bezpiecznie, ale ja…

Navigate

Pin It on Pinterest