przemyślenia

10 Posts Back Home

Przeżywam młodość na nowo.

Według specjalistów żałobę możemy podzielić na 4 fazy: szok i otępienie, tęsknota i żal, dezorganizacja i rozpacz oraz reorganizacja. Prawie półtora roku potrzebowałam na to by wyjść z żałoby, w czasie której opłakiwałam utraconą młodość. No, już jej do reszty odwaliło, pewnie pomyślicie. Dziewczyna jeszcze trzydziestki nie skończyła, a chromoli o utraconej młodości. Po prostu jak zwykle przesadza i wiecznie jej źle, odlubiam. Można oczywiście przyjąć założenie, że jestem ciągle marudzącą, szukającą lansu wariatką (bo jak depresja, to na pewno nie jestem poczytalna), albo można zobaczyć jak to wszystko wygląda z mojej strony. Dużo światła rzuca na ten temat mój…

Co dał mi hejt i występ w telewizji?

Zawsze byłam dziewczyną z tylnego rzędu. Nie wysuwałam się przed szereg. Nie chciałam błyszczeć, bałam się tego. Gdy w szkole znałam poprawną odpowiedź, zazwyczaj mamrotałam ją pod nosem. Jakiekolwiek występy publiczne? W żadnym wypadku! Wielu osobom pozwalałam wejść sobie na głowę. Panicznie bałam się kłótni, konfrontacji i przede wszystkim krytyki. W jaki sposób taka dziewczyna jak ja znalazła się na kanapie w telewizji śniadaniowej? I czego mnie nauczyło to doświadczenie? Hejt boli Bloga prowadzę już od kilku lat, ale do tej pory nie miałam okazji spróbować gorzkiego smaku hejtu. Unikałam kontrowersyjnych tematów, a do tego nigdy nie byłam jakoś szczególnie…

Poszła Sara na ślub: co dali roślinożercom, dlaczego wesela są smutne i parę innych refleksji.

Jeśli śledzicie mój Instagram, to dobrze wiecie, że ostatni weekend spędziliśmy bawiąc się na weselu. Uwielbiam śluby i wciąż gorąco wierzę w instytucję małżeństwa, chociaż 8 lat spędzonych w związku małżeńskim skutecznie otwarły mi oczy na kilka spraw – mężu, możesz spać spokojnie! Tym razem mój poziom ślubnej ekscytacji i podniecenia osiągnął niespotykany dotąd stopień, bo były to zaślubiny osobistej siostry Edwina. Po całym wydarzeniu pojawiło się też kilka refleksji. Czy da się na weselu nakarmić roślinożerców? Na ostatniej imprezie na jakiej się bawiliśmy, byliśmy już w dużej mierze roślinożercami. Praktycznie nie spożywaliśmy produktów odzwierzęcych, jednak alkohol na weselu uruchomił…

Gdybym zaszła w ciążę. Strachy macierzyńskie.

Stałam na pasach czekając na zielone i pozwoliłam myślom płynąć. Zastanawiałam się, czy gardło boli mnie od smogu w Piotrkowie, czy warto zrobić brownie z białej fasoli i co by się stało gdybym teraz zaszła w ciążę. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie ogarnął mnie atak paniki. Nie biorę dzieci na ręce Maja to była trochę taka bardzo chcianka wpadka. Marzyłam o dziecku, ale rozsądek podpowiadał, że to jeszcze nie pora (czy kiedykolwiek jest?). Z takim nastawieniem, natura w końcu zrobiła swoje. Oczywiście bałam się o zdrowie mojej córki i drżałam przed każdym badaniem prenatalnym, ale poza tym moim największym strachem…

Marzenie masz? Mam!

Przez sporą część swojego życia bałam się marzyć. Marzenie definowałam jako coś bez czego mogłabym swobodnie żyć, więc bardzo łatwo przychodziło mi dołowanie się i tłumaczenie, że tego nie potrzebuję, że szkoda na to marnować czas i środki. Jednocześnie te moje skromne marzenia ciągle siedziały mi z tyłu głowy powodując poczucie winy, bo przecież nie powinnam marnować na nie swoich sił. A nie marzyłam wcale o jakiś niezwykłych, niedostępnych rzeczach. Nie pragnęłam luksusowych samochodów ani urlopu na Karaibach. Nie, moje zachcianki były znacznie prostsze do osiągnięcia. Na przykład odkąd skończyłam 13 lat marzyłam o podróży do Szkocji. Zakochałam się w…

I sobie odpuszczam.

Gdybyście kiedyś wzieli do ręki mój bullet journall, zobaczylibyście, że każdy dzień jest skrzętnie wypełniony notatkami. Zaczynam od spraw firmowych: tu zadzwonić, tam wysłać maila z ofertą, zeskanować dokumenty i skończyć zlecenie. O 15 któreś z nas jedzie po Maję i przez najbliższą godzinę czasem półtorej trwa stan przejściowy. W dużej mierze determinują go potrzeby naszych dziewczyn. Zdarza się, że od razu po Majkowym przedszkolu lecę do domu, bo Leosia ma wyjątkowo zły dzień. Czasem bujam się jeszcze w pracy do 17 – robię tak, gdy córkom w miarę dopisuje humor, a ja wciąż mam robotę do skończenia. Albo zabierm…

Czy warto zabrać dzieci na Pola Grunwaldu? I jak zachęcamy córki do nauki?

Najprawdopodobniej datą, którą zna każdy mieszkaniec Polski jest 15 lipca 1410. Żartowałam sobie z mężem, że w swoim wczesnym życiu zaliczyliśmy wyjątkową indoktrynację w tej kwestii. Tak się złożyło, że patronem mojej szkoły podstawowej był Władysław Jagiełło, więc całkiem przy okazji żywot tego króla znałam całkiem dobrze. Mąż pochodzi z Wolborza i w tamtejszej szkole pilnie powtarzano mu, że to właśnie z tego miasteczka wojska polskie ruszyły na Grunwald. Dość jednak o historii, którą pewnie dobrze znacie – czy wycieczka w te okolice będzie atrakcją dla dzieci? W czasie naszego ostatniego pobytu na Mazurach nie mieliśmy w planach szczegółowego zwiedzania.Nie…

Matka w domu z chorym dzieckiem. Nadajemy z wariatkowa.

Zaczyna się niewinnie gorączką. Wciąż masz nadzieję, że to nic poważnego. Przecież gorączka u rocznego dziecka to nic niezwykłego. Pewnie kolejne zęby wychodzą. Utwierdza cię w tym brak innych objawów. Zbijasz więc w nocy gorączkę i zostawiasz dziecko z babcią, gdy idziesz do pracy. Wiesz, że coś się dzieje, gdy młode zaczyna w nocy kaszleć a ty łapiesz tylko kilka drzemek, które przerywa mierzenie temperatury, odciąganie glutów i wystawienie co chwila jednego lub drugiego cycka. Umawiasz się więc na wizytę u lekarza. Co z tego, że na konkretną godzinę skoro i tak znów są opóźnienia i zamiast o 11:15 wchodzisz…

Nauczyciel swoją oceną podniósł mi ciśnienie!

Nasza starsza córka zaczęła w tym roku naukę w zerówce. Zmiana była raczej symboliczna, bo Maja chodzi dalej do swojego przedszkola, ma tę samą grupę, są też te same ciocie. Na pierwszym zebraniu miałam jednak przedsmak tego, jak bardzo różnię się z Edwinem od reszty rodziców. Czym się różnimy? A podejściem do nauki. Może wynika to z naszego wieku – reszta rodziców ma około 40 lat lub więcej i widać po nas różnice pokoleniowe. My już nie uważamy, że trzeba mieć piątki ze wszystkiego, że trzeba się uczyć dla samej nauki. Ważniejsze są praktyczne umiejętności i wiedza, jak je zastosować…

Ostatnie 100 dni szczęścia

Byłam straszną marudą i zrzędą już od dłuższego czasu, a zdałam sobie z tego sprawę na początku września. Początek miesiąca był zimny, deszczowy i dość przygnębiający. Dodajmy do tego symboliczną zmianę jaką jest początek roku szkolnego i łatwo jest wprowadzić się w refleksyjny nastrój. I tak stojąc któregoś dnia na chodniku i czekając na zielone światło, uświadomiłam sobie, że do końca 2017 zostało około 100 dni. Niewiele, a ja przez znaczną część roku byłam nieszczęśliwa/smutna/marudząca i wymagająca ojojania. Faktem jest, że końcówka 2016 nie była łatwa. Wreszcie zdecydowałam się iść do psychiatry, który zdiagnozował u mnie depresję. Myślałam, że to…

Navigate

Pin It on Pinterest