macierzyństwo

10 Posts Back Home

Powrót do pracy zrobił ze mnie lepszą mamę. Znowu.

Poniedziałek rano: moja ośmiomiesięczna córka budzi około siódmej. Wstaję razem z nią albo wcześniej. Szykuję Maję do przedszkola i wraz z kręcącą się pod nogami Leosią szykuję siebie – do pracy. Stało się to, czego nie planowałam. Wróciłam do pracy. Pierwsze trzy lata życia mojej starszej córki spędziłam z nią w domu. Oj, wcale nie dlatego, że tak dobrze czułam się jako pani domu. Nie miałam pracy, do której mogłabym wrócić, a szybka kalkulacja pokazała, że skoro i tak miałabym przeznaczać całą pensję na nianię, to chyba lepiej jak osobiście zajmę się dzieckiem. To akurat lubiłam i dużą przyjemność sprawiało…

Odstawienie od piersi. Nie chcę ale muszę?

Dawno, dawno temu pomyślałam sobie, że będę karmiła swoje dzieci piersią. I to zrobiłam. Bez szczególnych problemów, bez nawałów, zastojów. Ot, trafiły mi się dwa egzemplarze wyjątkowo cycolubne i ja także spełniałam się w roli cycodawacza. Pamiętam jak wróciłam z Leosią ze szpitala, a zachwycony nią wujek (aktualnie lat 11) pytał się mnie, jak długo zamierzam karmić piersią, bo on by chciał, żeby mała już u nich spała. Nie miałam w głowie jakiś wyliczeń. Do pół roku to na pewno, najlepiej do roku, a dalej – zobaczymy. Tak sobie myślałam, że może Leosia pójdzie w ślady starszej siostry i odstawi…

Ciasny matczyny kołnierzyk.

Opowiem wam dziś historię. Basia od zawsze była uporządkowaną dziewczynką. Nie darła rajstop, nie gubiła kredek. W szkole prowadziła idealne zeszyty: pięknie pisane i podkreślane. Gdy nauczyciel zabierał zeszyty do oceny, większość uczniów z jej klasy nagle zaczynała prowadzić nowy. Basi to nie dotyczyło – zawsze była wzorem, zawsze perfekcyjna. Czas mijał. Basia wzorowo zdała maturę, poszła na studia. Po studiach znalazła pracę i zaczęła piąć się w górę po szczeblach kariery. Gdzieś w międzyczasie zajęła się urządzaniem mieszkania. Znalazł się też mężczyzna. Trochę czasu minęło, zanim stanęli na ślubnym kobiercu, ale w końcu się udało. Basia miała młodszą siostrę,…

Uwaga, matka wyszła w miasto z dzieckiem – nie ważcie się jej pomóc!

To był zimny, styczniowy dzień. Najchętniej nie wychodziłabym spod koca, za towarzystwo mając kawę i Netflix, ale wiecie jak jest: życie nie poczeka. A już na pewno nie poczeka na mnie paczka z zamówionymi książkami, które muszę odebrać w  kiosku. Nie chciało mi się, ale zebrałam się w sobie, wcisnęłam czapkę na uszy i wciągnęłam rękawiczki na ręce – prowadzenie wózka bez rękawiczek w styczniu wymaga ogromnej ilości odwagi – Leosię zapakowałam w kombinezon i wyszłam na zewnątrz. Poszłam więc z Leosią po moje książki i przy okazji weszłam do urzędu po pewne dokumenty. Mijałam ten budynek już tyle razy…

Ostatnia pierwsza miłość

Przychodzi taki moment, że zwyczajnie nie mam siły. W tym moim prywatnym diabelskim młynie każdy wagonik jest szczelnie wypełniony. A tu jeszcze wracam do domu i rozpoczyna się litania na dwa głosy: młodsza marudzi z bliżej nieokreślonych przyczyn. Mogę to sobie tłumaczyć wychodzącymi zębami, ale te zęby idą jej od czwartego miesiąca i wyjść nie mogą. Starsza weszła w etap fochów i buczenia o wszystko. Chwilami mam ochotę wyjść z domu i nigdy nie wrócić. Ale gdy tak przez krótką chwilę wpatruję się w przestrzeń, głucha na wycie moich dziewczyn, jest jedna myśl, która sprawia, że podnoszę Leosię i ją…

W 2017 chcę być lepszą żoną i mamą!

Dość sceptycznie podchodzę do postanowień stawianych sobie na nowy rok. Jeśli chcesz rzucić palenie, rzuć. Jeśli chcesz schudnąć, ułóż plan i zacznij działać. Nie musisz koniecznie czekać na ten 1 stycznia. Dlaczego więc powstał ten wpis? Od jakiegoś czasu zauważyłam, że mam w sobie znacznie mniej cierpliwości niż kiedyś. Zwłaszcza w stosunku do Mai i bardzo mi się to nie podoba. Dlatego postanowiłam zmienić swoje zachowanie i zamiast skupiać się na zrzucaniu kilogramów lub nauce nowej umiejętności, postanowiłam zainwestować w relacje. Jako matka Będę częściej wychodzić z dziećmi na dwór – niby prawie codziennie wychodzę na spacer z Leosią i…

Jak to jest być mamą po raz drugi?

Chodzimy tu i tam, ciągamy te dzieci ze sobą i co jakiś czas ktoś troskliwe nas pyta: „No, ale dajecie radę?”, albo „A mała daje wam pospać?”. Bywa, że ktoś podsumowuje wszystko krótko i jasno „No, z dwójką to już nie zabawa”. Patrzę wtedy na męża, on patrzy na mnie i zastanawiamy się, o co tak właściwie chodzi. Owszem, jesteśmy zmęczeni, ale w bardzo małym stopniu, jeśli w ogóle, spowodowała to obecność drugiego dziecka. Wręcz przeciwnie, jestem zaskoczona jak łatwo nasza druga córka wpasowała się w nasze życie. Oczywiście, coraz częściej mam ostatnio dni, kiedy siłą zmuszam się do wstania…

Trauma poporodowa?

Podobno własne narodziny to najbardziej stresujący moment, jakiego doświadczamy w naszym życiu. Może więc dobrze, że go nie pamiętamy i z czasem przyćmiewa go np. egzamin maturalny, rozmowa z szefem czy (oby nie) choroba kogoś bliskiego. Chociaż nie pamiętamy własnych narodzin, to każda matka doskonale pamięta dni, w których na świat przyszły jej dzieci. I nie ma co ukrywać: poród, nieważne jaki, też niesie ze sobą dużo stresu. Strach przed porodem bywa tak ogromy, że niektóre z nas nigdy nie zdecydują się na dziecko. Nie dość, że każda kobieta jest mniej lub bardziej świadoma ryzyka różnych komplikacji, które mogą wystąpić,…

Jak łączę macierzyństwo z byciem sobą – Kobieta Niezgodna

Dziś zapraszam was na kolejną odsłonę cyklu. Tym razem temat podjęła Kobieta Niezgodna. Pamiętajcie by wesprzeć ją na Instagramie i Facebooku oraz zajrzeć na jej bloga! Spełnienie! Od zawsze a przynajmniej odkąd pamiętam uwielbiałam dzieci. Lubiłam się nimi zajmować, opiekować, dbać o nie. Byłam nianią dla maluchów koleżanek, sąsiadek, rodziny ale nie taką nianią, która bierze kasę za opiekę ale taką, która sama się wprasza, bo to kocha. Bardzo chciałam mieć dzieci. Jednak największym moim marzeniem było ich uczenie , tak chciałam być nauczycielką Życie jednak dało mi niespodziewanego kopa i zamiast iść na studia zostałam właśnie mamą. Studia przepadły…

Supermoc

W dzieciństwie nie marzyłam o byciu księżniczką w opałach. Nie, nie dla mnie zamknięcie w wieży i czekanie na księcia. Żadna tam Roszpunka, czy inna Śpiąca Królewna. Jeśli księżniczka to najlepiej Leia z Gwiezdnych Wojen. Dziwnie to kontrastuje z moją wrodzoną niepewnością i nieśmiałością, której znacznie bliżej do czekania na ratunek – może właśnie dlatego tak bardzo chciałam być superbohaterką. Czas mijał, bajki odeszły w zapomnienie. Ja zaś wciąż byłam jak ten ślimak bez skorupki, łatwa do zgniecenia. I może by to tak trwało dłużej, gdybym pewnego dnia…nie otrzymała supermocy! Wiecie jak przebiega scenariusz typowego filmu o superbohaterach? Główna postać miota…

Navigate

Pin It on Pinterest