fotografia

10 Posts Back Home

Everyday #4: Uwielbiam te zdjęcia!

Jest godzina 23. Edwin już śpi, dzieci też. Ja też powinnam iść spać. A tymczasem zupełnie nieświadomie wyciągam kartę pamięci z aparatu i przeglądam dzisiejsze zdjęcia. Nie mogę im się oprzeć. Żaden ze mnie profesjonalista, ale patrzę na niektóre kadry i myślę „you nailed it, girl!”. Sukienka Mai – H&M Wózek – Florino Carbon by Coletto

Everyday#3

Odzywa się we mnie wyrodna matka. Wcale nie płaczę na myśl o pierwszym września. Wręcz przeciwnie! Odliczam dni i pewnie nawet wyrwie mi się małe „hurra, nareszcie!”. Pewnie kłania się ogólne zmęczenie ciążą, porodem i dwoma miesiącami z dziewczynami, które spędzałam w większości sama. Mąż za to wykończony robotą. Jeszcze jesteśmy w trakcie zmiany lokalu w firmie. Doszło do tego, że obojgu nam się śnią wakacje: mi nad morzem, Edwiniastemu w górach. Zanim jednak wyprawię starszą córkę z powrotem do przedszkola, staram się jej zapewnić jak najwięcej atrakcji. Chodzimy na spacery, odwiedzamy figloraj i skaczemy na trampolinie u Majowej przyjaciółki…

Everyday #1

Od dwóch tygodni żyjemy w nowej rzeczywistości. 30 czerwca moje życie znowu się zatrzymało na chwilę i zaczęło się kręcić od nowa w zupełnie innym rytmie. Wolniejszym i pachnącym dziecięcym małym ciałkiem, chociaż jednocześnie nie pozbawionym wad i podkrążonych oczu. Chociaż początki nie były łatwe. Na początku nie mogłam zrozumieć tego, że teraz mam drugie dziecko. Potem czułam dziwną irytację w stosunku do Mai. Rozumiałam, że ona nadal jest moją małą dziewczynką i ma prawo zachowywania się jak typowa pięciolatka. Za to moje emocje „widziały” ją jako bardzo dużą i poważną dziewczynkę i potrzebowałam kilku dni by poukładać sobie wszystko…

Wróciło.

Myślałam, że skoro planowałam tę ciążę od dłuższego czasu, dostanę w gratisie sielankę i spokój umysłu. Oczywiście, wszystko musiało się potoczyć całkiem inaczej. Miał być spokój i luz. Miało być wszystko w głowie poukładane. Przecież to dla mnie nie pierwszyzna, to chodzenie w ciąży. Paradoksalnie pod względem emocjonalnym lepiej zniosłam ciążę z Mają – nie do końca planowaną. Nie jest tajemnicą, że przed tą ciążą poroniłam. Myślałam jednak, że po pierwszym trymestrze uda mi się osiągnąć wewnętrzny spokój. A skąd! Chociaż fizycznie czułam się całkiem nieźle, byłam jednocześnie bardzo rozbita emocjonalnie. Niby zajmowałam się tym wszystkim co zawsze, ale gdzieś…

Mini sesja ciążowa – buduarowy klimat w Hotelu Fryderyk

Pisałam już o tym, że marzy mi się kobieca sesja ciążowa. Zabytkowy Hotel Fryderyk z jego wystrojem idealnie nadawał się do naszych zdjęć. Niestety, zdjęcia musiały zostać przerwane – stąd też nazwa mini sesja. Nie udało mi się zrealizować wszystkiego, co chciałam. Jednak, chora córka ma pierwszeństwo. Nawet jeśli oznacza to niespanie po nocach i kilkukrotne smarowanie plecków, mierzenie gorączki i podawanie paracetamolu. Nie ma jednak tego złego. W ciąży jeszcze trochę pochodzę i gdy skończy nam się przymusowa dwutygodniowa kwarantanna, chętnie zaczniemy spacery w plenerze! Nie pozostaje mi nic innego, jak pokazać efekty naszej amatorskiej sesji. I, żeby uprzedzić…

Sesja ciążowa i szpitalna: pomysły i inspiracje.

Czy robić zdjęcia w ciąży? Oczywiście, że tak! Pisałam już na ten temat i zdania nie zmienię. Nawet jeśli się nie ma środków/możliwości/ochoty na bardziej profesjonalną sesję ciążową, to przecież są jeszcze inne sposoby. Niech już ten mąż, siostra, przyjaciółka cyknie ci kilka fotek! Choćby i telefonem, bo przecież nie musisz ich nikomu pokazać – no, chyba, że jesteś całkowicie pozbawiona sentymentu i wiesz, że za jakiś czas nie będziesz żałować. Ja żałowałam. Profesjonalna sesja ciążowa? Generalnie jestem za wspieraniem gospodarki i lokalnych biznesów. Tym samym opcja z wynajęciem profesjonalnego fotografa brzmi bardzo kusząco. Jednak ja tego nie zrobię. I…

Migawki: Byle do wiosny?

Wyraźnie widać, że już prawie każdego dobija ciągnące się od listopada zimno i towarzyszący mu mrok. Wokół narzekania, a przed nami podobno najgorszy okres w roku: luty (przynajmniej tak uważają nasi klienci). Mnie samej też zdarza się westchnąć i pomarudzić. Jak nie Majka przytarga katar, to Muffiniasty na zwolnieniu i cała logistyka spada na mnie. Prędzej czy później, któreś mnie zaraża i znów mam areszt domowy. Może i dobrze, bo na ostatniej wizycie ginekolog zasugerował mi wzięcie zwolnienia i zmniejszenie obrotów. Co oczywiście jest bardzo trudne do wykonania… Generalnie staram się nie dać złym myślom. W najgorszym wypadku zostało nam…

Jesienny spacer w różanym parku. I testowanie nowego obiektywu.

Piszę te słowa, a towarzystwa dotrzymuje mi Michael Buble. Na stoliku obok stoi pyszne cappuccino, a dokoła mnie unosi się oszałamiający różany aromat. Właśnie wróciliśmy ze spaceru po parku. W takim otoczeniu można pracować! Do Różanej Rezydencji przyjechaliśmy by naładować akumulatory i wyciszyć nasze zapracowane umysły, ponieważ blogowanie jest jednak dla mnie większą przyjemnością niż pracą, bez wahania sięgnęłam po laptop i wzięłam się za przeglądanie zdjęć. Mam z tym niemało frajdy, bo właśnie do naszej małej Nikonowej rodzinki dołączył stałoogniskowy obiektyw i nieśmiało się poznajemy. W tym celu po śniadaniu wybraliśmy się na spacer po parku otaczającym rezydencję -…

Po prostu jesienny dzień & Linkowe Party #1

Wbrew pierwszych przymrozkom i porannej szarudze (o 6 rano wciąż jest ciemno!), nie dajemy się jesiennej chandrze. Pomagają nam jesienne przysmaki. Właśnie na biurku obok mnie stoi kubek z dyniową kawą i babeczka o takim smaku. Zajadamy się też miodem i orzechami, a do kanapek robię warzywne pasztety. Zaliczyliśmy już wersję z fasolą i czerwoną soczewicą. Ostro walczę też z infekcjami. Kuruję młodą czystkiem i jeszcze jedną miksturą na bazie miodu (o niej wkrótce). Aktualnie zalicza lekkie przeziębienie, ale i tak jest lepiej niż np. wiosną. Dużo też chodzimy na spacery i łapiemy tyle słońca ile się da. Uwielbiam się…

Ostatnie letnie chwile

Z wakacji przywiozłam w walizce dwa kilo smutku. Upchnęłam je w szafie za plecakami, obok worka z suknią ślubną. Tam jest ich miejsce, bo jak to tak chodzić do pracy lub do znajomych ze smutkiem na smyczy? Wychodzą w nocy i domagają się karmienia – najbardziej lubią słone łzy. Czasem jakiś się przyplącze do nogawki, gdy wychodzę z domu. Jakaś sytuacja, gest, cokolwiek i smutek znów głodny… Chowam się przed nimi za aparatem. I to jest kolejna rzecz, która ze mną przyjechała: fascynacja fotografią. Do tej pory, to głównie mój mąż robił zdjęcia. Ja cykałam czasem coś w zastępstwie. Nawet…

Navigate

Pin It on Pinterest