Gdybym zaszła w ciążę. Strachy macierzyńskie.

Stałam na pasach czekając na zielone i pozwoliłam myślom płynąć. Zastanawiałam się, czy gardło boli mnie od smogu w Piotrkowie, czy warto zrobić brownie z białej fasoli i co by się stało gdybym teraz zaszła w ciążę. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie ogarnął mnie atak paniki.

Nie biorę dzieci na ręce

Maja to była trochę taka bardzo chcianka wpadka. Marzyłam o dziecku, ale rozsądek podpowiadał, że to jeszcze nie pora (czy kiedykolwiek jest?). Z takim nastawieniem, natura w końcu zrobiła swoje. Oczywiście bałam się o zdrowie mojej córki i drżałam przed każdym badaniem prenatalnym, ale poza tym moim największym strachem była późniejsza opieka nad dzieckiem. Musicie zrozumieć, że ja nigdy nie należałam do tych kobiet, które na widok niemowlęcia w pomieszczeniu zamieniają się w wypełnione okscytocyną zombie. Oj ty dziubdziusiu ty, jaki słodki, potrzymam, dobrze? Nie, nie rwałam się do tego i przed urodzeniem mojego własnego dziecka nie nosiłam innych niemowlaków. Nie zmieniałam pieluszek. Nie ubierałam w śpioszki. I bałam się tego panicznie. Tego i jeszcze obcinania malutkich paznokietów, a chrzest bojowy musiałam przejść szybko, bo noworodki rodzą się z pazurkami ostrymi jak szpileczki.

Gdy Maja się urodziła, symbolicznie założyłam pierwszą pieluchę tył naprzód (byłam wtedy jeszcze w amoku poporodowym) i instynktownie załapałam resztę czynności. Kąpiele, karmienie piersią, nawet okiełznanie ciemieniuchy – wszystko to nie sprawiało mi większych trudności. Piszę te słowa z myślą o tych dziewczynach, które podobnie jak ja nie mają doświadczenia z niemowlakami. Dacie radę!

Zdrowie najważniejsze

Obcięcie paznokci noworodkowi nie było już moją troską, gdy byłam w ciąży z Leosią. Tym razem najbardziej obawiałam się o zdrowie drugiej córki. Nic nie wskazywało, że coś miało być nie tak, ale ja wciąż się bałam, czy malutka urodzi się zdrowa. Wtedy wsiąkłam już w świat rodzicielski i znałam pełno historii o tym, że jednak coś poszło nie tak. Poza tym byłam starsza niż w ciąży z Mają i w dodatku iracjonalnie bałam się, że skoro raz mi się udało, to może teraz spotka nas któryś z przypadków, ten jeden na tysiąc urodzeń….

Bunt dwulatka i ciąża – moje nigdy w życiu!

Ale, ale zanim zaszłam w ciążę z Leosią minęło kilka lat. Chociaż karmiłam Maję piersią, dość szybko wróciła mi miesiączka powodując kolejny strach. Przeraźliwie bałam się wpadki. Cały czas powtarzałam sobie: nie mogę zajść w ciążę dopóki Maja nie skończy przynajmniej dwóch lat, a najlepiej trzech. Są osoby, które świadomie decydują się na tak małą różnicę wieku i świetnie sobie z tym radzą (pozdrowienia dla Budującej Mamy!), ale ja nie mogłam sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji. Nie wiem, może byłam za młoda, za mało doświadczona w tym całym rodzicielstwie….

Wyobraźcie sobie jednak taką sytuację: stoicie zimą przed zaparkowanym samochodem. W zębach trzymacie kluczyki do auta. Dlaczego w zębach? Bo ręce, kurde, macie zajęte! Pod pachą trzymacie szamoczącego się półtoraroczniaka, który jednocześnie cały zesztywniał i macha kończynami we wszystkie strony (jak to możlliwe – nie wiem). Trzepie się, bo musieliście wejść do auta. W drugiej ręce trzymacie swoją torbę, która jest dość ciężka (poza standardowym wyposażeniem jest tam zapasowa pielucha, chusteczki do pupy, przekąska, zabawka…), możliwe że gdzieś obok was stoi torba z zakupami. Dziecka nie możecie puścić, bo ucieknie w długą przez parking i ktoś je przejedzie. Torby też wolelibyście nie stawiać w kałuży, bo ładna jest, teściowa wam dała (torbę, nie kałużę). Jakiś tuman zaparkował przy was w ten sposób, że nie możecie w pełni otworzyć drzwi więc z tym całym majdanem próbujecie się wcisnąć do samochu, zarzucić młode w fotelik i zapiąć je mimo wrzasków (co ciekawe, dziecko uspokaja się zaraz po kliknięciu pasów). Kropką nad i jest nagła chęć na siku, kompletnie niespodziewana, więc zaciskasz zęby mając nadzieję, że dojedziesz do domu i nie posikasz się po drodze, bo hyraulika po porodzie nie zawsze działa jak należy.

No i do tego wszystkiego dodaj sobie jeszcze ciąże. A w ciąży i nudności, i czasem wymioty i ogólna słabość życiowa. Pewnie gdybym już zaszła w tę ciąże, gdy Maja była na takim etapie, to jakoś byśmy sobie poradzili. Pewnie Edwin by przejął wiele obowiązków. Jednak w tamtym czasie on był jedynym żywicielem rodziny, a ja uznałam, że muszę pomóc i ogarnąć resztę. Z rzucającą się na chodniki Mają.

Dorosłam?

Dokładnie teraz Leosia jest na tym etapie, który opisałam powyżej. Bywa cudowna, zabawna i kochana, ale bywa też trudna. Dlaczego więc nie spanikowałam na myśl o ciąży. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i doszłam do wniosku, że wpłynęły na to dwie rzeczy. Pierwsza to rodzeństwo. Maja była jedynaczką i nie mogła liczyć na zabawy ze starszą siostrą. Leosia uwielbia Maję i obie potrafią sobie całkiem sprawnie zorganizować czas. Poza tym uczy się od siostry wielu rzeczy i mamy wrażenie, że jest dojrzalsza niż Maja była w jej wieku (pomijąc kwestię mowy).  Drugą kwestią jest nasze rodzicielskie doświadczenie i wiek. Inaczej patrzy się na pewne sprawy mając lat 20, inaczej mając 27. Widzę, że mamy oboje więcej cierpliwości do młodej (a młoda ma charakterek!). Edwin też bardziej angażuje się w opiekę – zawsze był za córkami, ale dzięki pewnym zmianom w fimie łatwiej mu znaleźć czas dla nich.

Gdybym więc teraz zaszła w ciążę, pewnie nie byłoby to spełnienie moich marzeń, ale w sumie to dalibyśmy radę! Byleby tylko zdrowe było!

Chociaż znów musiałabym przechodzić przez kupno fotelika, wózka i tych wszystkich maleńkich pierdółek. O nie…

Ps. To, że piszę o ciąży nie znaczy, że w niej jestem ani że zamierzam w niej być. Dlatego luuz, jest wielce prawdopodobne, że reprodukcję skończyłam na Leosi.

 

 

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest