4 powody, dla których nie mamy psa.

Jest ona i jest on. Są też dzieci. Można by pomyśleć, że do pełni szczęścia brakuje tylko czworonoga. Gdy jakiś czasu temu zapytałam na fan page: „pies – tak czy nie?”, zaskoczyło mnie jak dużo osób z entuzjazmem opowiedziało się za psem. Aż poczułam, że może coś z nami nie tak, skoro tego psa nie mamy i w najbliższym czasie na pewno nie będziemy mieli. Dlaczego?

Pies jak trzecie dziecko

Znam osoby, które uważają, że dzieciom potrzebna jest podobna tresura jak psom. Znam też osoby, które strasznie się obrażają słysząc chociażby lekkie porównanie psa do dziecka lub na odwrót. Ja dostrzegam wielką różnicę między tymi dwoma istotami, co jednak nie zmienia faktu, że pies (podobnie jak dziecko) jest żywym organizmem, za który bierzemy odpowiedzialność.

Nakarmić, wyprowadzić na siku, zawieźć do weterynarza, kupić zabawki. Trochę tego jest. Może byłoby inaczej, gdyby dzieci były starsze. Jednak w tym momencie w jakim jestem, obowiązki związane z psem przerastają mnie po prostu. Zwłaszcza, że najprawdopodobniej wszystko spadłoby na mnie. I chociaż Maja bardzo chciałaby pieska, to na pewno nie pojawi się on w naszym domu, dopóki córka nie będzie w stanie wziąć za niego cześć odpowiedzialności np. w postaci wyprowadzania na spacer.

Mieszkanie nie sprzyja

Bardzo lubimy nasze mieszkanie, co jednak nie zmienia faktu, że przy psie zrobiłoby się trochę ciasno. Już teraz głowimy sie jak zorganizować kącik dla uczennicy (Mai) oraz przyszłego przedszkolaka (Leosi). Do tego dochodzi wyprowadzanie zwierzaka, a musicie wiedzieć, że trochę tych schodów mamy. I z całą sympatią jakie darzę czworonogi, nie chce mi się kilkukrotnie schodzić na dół na psie siku.

Cenimy sobie swobodę

Lubimy działać spontanicznie. Jeśli tylko mamy taką możliwość, chętnie gdzieś wyjeżdżamy. Potrafimy w środę rzucić temat wyjazdu, a w piątek wyjechać. Nie w każdym miejscu są mile widziane psy. I nie zawsze mogłabym znaleźć kogoś, kto się tym pieskiem w czasie naszego wyjazdu zajmie. Zresztą nie po to bierze się psa, żeby go co chwila podrzucać komuś. Zdaję sobie sprawę z tego, że da się podróżować z psiakiem i znam osoby, które świetnie ogarniają temat. Z tym, że one nie mają dzieci – a podróżowanie z psem i dwójką dzieci, w tym jednym wciąż wymagającym ogromnej uwagi oraz tony rozpraszaczy, zapasu pieluch i ubranek na zmianę…Na razię mówię nie.

Nie zakochaliśmy się

W tym momencie nie mamy w sercu miejsca na psa i to jest główny powód. Wszystko, co napisałam wyżej można by obalić, z uczuciami jednak trudno dyskutować. Możecie wziąć nas za nieczułych egoistów, trudno. Nie zamierzam brać psa pod opiekę tylko po to żeby coś udownić, a potem traktować go jak przykry obowiązek. Jeśli zdecydujemy się na psa, to będzie on kolejnym członkiem naszej rodziny, a nie zabawką, czy modnym dodatkiem.

Nie wykluczam też scenariusza, w którym po prostu zakochamy się w jakimś psiaku i nie będzie dla nas odwrotu. To trochę tak jak z dzieckiem – czasem portfel mówi „nie”, ale pragnienie posiadania dziecka jest silniejsze. W naszej rodzinie jest zwyczaj przygarniania. Wszystkie znane mi psy zostały adoptowane. Wzięte ze schroniska lub z fundacji. Niektóre uratowane po porzuceniu – i Edwin i mój brat mieli podobną sytuację, gdy wyrzucony zwierzak przyszedł za nimi do domu licząc na kochający dom. I obie suczki takie miejsce dostały (oczywiście, wcześniej szukano właścicieli, ale wiecie jak jest – zwierzak robi się problemem, wystarczy przejechać się do lasu i zostawić „kłopot”, a samemu odjechać).

Jak jest u was? Macie psy? Pochwalcie się nimi w kometarzu!

Zostaniesz z nami na dłużej?

Zajrzyj na Facebook’a: Muffin Case

Jesteśmy też na Instagramie: Muffin Case

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest