Spacer z rocznym dzieckiem: instrukcja obsługi.

Cześć, jestem Sara i jestem mamą rocznej Leosi, która uwielbia chodzić. Wszędzie! Kojarzycie może mamy, które na ławeczce w parku mogą sobie poczytać książkę? To nie o mnie. Ja raczej z tych, które muszą mieć oczy dookoła głowy, bo moja progenitura może w każdej chwili uciec na ulicę, zjeść psią kupę z chodnika lub skaleczyć się stłuczoną butelką.

Troszkę przesadzam – w rzeczywistości nie jest tak źle i całkiem dobrze dajemy sobie radę na spacerach. Niemniej jednak da się zauważyć, że gdy dziecko zaczyna chodzić rozpoczyna się zupełnie inny etap spacerowania. Można oczywiście pacyfikować młode i trzymać je tylko w wózku, ale ja jestem za dawaniem swobody i pozwalaniu na odkrywania świata. Jak to robię z Leosią?

Po pierwsze: wyluzuj

Miałam z tym duży problem z Mają, gdy ta była malutka. Nie lubiłam chodzić bez celu – naszym spacerom zawsze musiało towarzyszyć załatwienie jakiś spraw: a to zakupy, a to w urzędzie coś załatwić, spotkać się z kimś. Towarzyszyło mi nieustanne poczucie presji, że muszę coś załatwić, a z takim nastawieniem ciągle gdzieś pędziłam. Teraz trochę zmądrzałam – nadal muszę załatwiać zakupy, urzędy i do tego jeszcze sprawy przedszkolne, ale w tym wszystkim staram się zorganizować, przynajmniej w weekendy, spokojne spacery w czasie których Leosia może chodzić swobodnie.

Wyluzowanie może dotyczyć też innych spraw – na przykład, gdy ostatnio chodziliśmy na grzyby musiałam się nastawić na to, że ja to raczej grzybów nie będę szukać. Leosia nie miała ochoty na chustę – chciała chodzić. Musiałam więc pomagać jej pokonywać leżące gałęzie i pilnować, żeby przypadkiem nie zjadła muchomora!

Po drugie: znajdź miejsce!

W moim przypadku nie wystarczy po prostu wyjść przed dom. Ruchliwa i brudna ulica, to niekoniecznie najlepsze miejsce na spacer. Osobiście staram się wybierać jakieś odludne uliczki za miastem, gdzie nie tylko nie jeżdżą samochody, ale nawet drugiego człowieka rzadko się spotka. Dzięki temu mogę pozwolić Leosi na odejście ode mnie na kilka metrów i odkrywanie świata na własną rękę.

No chyba, że się posiada własny dom z ogródkiem – ja niestety nie, ale gdy tylko możemy, to nadrabiamy u babci lub u moich rodziców.

Po trzecie: pozwól się brudzić!

Wyobraź sobie, że idziesz dróżką na spacer z dzieckiem. Po lewej stronie skoszone pole, po prawej las. A tu niespodziewanie pojawia się niecne błotno! No madko i córko, wejdzie ci to dziecko w błoto, białe buciki wybrudzi, a ty chciałaś na Instagram zdjęcie wstawić, jakiego to masz przystojnego syna. Nie, nie, nie Antosiu, za rączkę idziemy. I nawet nie waż się wchodzić na to pole! Jeszcze ci się jakieś kłaczki do spodenek przyczepią!

No dobra, może trochę przesadzam, bo nie chodzi o to, by na siłę wsadzić malucha w największą kałużę. Wróćmy jednak do punktu pierwszego i trochę wyluzujmy: sztywne koszulki zostawmy na imieniny u cioci i nie róbmy z dzieci lalek do naszych zabaw w przebieranki. Z praktyki stwierdzam jedno: ubranko na zapas nie zaszkodzi, a czasem nawet dwa ubranka. Ostatnio miałam przygotowany dla Leosi zestaw zapasowy, zapomniałam tylko o rajstopkach, a tymczasem młoda spektakularnie wsadziła tyłek do głębokiej kałuży. Dobrze, że poratowała nas babcia.

Po czwarte: zestaw ratunkowy

Czyli drepczecie sobie ładnie przez las, gdy potomkowi nagle coś widocznie nie pasuje. Może trzeba zmienić mu pieluchę, może chce mu się pić? Warto mieć przy sobie jakiś coś do picia, owoc lub inną przegryzkę – te ostatnie przydadzą się też, gdy zbliża się koniec spaceru i będziemy chcieli czymś odwrócić uwagę malucha. Tak, jestem złą matką, bo pokazuję Leosi chrupki kukurydziane i podstępnie zapinam ją w wózku razem z nimi.

Po piąte: światełko w tunelu

Moje córki dzieli pięć lat różnicy i w związku z tym bardzo często doznaję dziwnego uczucia skrajności. Tu jedna jest praktycznie samodzielna, zostaje z tatą na cały dzień albo chętnie wyjeżdża w odwiedziny do innych…Tu druga, całkowicie zależna od mnie, płacząca, gdy chcę wyjść na minutę po coś do auta i wymagająca nieustannej uwagi. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do tego, że jako rodzice możemy mieć chwilę dla siebie, gdy postanowiliśmy mieć drugie dziecko. Wiem jednak dobrze, że każdy miesiąc przynosi ogromne zmiany w rozwoju Leosi, która w dodatku może liczyć na towarzystwo starszej siostry. Teraz jest bardzo intensywnie i bardzo to lubię, chociaż czasem faktycznie jestem zmęczona, ten etap jednak szybko się skończy.

A wy jak ogarniacie roczniaka na spacerze?

 

 

  • Renata

    Pamiętam czasy, gdy nie było pampersów ( lub były bardzo drogie) a wybieraliśmy się w jakąś podróż. Zawsze brałam dla ciebie mnóstwo rzeczy do przebrania. Tobolki,tobolki!!!! A brudzić się to normalka u dzieci!!!! A to soczek albo czekolada na sweterku czy sukience. Lubię gdy maluchy są czyste. Ale pobrudzić się to nie tragedia!!! Zdjęcia fajne !!!Dziewczyny szaleją!! Uwaga na kleszcze!!!

  • Z moim to jeszcze prosto, bo jeszcze nie chodzi 😉

    • Nie lubię mówienia rodzicom „dopiero się zacznie”, ale kurczę, chyba tak będzie 😉 Ale u was to fajne, górskie klimaty więc spacery to sama przyjemność 🙂

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest