Odstawienie od piersi. Nie chcę ale muszę?

Dawno, dawno temu pomyślałam sobie, że będę karmiła swoje dzieci piersią. I to zrobiłam. Bez szczególnych problemów, bez nawałów, zastojów. Ot, trafiły mi się dwa egzemplarze wyjątkowo cycolubne i ja także spełniałam się w roli cycodawacza. Pamiętam jak wróciłam z Leosią ze szpitala, a zachwycony nią wujek (aktualnie lat 11) pytał się mnie, jak długo zamierzam karmić piersią, bo on by chciał, żeby mała już u nich spała.

Nie miałam w głowie jakiś wyliczeń. Do pół roku to na pewno, najlepiej do roku, a dalej – zobaczymy. Tak sobie myślałam, że może Leosia pójdzie w ślady starszej siostry i odstawi się sama w wieku osiemnastu miesięcy. A nawet jeśli przygoda z karmieniem miałaby trwać dłużej, to tym miała się zająć Sara z przyszłości. I wtedy grunt zawalił mi się pod nogami.

W grudniu stwierdzono u mnie depresję. Było źle, powinnam brać leki. Leki, które nie współgrają z karmieniem piersią. Z gabinetu wyszłam na drżących nogach i ze łzami w oczach. Częściowo spowodowała to rozmowa z psychiatrą, a częściowo reakcja na zakończenie karmienia. Nie chciałam tego robić, nie byłam na to gotowa. Ktoś powiedział mi, żebym przepisane mi leki sprawdziła w laktacyjnym leksykonie leków. Tak zrobiłam, niby kategoria L2 i już myślałam, że połączę kurację i karmienie, ale psychiatra odradziła mi to. I komu wierzyć, nie wiem. Jednocześnie zaczęłam powoli wychodzić z fazy emo-depresji, jak to ją nazwałam na własny użytek. Przestałam bezczynnie wpatrywać się w sufit. Zaczęłam znów się malować. Gdzieś odnalazłam tę wolę życia. Pomyślałam, że dam radę bez leków i będę dalej karmić.

Tylko, że depresja niekoniecznie składa się tylko z fazy emo. Wręcz przeciwnie, zazwyczaj wygląda to tak, że chory z pozoru normalnie sobie egzystuje w swoim środowisku. Nikt z boku nawet nie powiedziałby, że coś jest nie tak, a tymczasem…Mam wrażenie, że mój mózg otacza gęsta, ciężka mgła – albo bądźmy na bieżąco: smog. Zwykłe, codzienne sprawy stają się trudne do zrobienia. Co robi zdrowa osoba, gdy ma przegląd samochodu? Zabiera dokumenty, może myje samochód i jedzie na wybraną stację. Co robię ja? Pół dnia płaczę i próbuję znaleźć kogoś, kto zrobi to za mnie – bo to takie trudne. Mam problemy z pamięcią i koncentracją: pytam męża gdzie są klucze od domu, gdy na nie patrzę. Łapię zawiechy jak Windows 95 – wpatruję się w przestrzeń i nie wiem, co się do mnie mówi. Tak, to też są objawy depresji.

I pewnie mogłabym sobie trwać w tym stanie, gdyby nie to, że odbijał się on na dzieciach. Bo mam mniej cierpliwości i więcej krzyczę. Bo zapominam o jakiś sprawach w przedszkolu, albo o podaniu leków. Bo zdarzyło mi się już „wyłączyć” i nie reagować na płacz – to jest straszne i wiem, że pewnie pisząc o tym spotkam się z potępieniem. Tak to jest z depresją. Słyszysz: „Ojej, biedna, nic nie widać było po tobie”, a za chwilę „ale niepotrzebnie o tym mówisz, teraz pracy nie będziesz miała. Ja bym nie przyszła do kogoś nienormalnego”. Cóż, dawno się pogodziłam z myślą, że na blogu milionów monet nie zarobię więc przeżyję pewnie bez tego drobnego, dodatkowego kieszonkowego.

Od diagnozy minęły prawie trzy miesiące, zanim pogodziłam się z myślą o odstawieniu, a raczej zanim zaakceptował ją mój umysł: mama wyleczona z depresji będzie lepszą mamą niż chora, ale karmiąca piersią. W naszym mieszkaniu pojawiła się więc paczka mleka modyfikowanego. Serce wciąż walczy. Teraz nie jest dobry moment, bo przeprowadzka. Bo jeszcze nie mam kuchni, więc jak zrobię mleko. Bo mała jest chora, bo idą ząbki, bo lęk separacyjny. Szukam wymówek i walczę o każdy dzień, ale wiem, że nie powinnam uciekać…

  • Ja musiałam po 10 dniach :/

    • Sądząc po minie, to chyba nie było zaplanowane?
      Ale przecież wiesz, że to nie jest najważniejsze! Jesteś świetną mamą!

    • Niestety, trafiłam z powrotem do szpitala z ropniami w piersiach i by uniknąć zakładania drenów, musiałam wziąć środek na zatrzymanie laktacji.

  • Ja ma twoim miejscu jeszcze poradziła bym się dobrego doradcy laktacyjne go, czy rzeczywiście przy tych lekach nie możesz karmić. Leki brać musisz, ale raz zakończonej laktacji juz nie wrócisz. Lekarz psychiatra nie koniecznie musi się znać akurat na kp.
    A w ogóle musze ci powiedzieć, że podobne problemy miałam, gdy mój starszak miał niecałe pół roku. Wtedy nie poszłam do lekarza. Samo przeszło, chociaż ciągle się boję, że wróci. Zwłaszcza, że Młodszy ma już prawie pół roku…

    • Jeśli chodzi o leki, to widziałam jak się człowiek zachowuje po nich (zwłaszcza tych branych na noc) – nie do końca jest się poczytalnym 😉 Więc i tak nie mogę spać wtedy z dzieckiem/ mogę spać jak zabita po tym – wniosek – lepsze będzie mm.
      U mnie też depresja nie wynika z urodzenia dziecka. Mam troszkę inne problemy.

    • Wydaje mi się, że u mnie bardziej to był dość silny baby blues, ale ciężko mi stwierdzić, bo lekarzem nie jestem.
      Faktycznie z tym spaniem to jest argument. Po lekach nie miałoby się spać z dzieckiem.

    • Jeśli czujesz się lepiej, to dobrze. Ja się ładnych kilka lat bujałam z niestwierdzoną depresją myśląc, że nic mi nie jest.

  • Wiesz… A dlaczego pani dr odradziła lekibprzy karmieniu, skoro są L2? Ja bym pewnie próbowała to połączyć 😉 może pani dr po prostu zaleca, bo tak? Jeśli nie ma innej opcji, to wiadono – trzeba. Zdrowa mama najwazniejsza 🙂

    • Mi na depresję i nerwice osychiatra nie chciała dać leków. Każdy był l3 lub l4. Pewnie dlatego że oprócz depresji jest ta cholerna nerwica. Zaleciła odstawienie. Ale ja nie umiem i nie chce. Mam totalna blokadę. To jest coś dla mnie tak abstrakcyjnego i tak niemożliwego do wykonania że nie jestem w stanie posłuchać wszystkich wokół że lepsza zdrowa mama i butelka.

    • A leki l2 – przeciwlękowe brałam i czasem biorę doraźnie za pozwoleniem pediatry naszej.

    • Jeśli chodzi o leki, to widziałam jak się człowiek zachowuje po nich (zwłaszcza tych branych na noc) – nie do końca jest się poczytalnym 😉 Więc i tak nie mogę spać wtedy z dzieckiem/ mogę spać jak zabita po tym – wniosek – lepsze będzie mm.

      Ja bym chciała dociągnąć do roku, ale nie wiem jak wyjdzie. W razie czego sobie powtarzam, że mamy już 8 miesięcy karmienia, a może będzie dłużej. No i niestety, ale muszę trochę wrócić do pracy. I tak wszystko na raz łącząc, wychodzi co wychodzi.

    • hmm ja nie zauwazylam u nikogo bioracego antydepresanty dziwnego zachowania. i z tego co mi lekarka mowila to nie zmieniaja one zachowania czlowieka ale pewnie zalezy jaki lek, przeciwlekowe owszem dzialaja lekko nasennie dlatego ja biore tylko rano,ale i tak nie czuje po nich zbytniej sennosci, Najwazniejsze zebys Ty sie czula dobrze ze swoja decyzja :*

    • Ja miałabym brać na noc. Osoba z mojej rodziny się leczyła i po wzięciu był „zgon”. Wiadomo, nie przewidzę jak mój organizm się zachowa, ale nie chcę ryzykować.

    • Ojej to powiem Ci ze jestem w szoku. Klasyczne antydepresanty zaczynają działać dopiero po ok 2-3 tygodniach. I przyznam że w swoim otoczeniu mam kilka osób biorących je i nikt nie doświadczył tego typu rzeczy 😉 a nie pomyślałas żeby może najpierw spróbować terapii a ew potem leków? Wiadomo że to nie daje natychmiastowego skutku ale daje trwałe zmiany a jak wiadomo leki to rozwiązanie tymczasowe. Może udałoby się obyć bez nich? Czasem warto spróbować. Trzymam mocno kciuki za Ciebie i za siebie ?

    • Zastanawiałam się nad tym, tylko nie wiem czy terapia pomoże na typowe cielesne objawy. Problemy ze snem, koncentracją, dosłownie się zawieszam jak komputer. Bo tak to wydaje mi się, że z wieloma rzeczami się uporałam, nawet chce mi się żyć i działać, ale hamują mnie pewne kwestie fizyczne. I jak rozmawiałam z psychiatrą to jest to efekt braku pewnych składników w organizmie – ja się wzbraniałam trzy miesiące przed lekami, ale chyba nie dam rady bez nich.

    • Ja też mam objawy somatyczne i to bólowe. Ból w klatce od 10 mies, gula w gardle. Ale psychiatra mi powiedziała że to wszystko idzie od głowy. Wiem że przy depresji bardzo ważna jest suplementacja magnezu najlepiej przez skórę i tak też robię. Jeśli psychiatra uważa że leki koniecznie to wiadomo ale ja usłyszałam z każdej strony że terapia to podstawa bo przecież leków nie można brać w nieskończoność. Dlatego staram się cierpliwie czekać na efekty terapii. Podobno w naszym wieku można jeszcze wszystko „wyprostować” 😉

    • Walcz o siebie. To najważniejsze 😉 ja jakoś nie umiem posłuchać głosu lekarzy o przesłaniu karmienia. To pewnie też mam do przeoracowania w sobie. Ale póki co nie umiem nawet o tym myśleć. Może kiedyś Ola sama się odstawi;)

    • Może to też efekt tego, że z Marcinkiem nie wyszło i teraz jakoś to sobie nadrabiasz? Ja myślałam o dwóch latach początkowo, ale już widzę, że zaakceptowałam w głowie zmiany. Zresztą muszę wrócić do pracy, a raczej spędzać więcej czasu w biurze po prostu i tak to wszystko razem łącząc szykuje się koniec karmienia. Chcę to robić powoli więc mam nadzieję, że jeszcze dobrych kilka tygodni będę karmić.

    • Wiesz co bardzo możliwe że tak jest. Zablokowałam się w tym temacie jakoś… Wydaje mi się że to jej potrzebne jak tlen a to nieprawda. Muszę to w głowie poukładać jakoś 😉

    • Jeśli chodzi o leki, to widziałam jak się człowiek zachowuje po nich (zwłaszcza tych branych na noc) – nie do końca jest się poczytalnym 😉 Więc i tak nie mogę spać wtedy z dzieckiem/ mogę spać jak zabita po tym – wniosek – lepsze będzie mm.

    • A to zdecydowanie ☺ choć pomyslałabym o mieszanym karmieniu, by stopniowo odstawiać, wiesz? Piersi Ci nie wybuchną 😉

    • No ja tak planuję, zacząć od butelki na noc i stopniowo przechodzić. Dlatego zakładam, że jeszcze miesiąc, dwa będę karmić.

  • Pierwsze dziecko karmiłam 8 miesięcy. Przestałam, bo byłam wyczerpana. Wypadały mi włosy, paznokcie mimo zażywania witamin się rozdwajały przez kilka miesięcy, a ja oszukiwałam samą siebie, że to normalne. Pewnego dnia, gdy stojąc przy oknie poczułam jak robi mi się słabo, zrozumiałam, że muszę wreszcie pomyśleć o sobie.
    Długo biłam się z myślami, ale w końcu zrozumiałam, że ważniejsza jest zdrowa matka, która ma siłę zająć się dzieckiem niż karmienie piersią. Tobie rownież tego życzę 🙂

    • Osiem miesięcy to i tak sporo! Mi też włosy poleciały, ale ja mam normalnie dużo więc aż tak nie odczułam ich braku :p Raczej denerwujące było to, że się liniłam jak jakiś pies i wszędzie włosy zostawiałam.

    • Jest na to rada – gumka do włosów 😉 Tyle, że ja wczoraj pod wpływem impulsu zrobiłam największą głupotę świata i obcięłam się na krótko. Teraz to już tylko czepek mnie uratuje ;D

      Trzymam za Ciebie kciuki, żebyś podjęła dobrą decyzję. Bycie mamą to też sztuka kompromisu, wyboru między dobrem dziecka a dobrem swoim i dziecka (nawet, gdy dobro dziecka nie jest takie oczywiste i widoczne na pierwszy rzut oka).

    • O, ja też się w ciąży z Mają obciełam i zaraz żałowałam. Teraz niby też na krótko ale nie żałuję.

  • Pani Rolnik

    Nie wszyscy Ci ta łatkę przypieli ….. jakbym poszła do lekarza po Zuku i powiedziała że mam problem to wydaje mi się że życie było by prostsze…..Ale ja się uparlam ze problemu nie ma….

    • Wiesz co, to jest najgorsze. Ja sobie wiele lat wmawiałam, że się do niczego nie nadaję, że nic nie potrafię. Teraz jest mi łatwiej, bo wiem z czego moje myśli wynikają i dlatego wiem jak z nimi walczyć.

  • Dziękuję, że piszesz kobietom, jak to może wyglądać i jak się człowiek może czuć, gdy choruje na tę paskudną chorobę. Wydaje mi się to niezwykle ważne – to całe uświadamianie ludzi. Pewna bardzo bliska mi osoba kilka lat zmagała się z ciężką odmianą tej choroby, długo udawała, że problemu nie ma, wreszcie pozwoliła się leczyć, z dobrym skutkiem. Liczę, że ostatecznie znajdziesz w sobie siłę, by powiedzieć sobie „to już”. Nie chcę przeczytać „coraz częściej specjalnie gubię drogę do apteczki”, bo dałaś mi się poznać, jako silna kobieta i wiem, że taką już zawsze pozostaniesz, nawet jeżeli chwilowo nie objawia się z taką mocą jak dotychczas.

    Przestałam karmić z głupoty. Lekarka mi powiedziała, że mały nie chce próbować nowych pokarmów i jeść obiadków, bo woli moje mleko, dlatego mam odstawić. A ja się we wszystkim lekarki słuchałam, więc dziecko odstawiłam w 10 miesiącu. Teraz pewnie postąpiłabym inaczej, bo też więcej wiem. Nie pozwoliłabym się tak zbyć.

    • Mi najbardziej Leosi szkoda, bo ona taka „cycowa” jest. Lubi jeść inne rzeczy, ale najbardziej lubi się przytulić do mamy. I trochę się boję, że będę miała mała traumę polaktacyjną: chciałam karmić dłużej, mogłam karmić dłużej, a jednak się poddałam.
      A o depresji, to ja bym nawet więcej pisała, ale już dostałam łatkę wariatki ;p

    • Jak dla kogoś depresja jest „wariactwem” to sam jest pierdolnięty. Pozdrawiam tę osobę jeśli to czyta! Mówienie o swoich problemach i pokazywanie jak z nimi walczyć daje siłę, motywację, a PRZEDE WSZYSTKIM przykład dla innych ludzi, jak to robić.

      PS: Tak parentingi, też używają takich słów 😛 Możesz mnie ocenzurować w edycji jeśli chcesz 😉 nie obrażę się.

    • Spoko, moja Majka ostatnio mówi „no cholera jasna”.
      #jestemzlamadka #tonapewnonieodemnie

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest