Co mężczyzna może zrobić dla swojej kobiety po porodzie – 15 kobiet dzieli się swoją historią.

Tak sobie myślę, że chyba każdemu mężczyźnie przeszła przez głowę myśl: co kobieta czuje w trakcie porodu. Internetowi żartownisie porównują ból porodowy do męskiego kataru; ja spotkałam się z teorią według której ból porodowy jest porównywalny do łamania 12 kości jednocześnie. Jakkolwiek by nie było, już tak jest zrobione, że mężczyzna bólu porodowego nie pozna. Muszą więc panowie uwierzyć nam  na słowo, że ciąża i poród są ogromnym wysiłkiem fizycznym, ale też emocjonalnym. Dlatego wszystkie potrzebujemy szczególnej troski w tym czasie, ale także zwykłego docenienia, bo przecież odwaliłyśmy kawał dobrej roboty!

Uważam, że rodzicielstwo to przygoda dla dwojga więc spytałam kilka blogerek, o to jak one były wspierane na początku swojego macierzyństwa. Czytajcie i podsyłajcie swoim facetom!

Monika z bloga MONIKA-J napisała:

„Porody miałam dwa i zawsze mogłam liczyć na mojego męża. Pomijam już fakt, że przy pierwszym trwał przy mnie dzielnie dopóki nie przeciął pępowiny. Miało być o tym co PO porodzie. Przychodził do szpitala, pilnował nowo narodzonego szkraba bym mogła się umyć. Ba, nawet pomagał mi się myć. A najmilsze było to, jak podarował mi pierścionek. Bardzo się wtedy wzruszyłam. Przy drugim porodzie (to już było cc) też mogłam na niego liczyć. A to buzi w czółko, dobre słowo, za przeproszeniem głupie przyniesienie srajtaśmy do szpitala było miłe bo nie każda mogła mieć przynoszenie rzeczy na zawołanie. Jeśli chodzi o całokształt to nigdy narzekać nie mogę – chodzę gdzie chcę, robię co chcę a mąż nigdy mi nie wytknął, że musi posiedzieć z dziećmi w domu – to jest MIŁE – że jest najlepszym tatą dla swoich dzieci.”

Magda z bloga feminine.blog.pl napisała:

„A wiem co! Musiałam ostro pomyśleć

?
mój mąż po porodzie pierwszego dziecka ugotował najlepsze spaghetti pod słońcem, mimo że zawsze twierdził że gotować nie umie. Wyszło szydło z worka! Ciekawe co zrobi po drugim, który nastąpi na dniach…”

Karolina z bloga Nasze Bąbelkowo napisała:

„Kiedy zadzwonił do nas telefon z ośrodka adopcyjnego, byłam akurat po dość poważnej operacji – po której w dodatku miałam problem z wybudzeniem się z narkozy i generalnie czułam się jak przejechana przez walec drogowy. A tymczasem okazało się, że w domu dziecka czeka na nas 2,5-miesięczny chłopczyk. Całe moje serce rwało się do niego, więc wypisałam się ze szpitala na własne żądanie i już następnego dnia pojechaliśmy na pierwsze spotkanie z synkiem w placówce. Potem odwiedzaliśmy go tam codziennie przez dwa tygodnie – aż w końcu dostaliśmy postanowienie z sądu, że możemy zabrać małego Bąbla do domu.

Początki zdecydowanie nie należały do łatwych. Ja nadal nie w pełni sprawna i obolała po operacji, na podwójnej dawce ketonalu, w specjalnym pasie podtrzymującym brzuch…Gdyby nie mój mąż, który wziął sobie wtedy cały miesiąc urlopu – naprawdę nie wiem, jak dałabym radę z malutkim dzieckiem (zwłaszcza że Junior był typowym „high need baby” – prawie wcale nie sypiał, ciągle płakał i nie pozwalał nawet na kilka minut odłożyć się do łóżeczka).

Mąż stanął wtedy na wysokości zadania – i nie dość że świetnie zaopiekował się niedysponowaną żoną i maluszkiem, to jeszcze gotował, sprzątał, robił zakupy i załatwiał wszystkie formalności sądowe i urzędowe, związane z adopcją. Zresztą, do tej pory mam w nim bardzo duże wsparcie i wiem, że mogę zawsze liczyć na jego pomoc i zaangażowanie.”

Iza z bloga Po drugiej stronie brzucha pisze:

„Przy pierwszym dziecku zaskoczył mnie pięknym dużym bukietem moich ukochanych frezji przy drugim już nie będzie tak wzniośle ale doceniam to dużo bardziej. Mój mąż pozwolił mi się porządnie wyspać a kwiaty były ale troszkę spóźnione.”

Weronika znana także jako Budująca mama pisze:
„Mój mąż jest chyba już specjalistą, bo trzeci poród za nami

?
Piotrek przede wszystkim był, wspierał i kochał. Po każdym porodzie dostałam kwiaty. Tym razem (poród kilka dni temu) mój mąż świetnie ogarnął dom, starszaki, nawet przyjęcie urodzinowe średniaka. I ciągle mówi z podziwem o porodzie, bo to był najpiękniejszy nasz poród…”

Paulina z optymistycznie.eu napisała:

„Rzadko kto pamięta o tatusiach po porodzie

?
w tej kwestii akurat nie mam na co narzekać! Choćbym chciała! Podzieliliśmy sobie obowiązki – dni moje, jego nocki, więc mogłam się wyspać! Pomagał w kąpieli i wychodził na spacery. Ale była jedna dziwna rzecz, którą zrobił po porodzie. Mianowicie… Na trzeci dzień po porodzie przywiózł naszą koleżankę do szpitala, aby… pomagała mu podawać mi córkę, abym ja nie musiała wstawać, a on trochę się jeszcze bał.”

Joanna prowadząca blog New Life Easier pisze:

„Po porodzie mój mąż się zmienił. Kiedy weszłam do domu, na przywitanie znalazłam w wazonie bukiet ulubionych czerwonych tulipanów. Poza tym mąż przejął moje obowiązki domowe i wszystko robił sam (oczywiście pod czujnym okiem żony

?
). Nawet się nie zapytał co ma robić, tylko zaczął to robić sam. W końcu miał okazje gotować obiady, robić pranie, prasować i robić zakupy. Po porodzie postanowiłam zmienić swoje przyzwyczajenia kulinarne i przeszłam na lżejszą, zdrowszą żywność, a mój mąż solidarnie poszedł ze mną. Jednak co dla niego było najtrudniejsze to jednak te męskie piwo. Wiadomo, że podczas karmienia piersią alkoholu nie piję, więc i on przestał pić. Jak to zrobił skoro tyle razy go próbowałam namówić? sądzę, że po porodzie zrozumiał, że poród to nie taka łatwa sprawa jak to jest na filmach i my kobiety wiele dajemy z siebie wydając na świat nasze dziecko. Czy to jest możliwe, że to wszystko wpłynęło na niego i postanowił zmienić swoją postawę?”

Magda z Trendy Okulary napisała:

„O drugiej w nocy przywiózł mi kanapki. Byłam tak wykończona i słaba po kilkunastu godzinach walki, że to było zbawienie.”

Agata z Kurnikowo pisze:

„Mój Facet zaraz po porodzie załatwił sobie cztery tygodnie urlopu, by zajmować się domem i opieką nad nami. To on sprzątał,gotował,robił zakupy i prasował, zabawiał młodsze córy i odrabiał z nimi ( za nie ) lekcje.
To on pierwszy wstawał w nocy do dziecka. To on kąpał,przebierał i zmieniał pieluchy. Dzięki niemu odzyskałam siły i wiarę ,że są normalni faceci.”

Aga z Aga Szacho napisała:

„Mój mąż to typ praktyczny a nie romantyczny

?
Po pierwszym porodzie pomagał mi dosłownie we wszystkim. Poród był bardzo trudny i ja przez pierwsze dwa tygodnie praktycznie nie funkcjonowałam. To on wtedy wszystko ogarniał. Po drugim porodzie czułam się rewelacyjnie i mogłam góry przenosić. Do szczęścia wystarczyło mi że kupił moją ulubioną czekoladę i w pakiecie wieczorem zrobił masaż stóp który uwielbiam
?
Cenne było też wtedy to że poświęcał wówczas dużo czasu starszej córce aby nie czuła się odrzucona gdy ja byłam zajęta maleństwem.”

Magdalena z Save the Magic Moment napisała

„Mąż była dla mnie prawdziwym partnerem.Był ze mną w trakcie porodu, rozśmieszał, podawał pomocną dłoń, przecinał pępowinę. Przez kolejne dni trwał przy mnie w szpitalu. W domu o nic nie musiałam się prosić. Robił przy dziecku wszystko, a nawet więcej. Wstawał w nocy, podawał do piersi, sprzątał, robił zakupy, gotował, prał i prasował. Kąpał Majucha i zajmował się nią, gdy ja na nogach nie miałam siły ustać, gdy ryczałam całymi dniami, bo wpadłam w baby blues. Nie zostawiał na chwilę. A żeby mi podziękować za trud dodatkowo dostałam przepiękny, przepastny bukiet kwiatów, i piękną bransoletę Lilou z małą dziewczynką i grawerem MAJA

?
Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nie musiałam się o nic prosić. Po prostu taki jest. Wspaniały partner i kochający tata. Maja ma prawie 3 lata. Nadal codziennie ją kąpie, wstaje do niej w nocy, przytula, robi nam śniadania. Jest wspaniały!
❤

Ania z Prawie Idealni pisze:

„Były kwiaty a w domu przez pierwsze dni wyręczanie we wszystkim

?
No ale z wyręczaniem to i tak bym przecież nic nie zrobiła po takiej atrakcji jak poród więc nie wiem czy się liczy.”

Pani Miniaturowa napisała:

„Gdy urodziłam synka mój narzeczony wziął miesięczny urlop. Wróciłam do wysprzątanego, lśniącego mieszkania. Pranie było wyprane, obiad ugotowany, a rzeczy maluszka przygotowane do użycia. Obsługiwał nas i gotował przez cały miesiąc. Byłam zachwycona, że nie muszę nic robić, poza karmieniem maleństwa. Dzięki temu szybko do siebie doszłam po cesarce.”

Iza Nowalska napisała:

„Oba porody, przez które przeszliśmy razem, były wyjątkowymi chwilami. To tak wiele emocji dla nas obojga. Co miłego mój mąż zrobił dla mnie po porodzie? Skakał nade mną, jak nad jajkiem, ale rozczulił mnie tym, jak założył mi kapcie.”

Agnieszka z Instrukcję poproszę napisała:

„Jestem nieukrywanie dumna z mojego męża, już gdy byłam w ciąży przejął większość obowiązków domowych. W czasie porodu był mi ogromnym wsparciem, co nie było dla niego łatwe, bo ciężko znosił swoją bezsilność. Po porodzie przez miesiąc był cały czas niemal z nami, zajmował się całym domem i opiekował nami, bym ja całą uwagę mogła poświęcić naszemu synkowi. Dziś Ignacy ma już 22 miesiące, a mój mąż udowodnił, że mężczyzna może być nie tylko ojcem ale opiekuńczym partnerem, który potrafi opiekować się rodziną i zająć domem. Gdy mi brak już sił, przygotowuje aromatyczną kąpiel przy świecach i masaż. Jest wyjątkowym mężczyzną, przynosi kwiaty bez okazji pamięta o wszystkich świętach. Ja pierwszy miesiąc po porodzie pamiętam jak przez mgłę, ale uważam że mężczyzna powinien robić miłe rzeczy nie tylko po porodzie ale przez całe małżeństwo. Bo to właśnie małe gesty scalają związek.”

Gdy tworzyłam ten wpis, dotarły do mnie historię o mężczyznach, którzy całkowicie zapomnieli o swoich partnerkach, zostawiając je same w tym trudnym okresie. Pamiętajcie: rodzicielstwo to przygoda dla dwojga!

  • Antyterrorystka

    Mój mąż ( wtedy jeszcze niemąż) choć bardzo chciał, nie dostał urlopu jak urodziłam. Na szczęście moja mama dostała wolne. Mimo wszystko mężuś wspierał mnie na każdym polu:)

  • Świetne historie 🙂

  • Ja to miałam pecha przy obydwóch poród ach, ponieważ mąż akurat chwile przed zmieniał pracę. Przez to nie był w pełni dyspozycyjny, bo nie mógł wziąć urlopu. Za to starał się, jak mógł. Przy drugim porodzie w ogóle mieliśmy kiepsko, bo w tym samym czasie mieliśmy w domu chorego starszaka. ..

    • Ale daliście radę!
      Mój mąż po pierwszym porodzie skakał przy mnie, przy drugim miał ukrop w pracy więc pozałatwiał mi opiekę i pomoc – logistycznie wszystko wymyślił.

    • Oczywiście, że daliśmy radę. Przy drugim porodzie jedyne czego potrzebowałam to, żeby ogarnął starszaka i to robił perfekcyjnie. Z maluszkiem sobie sama radziłam bez problemu. Mieliśmy taki podział zadań 😉

    • U nas podobnie 🙂 Zwlaszcza, że Maja bardzo potrzebowała wsparcie na początku

  • Czasami wystarczy tylko kilka cudownych słów, drobne gesty, czułość i zrozumienie… 🙂
    Chociaż nie ukrywajmy – trudno im będzie nas zrozumieć!

  • A tu się okazuje, że całkiem fajni Ci nasi mężowie 🙂 dziękuję za zaproszenie 🙂

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest