Ciasny matczyny kołnierzyk.

Opowiem wam dziś historię. Basia od zawsze była uporządkowaną dziewczynką. Nie darła rajstop, nie gubiła kredek. W szkole prowadziła idealne zeszyty: pięknie pisane i podkreślane. Gdy nauczyciel zabierał zeszyty do oceny, większość uczniów z jej klasy nagle zaczynała prowadzić nowy. Basi to nie dotyczyło – zawsze była wzorem, zawsze perfekcyjna.
Czas mijał. Basia wzorowo zdała maturę, poszła na studia. Po studiach znalazła pracę i zaczęła piąć się w górę po szczeblach kariery. Gdzieś w międzyczasie zajęła się urządzaniem mieszkania. Znalazł się też mężczyzna. Trochę czasu minęło, zanim stanęli na ślubnym kobiercu, ale w końcu się udało.

Basia miała młodszą siostrę, Ilonę. O tej na pewno nikt nie powiedziałby, że jest perfekcyjna. Mimo to poszła na studia, na trzecim roku wyszła za mąż za przyjaciela z dzieciństwa. Z uzyskaniem tytułu magistra przyszła na świat ich pierwsza córka, wkrótce pojawiła się druga. Ilona nie miała najmodniejszego mieszkania, ale powoli odkładała sobie z mężem na budowę własnego domu. Czasem była zmęczona, czasem niewyspana, ale generalnie to nie narzekała. Dobrze jej było z rodziną, dobrze jej było w pracy, w której zajmowała się sympatycznymi dzieciaczkami praktykując nauczanie początkowe.

I tak wchodzimy w rok 2015. Ilona powoli zbliża się do czterdziestki, Basia zaraz ją skończy. W jednej z rozmów z młodszą siostrą, Basia zdradza, że w tym roku chce urodzić dziecko. Nie od razu udaje jej się zajść w ciążę, ale biorąc pod uwagę jej wiek, to i tak wszystko poszło sprawnie. Ciąża przebiega książkowo. Basia jest przekonana, że synek idealnie wpasuje się do jej perfekcyjnego świata: będzie jadł co trzy godziny i będzie przesypiał noce. A gdy skończy pół roku, to odda go niani i sama wróci do pracy. Taki był plan.

Wiedziałam, że Basia urodziła kilka tygodni przede mną. Gdy więc spotkałam na spacerze z Leosią Ilonę, ta od razu zaczęła gruchać do malutkiej i wypytywać mnie o nią.

-A co jej pani daje jeść?

-Wszystko – odparłam zgodnie z prawdą, bo Leosia okazała się być wielką fanką BLW.

-Moja siostra to bardzo przeżywa i skacze nad tym maluchem. Dzieciak uroczy, ale Baśka się wykończy. Ani razu go jeszcze nie zostawiła. A młody wiadomo: tylko mama i mama. Ja rozumiem, że dziecko matki potrzebuje, ale wie pani, niech ona chociaż na godzinę sobie do kina wyjdzie, paznokcie zrobi. Przecież ja jej z małym zostanę. Doświadczenie mam…

Pokiwałam głową. Pogadałyśmy chwilę o depresji oraz o tym, żeby jej nie lekceważyć. Chwilę potem każda poszła w swoją stronę.

Ta historia wydarzyła się naprawdę, chociaż zmieniłam imiona i kilka szczegółów. Pokazuje nam ona dwie rzeczy: Basię powaliło to, że macierzyństwo nie jest proste. To nie matematyka, gdzie wszystko ma się zgadzać. Ja sobie zaplanowałam na dziś przewiezienie drobnych rzeczy do mieszkania, a kończę dzień czuwając przy gorączkującej Majce z zapaleniem płuc. Jeszcze kilka dni temu marzyłam o chwili, gdy wreszcie się przeprowadzimy, obroty nieco zwolnią, a ja zostawię z kimś dzieci i pójdę sama napić się kawy w mojej ulubionej restauracji albo zrobię wreszcie hybrydy. Zmęczenie odeszło w mgnieniu oka i organizm skądś zapasy sił, które pozwalają na noszenie raz jednej, raz drugiej panny. Ale co by było gdyby taka sytuacja trwała dłużej? Ile bym wytrzymała? A zresztą, przecież dziecko nie musi być zaraz chore byśmy zwyczajnie były zmęczone macierzyństwem.

Wspomniana Basia zapomniała o sobie. Chciała by jej macierzyństwo, jak każda dotychczasowa dziedzina w życiu, było perfekcyjne. Takie kwestie jak wybór pierwszego warzywa dla dziecka, urastały do ogromnej wagi. Do tego ciągłe zamartwianie się: czemu on jeszcze nie siedzi? Czy to normalne, że jeszcze nie ma zębów? A jak coś z nim nie tak? Basia powoli stawała się cieniem samej siebie.

Naprawdę nie namawiam was, drogie matki, na uciekanie w całonocne balety w każdą sobotę. Nie bójcie się jednak znaleźć chwili dla siebie. I wyjście do Biedronki się nie liczy! Ja ostatnio nonstop jestem z moimi dziewczynami i powoli zaczynam wariować – a nawet jeśli je z kimś zostawiam, to najprawdopodobniej pracuję albo załatwiam coś w związku z przeprowadzką. Dlatego już mi się zaczyna śnić po nocach moment, kiedy sobie wreszcie pójdę na latte, wezmę książkę i chociaż godzinkę, albo nawet pół będę sama i nie będę myślała o dzieciach/pracy/meblach*. Ale jeszcze chwilkę muszę wytrzymać!

 

*I ja, i Edwin mamy podobny problem – nie umiemy przestać myśleć. Nawet jak powinnam odpoczywać, to gdzieś mi się te śrubki w głowie kręcą i planuję kolejne działania. Gdzieś czytałam, że to taka cecha naszego pokolenia.

 

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest