Dziecko w restauracji – praktyczny poradnik obsługi.

 Samochwała w kącie stała. Dziś się troszkę pochwalę. Mam nadzieję, że to przeżyjecie.

Gdy jakiś czas temu wybraliśmy się do De Silva Piaseczno na rodzinny obiad, ze zdziwieniem usłyszeliśmy komentarze na temat zachowania Mai.

-Ty patrz – rzuciła kobieta do swojego partnera – jak ona ładnie siedzi przy stoliku. Ja bym tak nie umiała wysiedzieć.

Cóż, parę minut później Maja zrzuciła jogurt na podłogę, ale nie zmienia to faktu, że przeglądając artykuły o drących się dzieciakach skaczących na krzesełkach, nasze nam się wyjątkowo udało. No, generalnie wstydu nie ma – można ją zabierać ze sobą do knajpy. Jak nam się to udało?

Po prostu zabierz dziecko do restauracji

Trudno oczekiwać od przedszkolaka, żeby wiedział jak zachować się w restauracji, jeśli nigdy w niej nie był. Zresztą nawet dorośli miewają z tym problem, a co dopiero dziecko, które ma pełno prawo do problemów z utrzymaniem tyłka na miejscu przez dłuższy czas.

Recepta jest prosta, ale zrealizowanie jej już mniej. Nie wystarczy po prostu założyć dziecku kurteczki, czapeczki i szaliczka i wybrać się do pierwszej lepszej knajpy a potem oczekiwać, że kelnerki poklepią nas po główkach mówiąc jakie to mamy grzeczne dziecko.

Wybierz dobry moment

Jesteś rodzicem i nikt tak jak ty, nie zna twojego dziecka. My na przykład nie mieliśmy problemu z wyjściem na miasto z malutką Leosią. Wiedziałam, że i tak większość czasu prześpi, ewentualnie zrobi sobie przerwę na karmienie. Gdy jednak skończyła trzy miesiące, zaczęły się problemy. Mała chciała widzieć więcej i łatwo się denerwowała. Wiedziałam, że pójście do restauracji wiązałaby się z noszeniem jej na zmianę przeze mnie lub przez Edwina. Teraz, gdy Leosia już siedzi, sytuacja znów się zmieniła: wystarczy ją posadzić w krzesełku i jest zadowolona. Przypuszczam, że kolejny trudny okres pojawi się, gdy Leosia nauczy się chodzić, a potem w okolicach słynnego buntu dwulatka.

Oczywiście, te bardziej intensywne chwile w rozwoju dziecka nie muszą skreślać wychodzenia na miasto. Ja jednak wolę odpuścić i zostać w domu. A jeśli już bardzo dusimy się w czterech ścianach, to wolę poprosić o opiekę którąś z babć.

Wybierz miejsce

Można od razu rzucić dziecko na głęboką wodę: biały obrusik, sztywne krzesła, pełno widelców do wyboru i kieliszków do stłuczenia. Ja jednak sugeruję na początek wybrać miejsce swobodne i przyjazne dzieciom. Przewijak czy kącik dla dzieci na pewno nie zaszkodzą. Z doświadczenia stwierdzam, że lepiej przy dzieciach sprawdzają się kanapy niż krzesła.

To nie czas na nowe smaki

Podobno są dzieci, które chętnie próbują nowych smaków. No cóż, takim dzieckiem na pewno nie jest Maja. Być może Leosia okaże się prawdziwym smakoszem, bo co jej nie podsunę, to wciąga jak odkurzacz. Z Mają to jednak inna para kaloszy. Po co mam jej i sobie psuć humor i na siłę wmuszać w nią spróbowanie czegoś nowego. Chce frytki, niech ma frytki. Liczę na to, że kiedyś zje chętnie ze mną sushi, póki co możemy razem chodzić na pizzę.

Pogadaj z dzieckiem

Bądź szczera: powiedz, że idziecie do restauracji. Opowiedz, jak to będzie wyglądało, że przyjdzie kelner lub kelnerka i złożycie zamówienie. Wytłumacz, że nie będzie wolno biegać, bo może wpaść pod nogi komuś, zalać się gorącą zupą i oparzyć. Powiedz, że raczej odpada głośna zabawa, ale postarasz się znaleźć maluchowi inne atrakcje.

Czasoumilacze

Kilka zabawek, kredki i kartka czy w ostateczności smartfon z bajkami, mogą uratować wieczór. Wiem, że niektórzy lubią demonizować nowoczesną technologię, ale ja uważam, że ta Peppa puszczona w czasie czekania na posiłek, to nic złego. Zwłaszcza, że dziecko z tego wyrasta. Teraz Maja potrafi już wysiedzieć i rozmawiać z nami; nie musimy jej wciskać zabawek lub puszczać zabawek. Chociaż jeszcze rok temu YouTube był bardzo przydatny.

A jak jest u was? Wychodzicie z dziećmi na miasto? Jakie macie sposoby, żeby wyjście było przyjemne zarówno dla nich jak i dla was?

  • Antyterrorystka

    Młoda o dziwo na spokojnie przeżywa wyjścia do restauracji. Co prawda często nie wybywamy, ale nie jest najgorszej. Bałam się, że z małym piorunem będzie gorzej 🙂

  • Zgadzam się z Tobą całkowicie. To działa nie tylko w przypadku pięciolatków ale moja 3 latka też potrafi się zachować, chociaż ma mniejszą „cierpliwość”, że tak powiem. Szybko znudzi się jej rozmowa z nami, Peppa czy malowanie, I też zgodze się z tym, że na głodniaka nie ma co iść.Nie do syta, ale nie z pustym brzuchem 🙂

  • Według mnie najważniejsze przy planowaniu wyjścia do restauracji jest nakarmienie wcześniej dziecka. Głodny i znudzony kilkulatek, który musi czekać godzinę czy pół godziny przy stole na jedzenie to zapowiedź niezłej awantury 😉

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest