Wyjątkowo trudne zadanie.

Nigdy nie należałam do entuzjastek kolejek górskich, o sportach ekstremalnych nie wspominając. Zadziwia więc mnie fakt, że tak dobrze mi w tej pełnej zwrotów i porażek jeździe bez trzymanki jaką jest rodzicielstwo.

Spójrzmy prawdzie w oczy: nawet jeśli życie oszczędza nam problemów wynikających z zagrożonej ciąży, chorób czy poważnych problemów finansowych, to i tak zabawa w mamę i tatę nie należy do prostych. Od ciążowej rewolucji (mdłości, hormony, zakończone spektakularnym porodem), przez intensywny okres niemowlęctwa i wejście w wiek przedszkolny. I tu się dopiero zaczynają schody, bo już robimy wstępny research dotyczący wyboru szkoły podstawowej – monopol języka angielskiego jest nam akurat nie na rękę. A przecież nie wspomniałam nawet o nauce wartości i różnych zgryzach moralnych, z którymi styka się rodzic.

Można by więc pomyśleć, że świadome dołożenie sobie balastu w postaci drugiego dziecka, to czyste szaleństwo. No cóż, może jednak lubię tę adrenalinę…

Dwójka na horyzoncie!

Rodzeństwo takie wspierające się!
Rodzeństwo takie wspierające się!

Chociaż bardzo chciane, to jednak kolejne dziecko może zburzyć równowagę mocy w rodzinie ( odniesienia do Star Wars zawsze dobre!). Jakby nie było, Maja miała nas tylko dla siebie przez ponad 4 lata. To sporo czasu na wyrobienie sobie wszystkich negatywnych stereotypów jedynaka. Dziś jednak nie o tym.

Bardzo chcielibyśmy, żeby starsza córka nie poczuła się odrzucona przez pojawienie się młodszej. Zwłaszcza, że oboje mamy syndrom pierworodnego. Jednak to ja szczególnie muszę uważać, żeby nie podkreślać, że Maja już taka duża – bo sama kiedyś będąc w podobnym wieku znalazłam się w takiej sytuacji. Łatwo mi więc powielić wzorzec, chociaż jednocześnie pamiętam irytację wywołaną każdym: „on jest malutki”, które równało się: ustąp mu, daj mu, niech idzie z tobą etc.

Przygotowania rozpoczęliśmy na długo przed pojawieniem się Alienki w brzuchu. Właściwie to sama Maja miała wkład w pojawienie się siostry (niedosłowny, oczywiście!) – częste pytania o rodzeństwo i rozmowy na ten temat miały wpływ na obecną sytuację. Od początku opowiadamy jej co się dzieje w moim brzuchu. Porównujemy rozmiar Alienki, to wielkości owoców i warzyw. Rozmawiamy o tym, co się robi z dzidziusiem, gdy już się urodzi.

Nie zapominamy też o Mai. Opowiadam jej jaka była jako niemowlę. Staram się podkreślić, jak bardzo lubię ją teraz, w tej chwili: to, że mogę z nią rozmawiać, że razem chodzimy do kina i na spacery. Na razie w mojej głowie królują cukierkowe wizje. Maja codziennie pyta, kiedy dzidziuś wyjdzie. To ona smaruje mi brzuch kremem (ma wyjątkowe upodobanie do wszelkich kobiecych czynności, ta moja córa) i śpiewa dzidziusiowi kołysanki. Sama z siebie mówi, że zrobimy coś we trzy, a ja dopiero po chwili łapię, że chodziło jej o Alienkę. Nawet gdy ostatnio przyszła paczka z ubrankami tylko dla Małej (zazwyczaj staram się kupować coś także dla Mai), to oglądała ciuszki i cieszyła się, że siostra ma „takie słodkie ubranka”.

Może to kwestia różnicy wieku. Może Maja po prostu ma taki charakter, albo to sprawka tych naszych rozmów. Z rzeczywistością zmierzę się latem. Póki co próbuję sobie poukładać, jak poradzić sobie z ewolucją Trudnego Zadania na Bardzo Trudne Zadanie.

Siostra kontra siostra

Nie zawsze jest jak w bajkach Disneya...
Nie zawsze jest jak w bajkach Disneya…

Mam pewną teorię. Wysnutą na podstawie własnych obserwacji oraz usłyszanych lub przeczytanych doświadczeń. Mimo szczerych chęci, nie znalazłam żadnego badania potwierdzającego moje wnioski – możecie więc śmiało wdać się w dyskusję w komentarzach. A teoria brzmi: o konflikty łatwiej między rodzeństwem tej samej płci.

Z tego co widzę i słyszę, więź na linii brat-siostra nie zawsze jest pełna sielanki, ale często wzajemne stosunki są co najmniej poprawne. Sama mam młodszego brata. W dzieciństwie nieraz dochodziło do rękoczynów, o wyzwiskach nawet nie wspomnę. W tym wszystkim jakoś udało nam się wytworzyć coś na zasadzie przyjaźni. Całkiem nieźle, skoro 1/3 dorosłych uznaje swoje kontakty z rodzeństwem za odległe lub trudne, o ile nie zerwali ich całkiem (chętnym podam link do artykułu). Mimo różnych stylów życia gadamy ze sobą kilka razy w tygodniu. Nieraz sobie docinamy, ale w razie potrzeby możemy na siebie liczyć. On zostanie z Mają. Ja mu pomogę w prezentacji. Może właśnie te różnice są kluczem do sukcesu?

Spójrzmy na dwóch braci – łatwo włączyć w nich rywalizację o to, kto będzie samcem alfa w tym stadzie. Nie mam jednak chromosomu Y i trudno mi pisać o męskim sposobie myślenia, ale za to kobiecy…Tu się robi gorąco.

Nie zrozumcie mnie źle. Uwielbiam dziewczyny i wszystko co kobiece. Sama jednak widzę po sobie, że urazę łatwiej mi pielęgnować niż większości znanych mi mężczyzn. Że czasem coś palnę niepotrzebnie (plotki). Że pół dnia będę płakać, że ktosia mnie zlustrowała wzrokiem więc mnie na pewno nie lubi i obgaduje mnie za moimi plecami. Lubimy się też porównywać i często niezadowolone ze swojego wyglądu lub osiągnięć, poniżamy siebie i pielęgnujemy zawiść w stosunku do drugiej osoby. Nie są to dobre cechy i staram się z nimi walczyć, ale bądźcie szczere: czy tak nie macie?

Dlatego w pewnym momencie przeraziła mnie płeć Alienki. Akurat cała nasza trójka po cichu liczyła na dziewczynkę, ale dopiero niedawno uświadomiłam sobie co, to oznacza. Dwójka dziewczynek dzielących wspólną przestrzeń. Panienki, które na podstawie swojego dzieciństwa i wzorców z niego wyniesionych, mogą łatwiej sobie radzić w kontaktach międzyludzkich albo…zakwalifikować się na terapię.

Może uznacie, że przesadzam. I właściwie może troszkę tak jest. W końcu jako dorośli sami podejmujemy za siebie decyzję i jeśli chcemy i mamy wystarczającą motywację, możemy nawet całkiem zmienić swoją osobowość. Myślę jednak, że każdy z nas ma jakąś „łatkę” z dzieciństwa, z którą walczy. Czy nie łatwiej byłoby gdybyśmy jej nie mieli? Zwłaszcza, że wiem ile też dobrego można wynieść z dzieciństwa. Podstawowa zasada moich rodziców: nawet jak się kłócimy, to krótko i bez gadek o rozwodzie, mocno wpłynęło na moje postrzeganie związków.

Moim marzeniem byłoby by Maja i Alienka zostały przyjaciółkami. Mam dwie takie „aparatki” w rodzinie. Dzwonią do siebie, spotykają się na kawce a wieczorem idą na jogę. I chociaż mają różne osobowości, to świetnie się ze sobą dogadują. Niestety, znam też lub usłyszałam o przykładach negatywnych, ale tych nie chcę wywlekać. Za to chciałabym by moje córki, nawet jeśli nie zostaną najlepszymi przyjaciółkami, to żeby po prostu czuły do siebie sympatię i wspierały się razem; nawet gdy nas już zabraknie…

Nie mam wpływu na ich charaktery, ale mam wpływ na to, czy będę, stop, czy będziemy jedną faworyzować, a drugiej dawać do zrozumienia, że jest mniej chciana, gorsza. My wiemy, że obie są dla nas jednako ważne. Teraz przyszła pora by im to pokazać.

Wszystkie grafiki: giphy.com

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest