#wiosnazzalando, czyli zmieniam swoją garderobę.

Nasza przeprowadzka była świetną okazją do pozbycia się niepotrzebnych rzeczy. Patrzyłam na wypełnione moimi ubraniami worki i stwierdziłam, że najwyższa pora na zrobienie porządków. Pełno pociążowych i popołogowych luźnych, wygodnych ciuchów, które towarzyszyły mi ostatniego lata, gdy słaba i w luźno związanym kucyku próbowałam się ogarnąć z noworodkiem. Ubrania, które kiedyś dostałam od kogoś lub kupiłam w lumpeksie i myślałam, że będę w nich chodzić, a jakoś nigdy nie wyciągnęłam ich z szafy. Wszystko to zostało spakowane i przekazane mojej mamie – akurat u niej w okolicy trwała zbiórka ubrań. Do tego doszły jeszcze rzeczy, które są na mnie za duże (trochę schudłam) i te, które przestały mi się podobać. Efekt? W nowym mieszkaniu moja garderoba została porządnie przetrząśnięta i przewietrzona.

Do tego doszły zmiany w życiu, czyli powrót do pracy. Nie mamy oficjalnego dress code’u, ale szwendanie się w leginsach i rozciągniętej bluzie raczej nie przejdzie. W ramach akcji #wiosnazzalando, wybrałam kilka rzeczy, którymi chciałabym zapełnić moje nowe szafy. Nie znajdziecie tu najnowszych trendów, zestawień kolorystycznych czy innych „masthewów”. Skupiam się na ubraniach do pracy: a mój ulubiony zestaw to rurki, t-shirt lub bluzka i żakiet. I to właśnie żakietu mi najbardziej brakuje. Zastanawiam się nad którymś z poniższych (tradycyjnie po kliknięciu w zdjęcie przejdziecie na stronę produktu):

Tak, wiem że to ten sam model, który różni się tylko kolorem, ale właśnie ten mi się najbardziej podoba. Pytanie tylko czy postawić na odważną, a jednak dość klasyczną czerwień czy na wiosenny błękit ( brzoskwiniowy chyba właśnie odpadł z wyścigu).

Bardzo lubię jasne bluzki, ale przy niemowlaku obok mnie rzadko się na nie decydowałam. W pracy jednak ulewającą dzidzia nie stanowi zagrożenia. Ewentualnie chłopcy mogą mnie oblać kawą, ale mam nadzieję, że tego nie zrobią.

Chociaż zazwyczaj z wygody decyduję się na spodnie, to spódnice i sukienki darzą miłością ogromną. A jak jeszcze powiem wam, że jedyną częścią ciała, do której nigdy nie miałam żadnych zastrzeżeń są moje kostki i łydki – no nieskromnie powiem, że jestem stworzona do noszenia spódnic i wysokich obcasów. O ile właśnie nie pędzę po nierównych chodniku pchając wózek…

Aktualnie każdego ranka zastanawiam się, czy będzie wystarczająco ciepło by zrezygnować z kurtki na rzecz płaszcza. Nie mogę się doczekać momentu, gdy będzie można sobie po prostu wyjść z domu: bez tych działań operacyjnych w postaci ubierania jednej córki, przypomnieniu drugiej o szaliku. Jak już ten czas nastanie, będę paradować po mieście w takich sukienkach właśnie.

I jeszcze krótko o butach. Nie wymyślam. Nie bawię się w trendy. Do moich klasycznych czarnych i beżowych szpilek wystarczą mi wygodne tenisówki i baleriny. I już. Po co więcej.

No, to który żakiet wybrać? Jak wam się podobają moje propozycje?

Ps. Chociaż wpis jest związany z akcją #wiosnazzalando, to nie jest to artykuł sponsorowany 🙂

Ps2. Wszystkie zdjęcia: zalando.pl

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest