Szkoda życia na odchudzanie!

Czerwiec jak co roku zaskoczył kobiety. A przecież miało być tak pięknie. Postanowienie noworoczne było? Było! Motywacji starczyło na pierwsze dwa tygodnie stycznia, bo ten miesiąc jak zwykłe był zimny i smutny, a Netflix sam się nie obejrzy. Potem niby przyszła wiosna ale, menda, przyciągnęła Wielkanoc i ciocię, która najlepszy mazurek robi. Tak właściwie to kobieta zawsze ma okazję do pocieszenia się czekoladą: albo jest przed okresem albo w trakcie. Jak co roku nie zmieniłyśmy więc naszych zimowych oponek i teraz płaczemy w przymierzalniach sklepowych. Nie płaczcie. Szkoda życia na odchudzanie.

Ale że jak?

To nie tak, że przeszkadzają mi osoby działający w tak zwanej branży fit. Wręcz przeciwnie! Trochę im zazdroszczę, ale przede wszystkim podziwiam. Sama muszę ciągle pracować nad swoją siłą woli, bo zdecydowanie wolałabym obejrzeć jeszcze raz 3 sezony Outlandera, niż pocić się przy próbowaniu spalenia mojej, nomen omen, brzusznej muffinki.

Ba, mnie to nawet kręci, ten cały „zdrowy lifestyle”, cokolwiek by się dzisiaj nie kryło pod tą nazwą. Co prawda nie jestem na bieżąco z dietami, bo raczej staram się trzymać roślinnej ścieżki, chociaż często grzeszę lodami. Lubię też sobie popatrzeć na influencerki, które rano są już po porannym joggingu i wypijają świeżo zmiksowane smoothie z mango i szpinakiem. Smoothie nawet robię, ale do biegania nie mogę się przekonać. Ostatnio nawet chciałam wyjść i spróbować, ale przeraziła mnie wizja, w której obijam sobie cyckami twarz i przez najbliższy tydzień musiałabym chodzić z podbitymi oczami.

Oj, no dobra, daruję już sobie ten zgryźliwy ton. Chociaż mnie samej zawsze bliżej jest do dziewczyny, która woli pizzę, piwo i Netflix, niż do kogoś, kto o listku sałatki stara się wypocić ostatni gram tłuszczu, to jednak szanuję takie osoby. I trochę chciałabym przesunąć tę swoją wewnątrzną skalę i może częściej wybierać pocenie się niż seriale. Bo chciałabym, żeby to moje ciało jeszcze mi długo służyło i nie oszukujemy się: chciałabym wyglądać tak z 10% bardziej zajebiście pod względem cielesnym. Tyle wystarczy 😉

Szkoda życia na odchudzanie

Skoro więc bycie fit jest ok, to dlaczego przeszkadza mi samo odchudzanie? Co ktoś robi ze swoim ciałem, to nie moja sprawa, a sam proces odchudzania to też nie mój cyrk. Za to do szewskiej pasji doprowadza mnie presja, którą wywołują w nas media.

Ostatnio zawoziłam Maję do przedszkola. W radiu leciała reklama:

-O nie! Za chwilę ślub przyjaciółki. Nie mam się w co ubrać!

-A ja jadę na wakacje i jak się pokażę w takim stanie na plaży?

Dalej lektor radzi jojczącym kobietom wzięcie odpowiedniego specyfiku, który pozwoli im na poradzenie sobie z ich problemem. Słyszałam już tę reklamę kilka razy i za każdym razem zgrzytam zębami.

Nie wiem, jak wyglądają te kobiety, jaki rozmiar noszą, ile ważą, ani do jakiej wagi dążą. I jakkolwiek nie powinna mnie interesować ich motywacja, to wkurza mnie podtekst kryjący się w reklamie:

Nie możesz cieszyć się życiem, jeśli nie jesteś zadowolona ze swojego ciała – a najprawdopodobniej nie jesteś, bo chcesz schudnąć. Tak to już nam jakoś zaprogramowali. I tu w sumie pojawia się rzecz, z którą mam problem. Gdy idziesz na wesele koleżanki i przez cały czas porównujesz swoją figurę z innymi, to coś jest nie tak. Jeśli idziesz na plażę i nie wskoczysz z dziećmi do wody, bo uważasz, że źle wyglądasz, to już jest bardzo niedobrze.

Wystarczy wziąć pierwszą z brzegu gazetę przeznaczoną dla kobiet. Artykuły o tym, jak szybko schudnąć, przepisy na dietetyczne potrawy, dzięki którym kalorie same się spalają. Zabiegi, dzięki którym pozbędziesz się cellulitu. Kosmetyki, które ujędrniają skórę. Suplementy, które topią tłuszcz. Kupuj, używaj i zatrać się w tej obsesji idealnego piękna. Dzięki nim będziesz wreszcie szczęśliwa, spełniona i będziesz osiągać wielokrotne orgazmy.

#bodypositive

Podoba mi się ruch body positive. Oznacza on akceptację tego, że każde ciało jest wartościowe. Sam decydujesz o tym, co jest odpowiedniego dla ciebie i pozwalasz innym na to samo. Innymi słowy: nie istnieje jeden wzór piękna. Przykładowo ja w tej chwili czuję, że mój organizm trochę za szybko się męczy i chciałabym popracować nad swoją kondycją i sprawnością fizyczną. Jednocześnie nie czuję potrzeby zrzucenia 10 kg, choćby sieciówki uparcie mi wmawiały, że z moimi wymiarami, to u nich nic nie znajdę.

Co ważne bycie body positive nie oznacza bycia plus size. Giętka trenerka z Insta też może być body positive, o ile nie uważa, że reszta świata osiągnie sukces, tylko gdy będzie miało taką figurę jak ona. Idealnym przykładem takiej osoby jest YouTuberka z kanału Yoga with Adriene.

Jeśli więc ktoś chce zrzucić parę kilo przed wakacjami, to super. Niech zrzuca. Sama wiem z doświadczenia, że zmiana paru nawyków może wprowadzić zmiany w naszym ciele zaledwie w kilka tygodni. A to, że się zacznie dzień od pożywnego śniadania, czy odstawi się alkohol, to przecież nic złego, wręcz przeciwnie! Warto się jednak zastanowić co dalej. Co, jeśli nie schudniesz? Jeśli postawisz sobie nierealistyczny cel i zamiast zrzucić 2 kg, myślisz o 15? Będziesz siedzieć na tej plaży z nosem na kwintę i zajadać swoje smutki frykami? A może uda ci się schudnąć, ale i tak nie będzie z tego radości? Bo patrzysz w lustro i dalej siebie nie lubisz. Owiniesz się w pareo i jak zwykle każdy będzie miał zdjęcie z wakacji, poza tobą? I to nie dlatego, że nie miał kto ci zrobić, tylko zapowiedziałaś wcześniej towarzyszom podróży, że temu kto ci cyknie fotkę przegryziesz w nocy tętnicę.

Przemyślcie to sobie. W końcu jaki sens miałyby te wszystkie stracone kilogramy i centymetry, jeśli życia nadal jest dla was tak samo szare i smutne?

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment authors
RenataMagda klobukowskaOlka Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Olka
Olka

Ojej. Z tym odchudzanie u mnie to gehenna. Najpierw z 94 kg na 60. Potem tycie. Pojawiło się 75 (miałam wtedy 19 lat). Potem na studiach schudłam do 49. Czułam się słaba. Bardzo słaba. Nie podobalam się sobie i gdzieś z tyłu głowy zawsze myślałam że trzeba się trzymać w ryzach – nie wolno jeść za dużo bo znowu zrobię się wielka… na szczęście ciezka praca fizyczna wymusiła na mnie jedzenie i tak w pierwszej pracy znowu nabrałam parę kilogramów. Ale! Mój mąż mnie zawsze krytykował że znowu za dużo… dodam że to były mąż bo nie można było wytrzymać… Czytaj więcej »

Renata
Renata

Ileż to razy chciałam schudnąć! Nie będę liczyć. Gdy miałam 22 lata wazylam 46 kg. Źle!! Byłam za chuda! Teraz mam trochę więcej 😴. Zauważyłam taką dziwną rzecz. W pewnym wieku nie należy wyglądać bardzo szczupło ( wręcz za chudo ) . Wszystko wtedy wisi na człowieku. Mam na myśli jego ciało. Skóra jest okropna. Straszne zmarszczki. Trzeba dokładnie jeść! Nie tak żeby mając 20- cia kilka lat ważyć 130 kg przy wzroście 160 cm. To oczywiście przesada! Wszystko z umiarem. Kiedyś było takie hasło ” w zdrowym ciele zdrowy duch „. Tego wszystkim życzę!☺😊

Magda klobukowska
Magda klobukowska

„Jeśli idziesz na plażę i nie wskoczysz z dziećmi do wody, bo uważasz, że źle wyglądasz, to już jest bardzo niedobrze.” To o mnie. Mysl o basenie , ogolnie ook rozebraniu sie w miejscu publicznym przyprawia mnie o zawał. Niestety nie wiem skad mi siesie zakorzenila tak mocno niechec do wlasnego ciala. Podczas leczenie orzytylam ok 10 kg. Na ten moment zrzucilam z, tego ok 4kg. Ale nie czarujmy sie…wczesniej traktowalam i postrzegalam moje cialo ppdobnie. Jako brzydkie. Baaa nawet mam poczucie jak ktos moze mnie w ogole lubic skoro tu mam walek a tu cellulit. Ta kwestie mam jeszcze… Czytaj więcej »

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest

Przejdź do paska narzędzi