Last Month – Kwiecień 2018

 

Kwiecień był jak dotąd najbardziej rewolucyjnym okresem w moim życiu. Odważyłam się na krok, po którym już nic nie miało być takie samo. Mija miesiąc  od publikacji najbardziej popularnego wpisu w historii bloga (Wolność to stan umysłu), a ja dopiero teraz czuję, że zaczęłam żyć.

Mam wrażenie, że na początku byłam owinięta kokonem przytłumionych emocji. Nie bardzo rozumiałam, czemu to, co napisałam wywoła taki oddźwięk i z szokiem, a często ze łzami w oczach czytałam setki wiadomości od was. Potem zrobiło się trochę szumu medialnego, który na szczęście się już skończył. Co prawda dla wielu osób zapewne pozostanę tą dziewczyną, która odeszła od Świadków – tak jakbym nie miała nic innego do zaoferowania. Z drugiej strony udało mi się odbudować relacje z kilkoma osobami, które odeszły z tej religii kilka lat temu. I tak sobie myślę, że może dobrze wyszło. Wiem, że wiele osób wciąż czyta bloga lub ogląda moje relacje na Instagramie i może dzięki temu odkryją, że odchodząc od tej religii nie stałam się złym człowiekiem, że można to zostawić i normalnie żyć.

Niestety, są osoby, za którymi tęsknię, zwłaszcza za jedną, ale rozumiem, że takie są konsekwencje mojej decyzji. Mam nadzieję, że czas i pokazywanie, że wcale nie stoczyłam się na dno powoli zmieni nastawienie pewnych ludzi.

Początki kwietnia były jeszcze chłodne.
Leonek – psotnik
Z radością witałam każdą oznakę budzącej się wiosny.

Forsycja u babci – zaczyna się!
Leosia to takie dziecko, które od rana do wieczora mogłoby być na dworze i biegać. Szczęście gwarantowane.

Prawosławna Cerkiew w Piotrkowie. Bardzo lubię ten budynek.
Gdy Babcia nie mogła się zająć Leosią, zaczynałyśmy dzień od spaceru i buły 🙂
Przyczajony tygrys, ukryty smok – czyli wszytkie murki nasze są!
Pierwszy wiosenny deszczyk
Jaka matka, taka córka.
W drodze na Pytanie na Śniadanie.
Maja zaczęła w kwietniu nosić aparat ortodontyczny. Szczegóły znajdziecie we wpisie na blogu – konsultowanym z naszą panią ortodontką.
Niedziela w parku.

Poranna matka przed pracą, po zawiezieniu dziecięcia do przedszkola.
Tym pożarem żyło chyba całe miasto!
Spacer z Mają
Wyjście bez dzieci. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio pozwoliłam sobie na drinka lub dwa i gawędy do późnych godzin nocnych.
Przewidywane są obfite zbiory porzeczek 🙂
„Kjaty”
W tym roku będę Fridą na Halloween.
Psoci tak, że cierpliwości brakuje, ale jaka jest urocza przy tym!
Buchnęło kwiecie!

Są chwile, że dziecko się sobą zajmie. Po raz pierwszy od kilkunastu miesięcy mogliśmy zjeść w spokoju w restauracji.
Maję muszę od czasu do czasu zabrać na ploteczki do kawiarni 🙂
I kawę.
Bachata jest niesamowita. Otwiera mnie na innych ludzi, pozwala poznać swoje ciało. Na tych zajęciach dzieje się magia!
Chciałam zadbać o samochód przed wyjazdem. Pojechaliśmy na wymianę oleju (dziewczyny poza fotelikami tylko na pakingu!). Miałyśmy wymienić opony i wszystko wysprzątać. Niestety, nasza francuska krowa odmówiła współpracy i aktualnie przebywa w samochodowym SPA.
Zieleń <3
Ciężko za nimi nadążyć.

Moje wszystko!
Zacne wegańskie lody z Biedronki.
Przy tej całej energii wciąż zdarza się jej robić trzy godzinne drzemki.
Kwiecień to, czy lipiec?

Przyszła blogerka 😉

A jaki był wasz kwiecień?

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest