Jestem królową Anglii, czyli biorę Santa Clarita Diet na tapetę.

Miałam ostatnio niedosyt seriali komediowych. Od kiedy skończyło się moje ulubione „Jak poznałem waszą matkę”, nie znalazłam zastępstwa, śmiesznej i ciekawej historii, którą chciałabym oglądać. Zresztą gdyby chodziło tylko o pośmianie się, to mogłabym sobie pooglądać wpadki psów na YouTube. Ja jednak szukałam czegoś więcej, historii, która by mi coś dała. Wpadłam więc w świat procedurali i podobnych do siebie dramatów, aż zupełnie przypadkiem zorientowałam się, że znalazłam aż trzy rewelacyjne komedie. Seriale, które pod pewnymi względami biją nawet produkcje uważające się za dużo amibtniejsze. O najnowszym z nich, bo niedawno drugi sezon pojawił się na Netflixie, opowiem wam dzisiaj.

Ciekawostką jest, że jest to historia o zombie, a ja za nieumarłymi nie przepadam i raczej z daleka obchodzę produkcję z nimi w roli głównej. W przypadku Santa Clarita Diet nie mogłam jednak odpuścić, bo tak szalonego serialu dawno nie widziałam.

Mamy więc Sheilę i Joela, małżeństwo z dwudziestoletnim stażem. Mieszkają na przedmieściach sennego miasteczka w Kalifornii, mają nastoletnią córkę i prowadzą dość nudne życie. Sielankę przerywa zatrucie Sheili, po którym odkrywa, że nie pogardziłaby surowym kurczakiem z lodówki. A jakby tak znalazłby się gdzieś kawałek człowieka, to czemu nie? Krótko mówiąc zamieniła się w zombie. Jak rodzina sobie poradzi w nowej sytuacji? Czy światu grozi apokalipsa zombie? A może uda się znaleźć lekarstwo? Sytuację pogarsza kręcąca się w pobliżu policjantka, która zauważa zdecydowanie za dużo.

Przede wszystkim rodzina

Santa Clarita Diet to serial przede wszystkim o rodzinie i partnerstwie. Oczywiście, element zombie wyróżnia go na tle innych produkcji. W końcu mało która nastolatka rozmawia przed szkołą z mamą robiącą sobie smoothie z ludzkich szczątek. Te absurdalne elementy są jednak tylko tłem dla cudownych postaci i ich relacji. Mamy więc doświadczone małżeństwo, które mimo upływu lat wciąż uwielbia ze sobą spędzać czas i są dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Czasem wymieniają się drobnymi złośliwościami, co chwila muszą rozwiązać jakiś konflikt, ale w tym wszystkim zawsze walczą o swoje małżeństwo. Chociaż taki związek może wydawać się naciągany, to ja jestem zachwycona! Za dziesięć lat wciąż chcę mieć takie relacje z moim mężem jak bohaterowie serialu!

Joel, mąż Sheili, kradnie ten serial. Jest to taki trochę fajtłapowaty, tchórzliwy facet, który chętnie zrobiłby własny regał z drewna, zamiast sprzątać bałagan pozostawiony przez jego żonę. Spada na niego ogromny ciężar. Nagle zostaje postawiony w kompletnie odrealnionej sytuacji, do której się kompletnie nie nadaje. Tu martwi się o ekologię, gdy razem z Sheilą zakopują ślady po kolejnym „posiłku”, to znowu jest gotowy chronić swoją żonę za wszelką ceną i to on poszukuje przyczyn jej przemiany i lekarstwa.

Wspaniałe są też relacje bohaterów z córką, Abby. Joel i Sheila są jak zwykle nieporadni, kompletnie oderwani od rzeczywistości, ale chcą dla swojej córki jak najlepiej. To właśnie Abby jest znacznie bardziej ogarnięta życiowo i to jej rady często ratują rodziców. Jednocześnie przeżywa własny bunt i poszukuje swojej drogi życiowej. Ostatecznie motywem, który powtarza się przez cały serial jest wzajemne wsparcie i trzymanie się razem bez względu na okoliczności.

Idealny na binge-watching

Jeśli właśnie leżycie chorzy i nie macie co robić lub zapowiedzieli deszczowy weekend, to Santa Clarita Diet będzie idealnym wyborem. Są takie seriale, które najlepiej ogląda się hurtem i ten serial do tych należy. Pod koniec każdego odcinka mówiłam sobie, że już wystarczy i pora spać. Tymczasem scenarzysta wyskakiwał wtedy z czymś zupełnie nowym, zagęszczał fabułę, zwiększał napięcie i powodował kolejne wybuchy śmiechu.

Sprawę ułatwia fakt, że odcinki trwają 30 minut. Każdy z dwóch sezonów ma po 10 odcinków. Cóż to jest dla prawdziwego maniaka serialowego?

Jest oryginalnie

Saga Zmierzch przyniosła popularność wampirów. Po nich nastąpił wielki powrót zombie ze znanym The Walkind Dead na czele. Praktycznie każda produkcja o żywych trupach skupia się na masowych zarażeniach i walce o przetrwanie ludzkości. Santa Clarita Diet jest inna. Łączy je kilka podobieństw z IZombie np. oba seriale pokazują zombie, które potafi się wysłowić i całkiem normalnie funcjonować. Produkcja z Drew Barrymore ma jednak zupełnie inny klimat. To nie procedural, a mieszanką absurdalnej komedii, połączonej z thrillerem i nutką pikatnego horroru.

Są momenty, gdy z zapartym tchem śledzisz losy bohaterów, by za chwilę śmiać się do rozpuku. To znów wzruszasz się, bo tak jak już pisałam, najlepsze są relacje i dynamika na liniach mąż-żona i córka-rodzice.

Aktorsko serial wymiata. Najcudowniejszy jest oczywiście Joel, którego gra Timothy Olyphant. Jego rozbrajający, ale zakłopatany i przerażony uśmiech zdecydowanie robił mi dzień. Zombiaczkę gra Drew Barrymore i jest w tym rozkoszna i przezabawna. Co ja będę wam tu pisała. Zobaczcie trailer:

Ps. 1 i 2 sezon w całości dostępne na Netflixie

Ps2. Ten serial zupełnie zmieni wasze postrzeganie zdania: ‚I’m fucking Queen of England”.

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest