Piątkowe Pytania: na jakiej diecie są dziewczynki, kwiatki na smog.

W mojej blogowej karierze brałam się za tworzenie wielu, różnych cyklów, które następnie z mnieszym lub większym hukiem porzucałam. Częściej z mniejszym, bo po prostu zapominałam o nich lub nie miałam na nie czasu. Wciąż jednak podejmuję nowe. Bloguję głównie dla siebie więc póki mi jakiś pomysł sprawia przyjemność, to zamierzam ciągnąć temat, choćby było to nieregulanie. Tak jest z cyklem „Poweekendzie”, który sprawia mi ogromną frajdę. Niestety ostatnio weekendy było raczej nudnawe, bo spędzane z chorymi dziećmi lub akurat robiłam sobie kolejną przerwę od internetu i nie miałam nastroju na pokazywanie tu naszych wspólnych chwil.

No, ale wracajmy do tematu. Zdarza się, że o coś pytacie – najczęściej w reakcji na Instastory, czasem w komentarzu. Nie ma tych pytań tyle, żeby robić z nich jakieś nagrywane Q&A, ale jeśli już są, to takie, na które nie da się odpowiedzieć jednym zdaniem lub podając link do jakiegoś sklepu. I tak zainspirowana serią z bloga Oh, She Glows, postanowiłam od czasu potraktować piątek jako takie miejsce na bardziej wnikliwe pytania 🙂

Na jakiej diecie są dziewczynki?

To pytanie padało chyba najczęściej, a ja tchórzliwie je zbywałam, ponieważ kwestie żywieniowe zazwyczaj wywołują spory. W tych sprawach każdy ma swoje zdanie i uważa, że wie najlepiej – ja oczywiście też 🙂 Z Leosią sprawa jest dość prosta. Jestem zwolenniczką BLW, więc Maja od początku jadła to co my. A jak zaczęliśmy ograniczać produkty odzwierzęce, to ona z nami. Jedynym moim wyrzutem światopoglądowym jest jej spożywanie mleka modyfikowanego. Zachwycona tym nie jestem, ale tak wyszło. Po odstawieniu małej od piersi okazało się, że wciąż ma potrzebę pić mleko. Owszem, chętnie pija różne roślinne (uwielbia domowe kokosowe!), ale wciąż wołała innego mleka i zaspokaja ją dopiero mm.  Tu zaznaczę, że kompletnie mi nie przeszkadza, gdy ktoś inny daje swoim dzieciom takie mleko. Po prostu ja mam lekki moralny zgryz, gdy kupuję kolejne pudełko. Na szczęście z czasem jest coraz lepiej i Leosia pije go coraz mniej.

Z Mają było trudniej, bo już poznała smak rosołku i kotlecików. Zmiany w naszym domu nie nastąpiły jednak gwałtownie i starsza córka przyzwyczaiła się, że nie mamy w domu szynki do chlebka. Chociaż widzimy, że nasz sposób żywienia wychodzi Mai na dobre (np. wreszcie zaczęła próbować warzyw i powoli poszerza listę swoich ulubionych potraw, a wcześniej jadała tylko chleb z szynką, suchy makaron i ziemniaki), w dodatku staram się weganizować dla niej jej ulubione przysmaki, to narzucenie dziecku diety sprawia, że toczę wewnętrzną dyskusję. Wedle mojego stanu wiedzy ( a sporo czytałam i oglądałam dokumentów dotyczących tego tematu) postępuję najlepiej jak mogę, ale podobnie robią osoby podające dziecku kotlecika. Ten temat zawsze będzie budził gorące uczucia, dlatego zanim może zaswędzą cię paluszki i napiszesz mi coś niemiłego – powiedz mi, czy ochrzciłaś dziecko jako niemowlę, tym samym podejmując za nie decyzję w kwestii wiary? Ot, do przemyślenia. Wracając do naszego domu, ustaliliśmy, że w domu nie spożywamy pewnych produktów i Maja to akceptuje, a nawet zaczyna już pouczać innych 😉 Nie zawsze mam jednak kontrolę nad tym, gdzie jest i z kim – tu muszę wierzyć, że postąpi tak, jak ją uczyliśmy. Jeśli jednak nie, cóż, ja też wbrew rodzicom pożerałam czasem po szkole fast-foody.

Antysmogowe kwiaty w naszym domu

Pytaliście też o nasze roślinne zakupy. Cóż, ze wstydem muszę przyznać, że ususzyłam każdego kwiatka, którego miałam w domu. Troszkę uważałam, że to rozrywka dla pań po 50 i wymigiwałam się brakiem ręki do roślin. Prawda jest jednak taka, że bagatelizowałam sprawę. Nie interesowało mnie, jak roślina lubi być podlewana, gdzie powinna stać. Trudno się dziwić, że wszystko marniało. Człowiek z czasem dojrzewa jednak do pewnych rzeczy, a poziom zanieczyszczeń w powietrzu skutecznie zachęcił mnie do zmiany nastawienia. Kupiliśmy rośliny znane z oczyszczania powietrza i proste w hodowli, żebyśmy sobie poradzili. W naszym mieszkaniu pojawiły się więc:

  • Dracena obrzeżona – oczyszcza powietrze z benzenu, formalhedydu, trichloroetenu, toluenu, ksylenu.
  • Skrzydłowiat – poza powyższymi pochałania też amoniak.
  • Wężownica – podobno banalna w uprawie, podlewa się ją dopiero, gdy ziemia jest sucha.
  • Epipremnum złociste – kupiliśmy je do biura, ponieważ ma trujące liście, a Leosia jest na etapie, w którym trudno ją upilnować. Usuwa toksyny tak wydajnie, że wystarczy jedna na pomieszczenie.

No dobra, to macie jeszcze jakieś pytania?

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment authors
Renata Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Renata
Renata

Kwiaty!! Kwiaty!! Kwiaty! No cóż mam ich trochę!! Nie żebym się chwaliła. Po prostu je lubię. Najwięcej mam fiołków afrykańskich. Oprócz nich jeszcze są ” Mona lisa, zamioculcus,,skrzydłokwiat,wilczomlecz oraz inne których nazwy zapomniałam. Podlewam je przeważnie raz w tygodniu. Czasem zdarza się częściej przeważnie latem. Co ciekawe mówię do nich jak bardzo je lubię. Pewnie ktoś pomyśli że to śmieszne. Ale tak rośliny to lubią. Zamierzam kupić sobie jeszcze paproć. Podobno dobrze pochłania negatywne promieniowanie ze sprzętu komputerowego i innych. Nie lubi tylko dotykania. Zamierzam ją poślubić i nie ” macać „.

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest

Przejdź do paska narzędzi