I sobie odpuszczam.

Gdybyście kiedyś wzieli do ręki mój bullet journall, zobaczylibyście, że każdy dzień jest skrzętnie wypełniony notatkami. Zaczynam od spraw firmowych: tu zadzwonić, tam wysłać maila z ofertą, zeskanować dokumenty i skończyć zlecenie. O 15 któreś z nas jedzie po Maję i przez najbliższą godzinę czasem półtorej trwa stan przejściowy. W dużej mierze determinują go potrzeby naszych dziewczyn. Zdarza się, że od razu po Majkowym przedszkolu lecę do domu, bo Leosia ma wyjątkowo zły dzień. Czasem bujam się jeszcze w pracy do 17 – robię tak, gdy córkom w miarę dopisuje humor, a ja wciąż mam robotę do skończenia. Albo zabierm je w auto i jedziemy na zakupy.

Na zapiskach firmowych dzień się jednak nie kończy. Na moje popołudniowe notatki składają się różne blogowe plany oraz dodatkowe zlecenia. Plus normalne ogarnianie domu. Na przykład dzisiaj miałam zamiar zrobić zdjęcia do jednego wpisu, przygotować wegański przepis do drugiego i także wykonać zdjęcia. Czasem zastanawiam się po co tak tyram nad tym blogiem, bo korzyści, poza własną satysfakcją i frajdą, brak. Ani to zarobku nie daje, a jak patrzę na mój fan page, który leży i kwiczy, to mam ochotę leżeć i kwiczeć razem z nim. Serio, jak to niektórzy robią, że im te cyferki tak szybko hulają? Czy to po prostu ja jestem taka nie-do-polubienia? Nie dam się jednak bólowi dupowi, bo moje blogowanie poza hobby jest dla mnie inwestycją we własny rozwój: nauką wytrwałości i miejscem, w którym mogę swobodnie ćwiczyć pisanie i fotografię.

No i dziś nie udało mi się tych moich planów zrealizować. Przebłyski miałam już późnym popołudniem. Miałam wychodzić do domu, ale nagle wyszła jeszcze jedna rzecz w pracy więc musiałam zostać chwilę dłużej. Leosia kręci się koło mnie i próbuje podkraść klawiaturę, ale ja muszę dokończyć pracę. Chce się wyjechać na weekend, to trzeba tyrać. Gdy w końcu wychodzę z dziewczynami z biura jest ciemno. Postanawiam jeszcze wejść do spożywczaka. Stoję w kolejce, a dzieci coraz bardziej się niecierpliwią. Już płacę przy kasie, gdy Leośka się przewraca, a Maja chcąc grać dobrą siostrę postanawia ją podnieść. Za kaptur. Wskutek czego ciągnie ją za ten kaptur po sklepowej posadzce, a młoda ryczy, bo ją boli. Matka miesiąca normalnie.

Lekko zirytowana idę z moimi marudami do domu. Mało co nie skręcam kostki na naszym roskopanym podwórku. Skoro administracja przez ponad pół roku załatwiała koparkę do sprzątnięcia hałdy śmieci, to na pewno mogę liczyć na szybkie wyrównanie podłoża. Wczłapuję się na górę. 10 kilogramów Leosi w jednej ręce, torba z matcznym majdenem w drugiej. A w torbie dwa ciężkie notesy, notatki z firmy i upchnięte ciuchy z lumpeksu dla dziewczyn, które babcia dziś znalazła na łowach. Jak w końcu widzę nasze drzwi, to mam ochotę się popłakać – wyciągam klucze z torebki…i nie wytrzymuję! Wzięłam złe klucze! I w tym momecie muszę albo zejść z tym majdanem na dół, albo mieć nadzieję, że ktoś mnie poratuje i przyniesie te klucze. Uświadamiam sobie jednak, że to już za dużo. Że na dziś muszę sobie odpuścić. Zwłaszcza, że Edwin musi jeszcze porobić kilka spraw w biurze i wróci później, a ja będę z tymi marudami sama. Nie dam rady zrobić zdjęć, nie przygotuję przepisu. Trudno. I tak nikt tego bloga nie czyta (śmiech przez łzy).

I dobrze, że sobie odpuściłam. Bo okazało się, że Leosia ma jeden z tych dni, w których matka robi za worek treningowy. I tylko bym się denerwowała, że nie udało mi się zrealizować planów. A tak mam odpuszczone grzechy. I teraz, gdy młoda zasnęła, wreszcie mogę obejrzeć nowy odcinek Outlandera. Już włączam cię, Netflixie, mój kochany!

A wy? Odpuszczacie sobie czasem?

  • Zacisze Lenki

    Czyta, czyta, sprawdź statystyki, jednak nie każdy komentuje. Czasami trzeba odpuścić, by poczuć się lepiej, złapać równowagę. Dzieci czasem potrafią zaburzyć ład dnia codziennego, ale osoby, które by chciały je mieć,
    a nie mogą, oddały by wszystko.

  • Renata

    Poradzisz sobie!! Pamiętam jak biegiem odbierałam Tymka z zerówki a tu akurat w pracy kazali zostać! Jak by to powiedziała moja koleżanka „Masakra i Katastrofa” Dasz radę!!! Dacie radę!!!

  • Popłakałam się ze śmiechu wyobrażając sobie Maje ciągnąca Leosie po sklepie 😉

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest