Dobra mama nie sprząta.

Dobra mama ma brudne gary w zlewie, lepiącą się podłogę i szczęśliwe dziecko. Już któryś raz mignął mi przed oczami podobny obrazek w internecie i w końcu postanowiłam tupnąć nóżką. Bo takie z pozoru niewinne memy są krzywdzące i powielają szkodliwe stereotypy.

Na początku weźmy pierwszą warstwę, dosłowną. Sugeruje ona, że te kobiety, które dbają o porządek w domu są złymi matkami. Zamiast bawić się z dziećmi, prasują ubrania. Zamiast przytulać, krzyczą że dziecko naniosło błota do domu. Daleko mi do perfekcyjnej pani domu – uwierzcie mi, mam cała listą rzeczy, które uważam za ciekawsze niż sprzątanie. Jestem jednak pewna dwóch rzeczy: w czystym mieszkaniu każdemu członkowi rodziny jest przyjemniej. A kobiety, które są lepiej zorganizowane niż ja, mają więcej czasu, lub może stać je na pomoc do posprzątania i spokojnie zdałaby test białej rękawiczki, wcale nie muszą być złymi mamami. Ba, to właśnie te miejsca, w których widziałam prawdziwy syf – i nie mówię tu o sytuacji, gdy ktoś wpada niezapowiedziany w godzinach obiadowych, a w kuchni jeszcze trwa pobojowisko – były zamieszkane przez dorosłych znanych z picia alkoholu na pobliskim murku, palenia papierosa za papierosem, gdy ich dzieciaki biegały przez cały dzień po wsi bez nadzoru. Nie jestem przekonana, że to jest definicja dobrego rodzicielstwa.

Już wiem, co mi napiszecie. Że to tylko obrazek taki śmieszkowy. Internetowy mem do pośmiania się. Że nie potrzebnie rozmyślam i analizuje. Z memami jest jednak ciekawa sprawa – są ich prosta forma oraz masowe udostępnienia odzwierciedlają myśli społeczeństwa. A wniosek jest prosty: za dom odpowiedzialna jest kobieta. I to ona może zebrać pochwały, albo zniesmaczone spojrzenia za stan domostwa. To ona musi sobie ułożyć wszystko w głowie na nowo, że faktycznie świat się nie zawali jak poskłada te ubrania chwilę później, że leżące zabawki w pokoju nie świadczą o tym, że zawodzi jako żona i matka. Ja postawię tylko jedno pytanie: gdzie w tym wszystkim reszta domowników z mężczyzną na  czele?

Myślenie, że to tylko kobieta jest odpowiedzialna za dom jest podwójnie niesprawiedliwe, przede wszystkim dla kobiety. Wychodzę z domu o ósmej rano, wracam pomiędzy 16 a 17, czasem później. Wiecie co robią dzieci, gdy pojawiam się w domu? Dosłownie rzucają się na mnie! I teraz mam je odsunąć, bo mój mąż wracający równo ze mną lub chwilę potem oczekuje, że podam mu kapciuszki i zajmę się kolacją i praniem. Na szczęście on rozumie, że ja też pracuję, a dom tworzymy wszyscy – dlatego zaczęliśmy wdrażać Maję w domowe obowiązki.

Nawet jeśli para ustali, że domem ma się zająć kobieta, bo na przykład nie pracuje zawodowo, nie znaczy to, że przez cały dzień ma latać ze ścierą. Skoro zarządza domem, to niejako pełni fukncję szefa – a czy widzieliście kiedyś żeby szef wypełniał wszystkie obowiązki w firmie, podczas gdy reszta pracowników sobie odpoczywa? Oczywiście, dom to nie firma, ale ma kilka cech wspólnych z biznesem. Układ, w którym jedna osoba jest odpowiedzialna za planowanie porządków i następnie sprzątanie, za zakupy te spożywcze i ogólne („Dlaczego nie kupiłaś mi skarpetek. Wcale o mnie nie dbasz?”), za rachunki i wizyty u lekarza to za duże przeciążenie. Najlepiej jeszcze żeby ta osobowa wymyślała kreatywne i edukacyjne zabawy dla dzieci, gotowała zdrowe dwudaniowe posiłki z bezglutenowych deserem, a w nocy stawała się pełną pasji i zaangażowania kochanką.

Zakładanie, że to tylko kobieta jest odpowiedzialna za dom jest też niesprawiedliwe dla mężczyzny. Mamy dorosłego człowieka, sprawnie myślącego. Osobę, która często wykonuje bardzo skomplikowane czynności np. w pracy zawodowej. I zakładamy, że przerośnie go wstawienie prania. Gdzie tu logika? Coś wam zdradzę. Wiecie, kto u nas w domu lepiej sprząta? Mój mąż. Robi to sprawniej, efektywniej, dokładniej. Tak się jednak złożyło, że jego praca przynosi więcej dochodu niż moja, dlatego wspólnie zadecydowaliśmy, że osobą zarządzającą domem będę ja. Dlatego to ja umawiam lekarzy, tworzę listy zakupów itd. A sprzątanie ogarniamy wspólnie – w zależności od potrzeb i rozkładu dnia.

Nie jest łatwo żyć na partnerskich zasadach, bo wciąż siedzą w nas inne wzorce, które obserwowaliśmy – warto jednak pamiętać, że partnersko nie znaczy porówno. Nie licytujemy się, kto więcej razy wyniósł śmieci. Parnerstwo to wspólnie podejmowanie decyzji w sprawach ważnych. Dlatego mąż pracujący zawodowo, a żona zajmująca się stereotypowo domem i dziećmi, może być związkiem partnerskim – o ile obojgu taka sytuacja pasuje. I tak uważam, że nawet w takiej sytuacji warto aby ewentualne dzieci widziały, że ojciec też sprząta (taki element wychowawczy), ale to już inna sprawa…

Dziewczyny, a wy co myślicie?

  • Renata

    Można powiedzieć ” lubię zmywać!! „.Zawsze tak było. Już jako dziecko to robiłam,nawet dość dobrze. Pranie też lubię, pamiętam Franię (to taka fajna pralka). Z kolei nie cierpię prasowania! Robię to raz na tydzień lub dwa gdy już nasklada się spora część. Ale cóż trzeba to zrobić! Jeśli chodzi o mieszkanie to owszem jak mam czysto to jestem zadowolona i odpoczywam. Bałagan mnie irytuje i męczy! Jak coś jest po mojej myśli zrobione to mam satysfakcje. Właśnie biorę się za mycie podłogi ,później schody i reszta. Lubię też brak okruchów na pościeli ( zawsze mówię ” że jestem Królewną na ziarnku grochu”).

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest