Keep calm and dance salsa, czyli taniec naprawdę zmienia życie!

Ci, którzy zaglądają na nasz Instagram lub Facebook wiedzą, że od jakiegoś czasu chodzimy na salsę. Spontanicznie postanowiłam wam napisać dziś na ten temat – nie ośmielę się twierdzić, że taniec jest receptą na depresję, ale zdecydowanie jest pewnikiem na poprawę humoru. Gotowi?

Zaczęło się od tego, że już od dłuższego czasu szukałam sobie jakiegoś zajęcia. Czegoś, co by oderwało moje myśli od codziennej rutyny. Jak pewnie wiecie ostatnia jesień i zima była dla mnie wyjątkowo ciężka i w końcu zakończyła się wizytą u psychiatry i zdiagnozowaną depresją. Wiedziałam, że muszę uporządkować swoje życie, a nawet przewrócić je do góry nogami.

Szukam

Niedawno zostałam mamą po raz drugi i chociaż uwielbiam swoje dzieci, to wiedziałam, że potrzebuję od nich odskoczni (#patomatka). Tak nam się pewne sprawy ułożyły, że udało mi się wrócić do naszej rodzinnej firmy na wiosnę. Miałam ten komfort, że Leosia była pod opieką babci, a z racji tego, że pracuję z mężem w razie potrzeby mogłam rzucić wszystko i zająć się malutką. Wstawałam więc rano z myślą, że mam po co się umalować i założyć coś innego niż spłowiałe dresy. Czekały na mnie ciekawe wyzwania zawodowe, trochę stresu i wytęsknione powroty do dzieci. Było dobrze, ale wciąż mi czegoś brakowało. W domu byłam przede wszystkim mamą, w pracy pracownikiem. Nadal szukałam czegoś tylko dla mnie.

Myślałam, że okazjonalne wyjścia do kosmetyczki, do fryzjera czy na zakupy zaspokoją tę moją potrzebę – nie umiałam jej do końca nazwać, ale wiedziałam, że coś musi się zmienić. Zaczęłam się zastanawiać nad jakimś kursem. Rozważałam naukę nowego języka, zastanawiałam się też nad kursem fotografii, ale nic sensownego nie było w naszej okolicy. Myślałam też o studiach, ale te dopiero miały ruszyć w październiku – a płacić zaocznie za pięć lat nauki, gdy mogłam zdobyć tę wiedzę za darmo w internecie (taki kierunek) trochę mijało mi się z celem. I tak pewnego wieczora przyszedł do mnie mail z informacją o rozpoczynającym się kursie sexy dance. Zajęcia miały ruszyć następnego dnia i ja spontanicznie się zapisałam.

To było tylko półtorej godziny tygodniowo, ale zmieniło moje życie. Przede wszystkim robiłam coś tylko dla siebie, uczyłam się nowych rzeczy i do tego to był taniec! Poznałam fajne dziewczyny i wiedziałam, że muszę zostać w Timbaila na dłużej. Akurat ruszał kurs salsy w parach od podstaw, więc mimo oporów Edwina zapisałam nas i zaciągnęłam na zajęcia. I zaczęło się!

Po co nam ta salsa?

Nie jestem urodzoną tancerką. W najlepszym wypadku idzie mi średnio, a przecież uczymy się dopiero podstaw, ale ile mi to daje frajdy i satysfakcji! Przede wszystkim uczy mnie to jednak wytrwałości. Do tej pory z łatwością rezygnowałam ze wszystkiego, gdy tylko mi się powinęła noga. Tu dawała o sobie znać osobowość depresyjna i niskie poczucie własnej wartości: nie wyszło ci od razu, widać nie nadajesz się do tego, po prostu jesteś beznadziejna. Na zajęciach jednak uczę się radzić sobie z krytyką. Duża zasługa w tym naszych nauczycieli – chyba po raz pierwszy w życiu poczułam, że przekazane wskazówki nie są próbą zgnojenia mnie (i nie winię tu innych, to mój pokręcony umysł tak działał), a faktycznie chęcią nauczenia mnie czegoś nowego. Nawet gdy na jednych zajęciach nie szło mi i nie mogłam załapać nowego kroku, to powtarzałam sobie go później w domu i na następnym spotkaniu już wychodziło!

Dawno temu oglądałam Taniec z gwiazdami. Zawsze śmieszyło mnie, gdy jakaś celebrytka opowiadała jak to taniec zmienił i dopełnij jej życie. Tratatata, takie gadanie tylko do kamery. Odwołuję. Taniec, nawet w stopniu tak amatorskim i hobbystycznym jak to jest u nas, naprawdę zmienia życie. Po zajęciach czuję jakby mi ktoś w żyłę wstrzyknął potężną dawkę endorfin, która utrzymuje się jeszcze przez kilka dni.

Nie zapominajmy też o ruchu! Człowiek młody, to głupi był. Pamiętam jak w liceum prosiłam tatę, żeby załatwił mi zwolnienie z zajęć wychowania fizycznego, bo przecież co będę grać w siatkówkę, jak w tym czasie mogłabym się uczyć do matury. Tata, były zapaśnik, nie zgodził się i teraz jestem mu za to wdzięczna, chociaż wtedy tego nie rozumiałam. Wiadomo, że wf w polskiej szkole nie zawsze jest fajny, ale teraz widzę, jak bardzo potrzebny nam jest ruch i to ruch zorganizowany. Niby przez te lata liznęłam trochę pilatesu, czasem zmotywowałam się do kardio ale były to tylko chwilowe porywy (a dupa rosła). Odrzucając nawet aspekt chudnięcia, to po prostu ruch naprawdę daje radość, pomaga zwalczyć stres i dodaje energii.

Na salsę chodzę z mężem i uważam, że to jeden ze sposobów na ożywienie związku. Nie jest to może do końca randka, bo jednak towarzyszy nam grupa innych osób i tańczymy nie tylko ze sobą, ale jednak! To przecież nasz czas we dwójkę bez dzieci i bez pracy! Robimy wspólnie coś nowego, coś czego wcześniej nie znaliśmy – jest trochę lęku, dużo ekscytacji i świeżości. Na zajęciach stykamy się też z nowymi ludźmi i to też zwalcza trochę naszą codzienną rutynę.

No i nie zapominajmy o najważniejszym: mogę się wytańczyć. Zawsze to lubiłam, a do tej pory miałam okazję tańczyć tylko na weselach – w najlepszym razie raz w roku, a i to nie zawsze. Troszkę żartujemy sobie z Edwinem, że mamy kryzys wieku średniego: gdy nasi rówieśnicy dopiero zakładają rodziny, my już jesteśmy zmęczeni codzienną rutyną, na którą składają się dzieci, dom, praca. Jest w tym gorzka nuta prawdy, zwłaszcza w moim przypadku, bo zawsze byłam grzeczną dziewczynką, która nigdzie nie wychodziła i wreszcie, chociaż już od dawna dorosła, mogła urwać się ze smyczy.

Ja na zajęcia chodzę do szkoły salsy i tańców kubańskich – TIMBAILA. Wszystkim z okolic Piotrkowa Trybunalskiego gorąco polecam – i nie jest to wpis sponsorowany – nie pożałujecie!

Tańczycie coś? Chcielibyście? I jakie jest wasze zdanie w związku z odświeżaniem relacji w związku poprzez taniec? Piszcie!

  • Renata

    To po tacie masz !!!On też uwielbia tańczyć! Chociaż stwierdzam ,że cała nasza rodzina lubi poskakac troszkę więcej niż inni. Podobno jest tak, że „jak para zgadza się w tańcu, to w innych rzeczach też jest nieźle”

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest