Nasza majówka w Sianożętach.

Wyobraź sobie taką chwilę: wstajesz niespiesznie, nie myślisz o pracy, terminach i o klientach. Masz czas na spokojne ubranie się, bo nie musisz pędzić przez miasto by zaprowadzić dziecko do przedszkola. Całą rodziną możecie zjeść śniadanie. Każdy znajdzie coś, co lubi: jajecznica dla Leosi, płatki dla Mai, mama śniadanie we włoskim stylu, czyli kawa i słodkie, a dla taty wszystkiego po trochu. A potem idziecie na plażę.

Taka była właśnie nasza majówka. Bardzo spokojna, wręcz leniwa. Z przerwami na książkę i przytulanki. Zacznijmy jednak od początku.

Podróż nad morze z niemowlakiem

Do Hotelu Imperiall w Sianożetach mieliśmy ponad 500 km. Nauczeni doświadczeniem z poprzedniego wyjazdu postanowiliśmy przedłużyć sobie urlop, wyjechać wcześniej i zrobić sobie długi przystanek w Bydgoszczy. W ten sposób Leosia spokojnie zniosła podróż, a my mogliśmy podziwiać piękne polskie krajobrazy nie goniąc nigdzie w biegu. Tu mam dla was małą sugestię: jeśli macie taką możliwość, koniecznie wybierzcie trasę przez Drawieński Park Narodowy. Jest to jedna z piękniejszych tras, jaką miałam okazję widzieć. Żałuję, że nie zaplanowaliśmy wcześniej zjazdu do jakiegoś punktu widokowego, ale nic nie szkodzi, bo jestem pewna, że wrócimy w tamte rejony. Rzadko zdarza się, żeby jakiejś miejsce wywołało we mnie wzruszenie, tymczasem w czasie jazdy przez ten park łzy spływały mi po policzkach.

Droga powrotna niestety prowadziła prosto do domu i mimo kilku dłuższych przystanków, końcówka trasa była trudna dla Leosi.

Plaża, dzika plaża.

Niesamowite jest to, jaką ogromną radość potrafi dzieciom sprawić zwykły piasek. Maja była w tym roku przygotowana i zabrała ze sobą sprzęt w postaci wiaderka oraz łopatki. Z hotelu mieliśmy bodajże 50 metrów do plaży i to do bezpośredniego zejścia bez schodów i chętnie korzystaliśmy z tej możliwości.

To był też pierwszy raz Dzidzi z piaskiem i Leosia była zachwycona. Trochę piasku wylądowało oczywiście w buzi, ale w końcu wszystkiego trzeba spróbować, a przynajmniej taka jest aktualna domena życiowa naszej młodszej córki.

Plaża w Sianożętach to piękne miejsce, a my z przyjemnością korzystaliśmy z tego, że nie jest zawalona tłumem ludzi. Niestety, jednego dnia okrutnie wiał wiatr i mimo słonecznej pogody szybko uciekliśmy do hotelu Imperiall Resort & MediSpa. Nie mieliśmy jednak czego żałować, bo i tam czekały na nas ciekawe atrakcje. Leosia po raz pierwszy była na basenie! W moim rodzinnym mieście woda w brodziku dla dzieci jest zimna i trochę bałam się zabrać tam naszą córkę. W Imperiall Sianożęty niecka basenu jest podzielona na kilka stref, w tym tę dostosowaną specjalnie dla najmłodszych: 50 cm głębokości i cieplutka woda. Leosia była bardzo zadowolona, a Maję to z trudem można było ściągnąć z powrotem do pokoju. A jak już ściągnęliśmy ją z basenu, to biegła na wspaniale wyposażoną salę zabaw, w której sympatyczne animatorki zapewniały ciekawe atrakcje.

Co można robić w okolicy?

My zdecydowaliśmy się na urlop w stylu slow. Zamiast ganiać po okolicznych atrakcjach woleliśmy po prostu pospacerować po plaży i spędzić ze sobą czas. Zresztą byliśmy tam tylko 3 dni, a sam hotel też skutecznie dostarczał nam wrażeń. Udało nam się jednak wybrać na krótką wycieczkę do Kołobrzegu – mama zapomniała spakować Leosi odpowiednich pieluch na basen. Niestety. tego dnia lało okrutnie więc musieliśmy zrezygnować ze spaceru po molo i oglądania Latarni Morskiej. Zjedliśmy za to pyszne burgery w Masarnia Burger Bar. Wnętrze i obsługa w stylu fast-foodowym, ale frytki oraz burgery przepyszne.

Spragnieni miasta mogą się wybrać do Koszalina. Zdecydowanie polecamy też odwiedzić latarnię w Gąskach. Więcej o obu atrakcjach przeczytasz w tym wpisie: Jesień nad morzem.

Gdy pisałam ten wpis, Maja zaglądała mi przez ramię i poprosiła o pokazanie zdjęć. Z radością wspominała pobyt i pytała, kiedy znowu pojedziemy nad morze. Cóż, chyba nasze niesezonowo wypady nad Bałtyk staną się nową, rodzinną tradycją.

 

Gdzie spędziliście majówkę? Lubicie Bałtyk? Dajcie znać w komentarzu!
Wpis powstał przy udziale Imperiall Sianożęty.
  • Cudne fotki!
    My nad morze, jak jechaliśmy, zrobiliśmy 830km – równo od granicy południowej do północnej 😉

  • Aj ale cudnie:) uwielbiam morze. Plaża bez dodatkowych rozrywek mi wystarcza- najchętniej bywam tam poza sezonem

    • Ja też zdecydowanie wolę poza sezonem.

  • Miniowe Szczescie

    Do Sianozet jezdzilam jak bylam nastolatka I mam bardzo mile wspomnienia, a z Bydgoszczy pochodze I kocham to miasto.
    Nad polskie morze wybieramy sie w lipcu 🙂

  • Zdecydowanie Bieszczady. Ale w lato planujemy nad morze motorem <3

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest