Jak naturalnie wspomóc się w walce z chorobą?

Zastanawiam się, jak to możliwe, że w dzieciństwie nie przeszkadzało mi chorowanie. Może miało to związek z moją miłością do książek, a skoro leżenie przez cały dzień w łóżku umożliwiało nadrobienie zaległości w lekturze… Teraz jednak chorować nie znoszę. Po pierwsze, jestem mamą, a od tego nie ma wolnego. Dołóżmy do tego zwyczajny młyn w postaci domu, pracy i jakiś dodatkowych zadań (np. przeprowadzka i oddanie starego mieszkania), a choroba jest ostatnią rzeczą, o której marzę. Nie lubię też jak chorują dziewczynki. Maję i Leosię również męczy ten stan. Zwłaszcza gdy za oknem budzi się wiosna i można wyciągnąć rower z garażu, żeby ruszyć na pierwsze wojaże.

Jak na złość i wbrew moim usilnym staraniom, właśnie jesteśmy chore. Przez cały sezon udawało mi się uchronić moje panienki przed poważnymi infekcjami. Jedynie Maja od czasu do czasu przynosiła katar z przedszkola. W momencie, gdy naprawdę nie mam czasu na chorowanie (nieważne czy moje, czy którejś z dziewczynek), oczywiście musiało się przypętać jakieś paskudztwo.

W walce z infekcjami staram się w dużej mierze kierować naturalnymi sposobami . Jednym z nich jest odpowiednia dieta, a właściwie odstawienie kilku produktów na czas chorowania.

Czego lepiej nie jeść, gdy się jest chorym?

• SŁODYCZE – chociaż mój tato regularnie tłumaczy mi, że najlepiej jakbym całkiem odstawiła słodkie, ja jednak nie potrafię sobie odmówić czekolady, świeżego pączka z pysznym nadzieniem albo tiramisu. Lubię też wymyślać zdrowe słodycze dla dziewczyn w domu. Jednak jeśli czasem warto zrezygnować chociaż na chwilę ze słodyczy, to właśnie na czas choroby. Dlaczego? Zjadanie cukru może chwilowo hamować zdolność białych krwinek do walki z bakteriami.

• SOK POMARAŃCZOWY – jak to? Przecież to same witaminki, powiecie. Jednak lepiej zrezygnować z tej porcji witamin gdy boli nas gardło albo męczy kaszel. Sok podrażnia śluzówkę gardła, co sprawia nam dodatkowy ból i wydłuża proces leczenia.

• OSTRE PRZYPRAWY – jeśli właśnie męczy nas katar i zużywamy paczkę chusteczek na godzinę, potrawy z dodatkiem chili tylko pogorszą nasz stan. Z drugiej strony, jeśli to zatkany nos jest naszym problem, mocno doprawione danie może pomóc.

• MLEKO – kiedyś słyszałam, że nabiał powoduje większą produkcję flegmy. Profilaktycznie, gdy Maja miała teraz zapalenie płuc (a ja oskrzeli) ograniczyłam ilość spożywanego mleka w naszej diecie. W przypadku Mai było to dość drastyczne, bo młoda potrafi wypić nawet 1 litr mleka dziennie, nie wspominając o jogurtach i serkach!

Przygotowując się do tego wpisu znalazłam informację, że nie ma jednoznacznych badań wskazujących na powiązanie mleka z produkcją flegmy, jednak niektórzy mogą odczuć poprawę. Mai na pewno nie zaszkodziło, bo już tydzień później lekarz stwierdził, że jest zdecydowanie lepiej i nie musi brać następnego antybiotyku.

• Gazowane napoje – bardzo rzadko zdarza nam się pić słodzone, gazowane napoje – w innych domach jednak zgrzewka znanego napoju musi być zawsze dostępna. Jeśli nie przeraża was ilość cukru w tych produktach, to zrezygnujcie z nich chociaż na czas choroby. Takie napoje powodują odwodnienie, cukier spowalnia leczenie, a w zamian nie przynoszą nic dobrego.

Skoro wiemy już, czego lepiej unikać, to może są jakieś produkty, które pomogą nam szybciej wyzdrowieć?

Co jeść przy przeziębieniu?

  • CZOSNEK – pewne badanie wykazało, że ludzie którzy regularnie spożywali czosnek w listopadzie i grudniu chorowali znacznie rzadziej niż ludzie, którzy się od czosnku trzymali z daleka. Już pisałam wam, że czosnek dodaję do bardzo wielu dań: fajnie podkręca smak, a dodatkowo wzmacnia odporność. Najlepszy jest spożywany na surowo, ale spróbujcie namówić sześciolatkę do zjedzenia surowego czosnku. Co do Leosi – daj jej coś do jedzenia, a młoda powie: „challenge accepted”.

  • HERBATA – napoje gazowane z poprzedniego akapitu zamień na herbatę. Każdy rodzaj herbaty. Tak – nawet „niemodna” czarna herbata, zawiera substancje, które walczą z wirusem grypy. Mój mąż, który herbaty generalnie nie pija, od jakiegoś czasu jedną filiżankę kawy zastępuje zieloną herbatą. W naszym domowym chorowitym apogeum on jeden nie zachorował. Przypadek? Nie sądzę*.

  • PAPRYKA – sok z pomarańczy zamień na wielki gar leczo! Jedna papryka aż dwukrotnie pokrywa dzienne zapotrzebowanie kobiety na witaminę C.

  • MARCHEWKI i BATATY – te pomarańczowe warzywa są pełne witaminy A, która wzmacnia naszą odporność. Wydaje mi się, że tej zimy zużywaliśmy co najmniej kilogram marchewki dziennie: w surówkach, gulaszach i zupach. Leosia generalnie gardzi niemowlęcymi słoiczkami, ale pieczone warzywa wsuwa jak szalona. A bataty i marchewki idealnie się do tego nadają!

  • CZYSZCZENIE NOSA – najlepiej roztwór soli morskiej. Nie wysusza, jest na bazie naturalnych składników, pomaga wyczyścić małe i duże nosy :). U nas działał Rhinoton Spray.

Wypisałam tu tylko kilka rzeczy, które osobiście wypróbowałam z moją rodziną. I chociaż teraz właśnie chorujemy, to generalnie ten sezon oceniam bardzo dobrze; zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że mamy w domu przedszkolaka.

Jak wygląda wasza dieta w czasie choroby? Rezygnujecie z czegoś? Stawiacie na babcine sposoby? Jeśli tak, to jakie? Napiszcie w komentarzu.

*Odporność to nie taka prosta sprawa i składa się na nią wiele czynników.

Wpis powstał we współpracy z firmą Krewel Meuselbach, producentem wyrobów medycznych na bazie wody morskiej: Rhinotonu i Aspectonu Spray (dla dorosłych i dzieci od 8. roku życia).

Tekst prezentuje jedynie zdanie autorki i ma jedynie charakter informacyjny. Nie może być traktowany jako porada medyczna lub farmaceutyczna.

  • U nas rewelacyjnie się sprawdza syrop z czarnego bzu 🙂

  • Szczypta o Mnie

    U nas odporność szczególnie starszej córci jest na medal ostatnio chorowała w marcu 2015 roku kiedy to infekcja zakończyła się antybiotykiem, młodsza chorowała zdecydowanie częściej, ale jest to nie jakie usprawiedliwienie uczęszcza pierwszy rok do żłobka. A co stosujemy w okresie od października do kwietnia pijemy tran, czystek, codzienne spacery. A gdy na horyzoncie pojawia się pierwszy oznak choroby w ruch idzie syrop z czosnku, miodu i cytryny i wybronił nas już wiele razy. Czasem włączamy inhalację ale z 1 ząbku czosnku i cebuli zagotowane w garnku taki garnek gorący wędruje pod kołdrę gdzie chorowitek rozebrany siedzi i wdycha i wypaca się. Odkryciem tego roku jest naturalny syrop Febricold

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest