W okowach codzienności – jak rozchodzą się małżeństwa.

Ona i On. Tak bardzo zakochani. Ledwo co się rozstaną po udanej randce, a już do siebie dzwonią. W ciągu dnia wysyłają do siebie niezliczoną ilość smsów i odliczają minuty do następnego spotkania. Z czasem przechodzą w kolejne etapy związku: stają się mężem i żoną, później tatą i mamą. I jedyne co sobie piszą, to przypomnienia by kupić dla dziecka pieluchy…

Wczoraj Budująca Mama napisała fajny tekst, z którym się zresztą zgadzam. Tak się złożyło, że skończyły mi się tabletki do zmywarki, a wiadomo, że najlepiej się myśli przy zlewie pełnym naczyń. Tak więc stałam sobie zmywając i zaczęłam się zastanawiać, co może sprawić, że z pozoru udane małżeństwo oddala się od siebie.

Weźmy taką stereotypową polską rodzinę. On pracuje, ona zajmuje się domem i dziećmi. Mimo że mamy tu dość typowy podział, zakładam, że ich obowiązki są równie ważne. Jak wygląda dzień takiej rodziny?

Pełne zamieszania poranki, bo to śniadanie trzeba zrobić, uszykować siebie i dzieci do pracy. Znaleźć tę fakturę, co to On ją gdzieś położył ale nie może znaleźć. Czasu na rozmowę za bardzo nie ma. Ona pewnie wzdycha z ulgą, gdy On wychodzi do pracy zabierając przy okazji syna i córkę do szkoły. Wreszcie może w spokoju wypić kawę, o ile najmłodszy potomek jej na to pozwoli. Jak wygląda typowy dzień takiej mamy pewnie dobrze wiecie: sprzątanie, gotowanie, spacerki, zabawa z dzieckiem. Czasem niemowlę nie ma humoru i ledwo uda się zrobić makaron z sosem na obiad. W takich dniach Ona marzy tylko o tym, by na chwilę wyrwać się z więzienia, tfu, z domu. Gdy więc On wraca, wciska mu najmłodsze w ręce i wychodzi. Może jej się udało umówić z koleżanką na kawę, ale wątpię. Stereotypowa Ona ucieka do Biedronki by przy okazji zrobić zakupy na cały tydzień. Wraca do domu, jedzą kolację, kładą dzieci spać i padają zmęczeni przed kolejnym odcinkiem serialu tefałen. Lub M jak Miłość, co kto lubi.

Może też być inaczej. Jej się wszystko udało: i dzieci wybawione, i obiad zrobiony. Nawet ciasto jest. Z utęsknieniem czeka na Niego przebierając nóżkami. A tymczasem Jego w pracy zjechał szef. Znowu coś popsuło się w samochodzie i trzeba będzie zapłacić kilka stów mechanikowi, a to nowe zlecenie nie wyszło. Wraca więc do domu załamany jak stary dach i jedyne na co ma siłę, to legnięcie na kanapie z piwem w ręce przed telewizorem. Ona nie protestuje. W końcu widzi, że zmęczony. A zresztą Legia gra teraz w Lidze Mistrzów, to niech ma.

I tak mijają im dni. Ona uświadamia sobie, że ostatnio na randce byli, hmm, chyba na rocznicę poszli do kina, ale właściwie to nie pamięta. Może by się udało coś zorganizować, ale łatwo nie jest. Jedna babcia przecież pracuje. Druga może by i mogła, ale sprowadzać ją 200 km na jeden wieczór? W końcu po studiach zostali w Warszawie, chociaż jego rodzice zaproponowali im działkę na budowę. Może można by wynająć nianię, ale to koszty, a poza tym trudno znaleźć kogoś sprawdzonego. Z resztą Ona dopiero co nauczyła się zostawiać najmłodsze ze swoją mamą, gdy musi iść do lekarza, a miałaby zostawić małą z kimś obcym?

To może w domu coś wymyślą? Położy się dzieci spać, otworzy się wino, obejrzy film…Najstarszy tego dnia wraca do domu z gorączką i zaraża obie siostry, Noc nieprzespana, owszem, ale spędzona na ściąganiu glutów najmłodszej i pilnowaniu starszych.

Dni zamieniają się w tygodnie, Zaczyna się nowa pora roku. Oni żyją ze sobą dobrze. Nie kłócą się, dzielą się obowiązkami. Rozmawiają o wszystkim, ale nie o sobie. O zebraniu w szkole, o lekach na odporność, o rachunkach i nowym samochodzie. W każdym zbiera jakiś ukryty żal, niewypowiedziane słowa i pretensje. Bo on miał zawieźć syn na basen, a zapomniał. Bo ona miała zapłacić ratę, ale wyleciało jej z głowy. Bo mieli iść do restauracji, ale jemu wypadły nadgodziny. I tak coś ich gniecie, jakby kamień w bucie, ale ciągle nie mogą porozmawiać. Zamknięci w okowach codzienności.

  • Ta… coś w tym jest. Nie trzeba „grubych” spraw, by się rozejść. za przeproszeniem ściąganie głupich skarpetek w „kulki” przez męża przez X lat może doprowadzić do rozwodu. Każdy ma inną granicę wytrzymałości. A nie raz to widziałam „proponowany post fb” z artykułem pt.:”Poszli do ślubu jako dziewica i prawiczek. Tydzień po ślubie a oni chcą się rozejść”? Każdy powód jest dobry. Chociaż chyba ten, który Ty podałaś jest najgorszy, bo to jest po prostu zwykłe zaniedbanie. I tutaj obie strony są tak samo cholernie winne, bo obie zaprzepaściły szansę na piękną rodzinę (o której niektórzy marzą!)

  • Warto choc czas na milego smska lub buziaka bardziej namietnego znaleźć . Chociaż b.łatwo wpasc w rutynę. Fakt

    • A taki sms, to bardzo prosta i szybka rzecz, a już pokazuje, że pamiętamy o drugiej stronie.

    • a propos smsa:
      Kiedyś, na początku, chciałam tak niespodziewanie zadzwonić do niego, kiedy był w pracy. On pracuje przy maszynach na co dzień, więc głośno ma.
      Odbiera tel. ode mnie a ja mu tam mówię, czy pamieta naszą ostatnią noc, bla, bla, bla… a on przy tych maszynach, cały z pyłu drzewnego słucha jak mu szczebioczę do ucha. Potem w domu mówił, że myślał, że padnie tam. Taki z du** był ten mój telefon 🙂

    • Hahaha, dobrze, że koledzy nie słyszeli 😀

  • Niestety taka jest prawda… o związek trzeba dbać cały czas, ale często o tym zapominamy :/

    • Wpadamy w rutynę. Niby jest nam dobrze i bezpiecznie, ale jednak może się źle skończyć.

  • Ja to się w tych okowach codzienności czasem zatracam, cóż poradzić. Ostatnio żyjemy w biegu, ciągle coś do roboty, dzieci na pierwszym miejscu, a my gdzieś ponad tym wszystkim. Proza życia wtargnęła w nasz związek, niemniej dajemy radę :).

    • To najważniejsze! Tu nie chodzi o to, żeby zaraz rzucić wszystko i we dwójkę lecieć do Paryża, a raczej żeby w tym natłoku zajęć nie zapomnieć o sobie.
      Chociaż Paryżem bym nie pogardziła 😉

  • Uważam, że czas dla siebie oraz rozmowy są czymś co pozwala dać sobie poczucie bezpieczeństwa. Nie rozumiem par, które potrafią milczeć przez kilka dni, nie odzywać się do siebie. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa.

  • I tak jest… Ja tam pilnuję kurcze, by tabsy do zmywarki zawsze były… ?

    A tak serio, to wiadomo, że nie zawsze „idzie”, ale Dużo zalezy od tego, czy są jakiekolwiek przemyślenia w temacie… Nawet przecież wybierajac pieluchy, można spojrzeć w oczy i uśmiechnąć się do siebie, tak po prostu. Byle nie za późno. Chyba najgorzej jest przywyknąć do bylejakości i nic z tym nie robić…

    • Leon na antybiotyku więc nie mam kiedy wyskoczyć po tabletki 😉 A męża nie chcę wysyłać – wolę żeby wrócil do domu właśnie i posiedział trochę z nami 😉 Raz na jakiś czas mogę pozmywać ręcznie 😀

    • Mój mąż ogarnia zmywarkę zazwyczaj. To w sumie, psmiętając o tabletkach, mogę odhaczyć, że robię coś dla niego 😉 /żarcik

      Aż tak Was rozłożyło? A Tobie lepiej?

    • Już jest znacznie lepiej. Ma dostać antybiotyk jeszcze dziś i jutro – pojechałam z nią od razu do lekarza, bo katar nie chciał schodzić. No i powiedziała, że wszystko zawalone i zaraz tu będzie zapalenie oskrzeli. Niezbyt uśmiechało mi się dawania antybiotyku, ale to lekarka, która leczyła mnie i mojego brata od urodzenia i generalnie jej ufam.
      Ze mną lepiej. Kurkuma, miód i cytryna dały radę. Jeszcze trochę się katarzę, ale to już końcówka.

    • Moja Sara miała katar w drugim tygodniu życia (teściowie wiecznie okna otwierali i przeciągi były, więc stąd). Myślałam, że padnę, bo trzymało ją prawie dwa tygodnie, a nic żeśmy nie mogli dawać, tylko kropelki do nosa. Zdrówka życzę!

    • Bidulka! Katar u takiego maleństwa…

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest