Kupa w restauracji

Nie jestem typem mamy, która chciałaby się zamknąć w domu. Słyszałam o kobietach, które przez pierwsze pół roku życia dziecka nie wyszły do ludzi (z dzieckiem). To jednak nie moje klimaty. Jak tylko nabrałam sił, zaczęłyśmy wychodzić z naszą drugą córką na spacery. Gdy skończyła trzy tygodnie zaczęliśmy bywać wśród ludzi. Jedynie moja intuicja przemawia za wspomnianymi trzema tygodniami: nie zawsze da się powstrzymać przed pogłaskaniem małej po rączce lub główce, więc ze względu na potencjalne zarazki wolałam chwilę poczekać.

W tym tygodniu zamierzamy zjeść kolację na mieście: całą czwórką. Gdy zastanawiałam się gdzie by tu zjeść, uświadomiłam sobie straszną rzecz. Nie kojarzę miejsca, w którym oferowano by przewijak dla dziecka! A przecież wiele z tych restauracji ogłasza się jako przyjazne rodzinom. Nie liczę tu McDonald’s i knajp w galerii handlowej –  przewijaki są, ale niekoniecznie mam tam ochotę spędzić czas. Ba, wiele toalet swoim stanem budzi grozę. Rozrzucone ręczniki papierowe, mokra podłoga…Często otwieram drzwi łokciem, bo boję się dotknąć klamki. Nie wiem, czy to tylko ja tak trafiam w naszym mieście, czy to większy problem. Przypuszczam, że w większych miastach znajdą się porządne restauracje dla rodzin z dziećmi, ale trafi się też na takie, w których faktycznie nie ma, gdzie dziecka przewinąć.

Pamiętam, jak jakiś czas temu było głośno o kobiecie, która przewinęła dziecko na restauracyjnym stoliku. Komentarze były ostre i z jednej strony się nie dziwię. Sama bym tak nie zrobiła. Jednak patrząc na wyposażanie restauracji trochę się nie dziwię. Bo, gdy pójdę na tę kolację, to co mam zrobić, gdy nie ma przewijaka? Jeśli wezmę ze sobą wózek, mogę niby przewinąć w nim, ale to też może komuś przeszkadzać. Może powinnam wyjść z dzieckiem do auta? Ale czy o to chodzi w chodzeniu do restauracji? Pozostaje mieć nadzieję, że akurat młoda postanowi przez te godzinę czy półtorej nie brudzić pieluchy…

Matki karmiące piersią walczą o akceptację publicznego karmienia. A ja tak sobie myślę, że już dużo udało się uzyskać w tej kwestii. Może zamiast tego skupmy się na tym, co dotyczy każdego rodzica  nieważne w jaki sposób karmi. Półtora roku karmiłam piersią starszą córkę, młodszą karmię miesiąc – nigdy nie chowałam się po łazienkach, gdy musiałam je nakarmić. Za to nie każdy lokal oferował mi możliwość przewinięcia dziecka w takich warunkach, które byłyby komfortowe dla reszty gości oraz dziecka. Rodziców butelkowych też to dotyczy.

Może więc zacznijmy chwalić te obiekty, które spełniają pewne standardy a piętnujmy te, które niejako „zmuszają” młode matki do siedzenia w domu – bo faktycznie jedyną możliwością pozostaje przewinięcie dziecka przy stoliku?

Ps. Oczywiście miejsca, które stosują politykę TYLKO DLA DOROSŁYCH wspomniana rzecz nie dotyczy. Jeśli jednak właściciel zaprasza dzieci do obiektu, to niech oferuje porządne warunki.

  • Może jestem staroświecka, ale nie widzę problemu w tym, żeby wyjść na chwilę z dzieckiem na parking do samochodu i je przebrać. Uważam, że przebieranie dziecka w wózku gdzieś na uboczu byłoby lepiej przyjęte niż przebranie go na stoliku, na którym ktoś postawi talerz z jedzeniem…

    • Ja sie z toba zgadzam w tym sensie, ze nie polozylabym dziecka na stole etc. Za to zanim pojde na ten parking, zwroce uwage, ze przydalby sie przewijak. Taka moja mala krucjata 🙂

  • To prawda. Problem braku miejsca, by dziecko spokojnie przebrać czy nakarmić… Ja nie jestem typem matki, która bez pardonu przy stoliku pokaże cyc na wierzchu i będzie wymachiwać pięścią, by się od niej wszyscy od…pipinkolili, mówiąc delikatnie. Nie, ja nie z tych wojujących, chociaż rozumiem pobudki. Ja naprawdę z chęcią chodziłabym do restauracji, która oferuje nie tylko przewijak ale też ustronne miejsce do karmienia. Chyba na palcach jednej ręki można policzyć matki, które nie miały problemów z karmieniem – takich czy innych. Chcesz wyjść, ale nie możesz, bo wiesz, że dziecko na mieście nie zje Ci z piersi. Często nawet z butelki nie zje: jest tak ciekawe świata, że kosztem jedzenia chce go poznawać. A potem walczysz z głodnym złośnikiem. Chcesz tego uniknąć – zostajesz w domu. Gdyby knajpa miałaby na zapleczu swobodne miejsce (które nie byłoby okropnym kiblem lub palarnią), by kobieta mogła w spokoju nakarmić i przewinąć, w restauracjach roiłoby się od rodzic nawet z malutkimi dziećmi.

    • Ja też się staram nie epatować biustem. To jak karmię zależy od okoliczności, mojego stroju i nastroju Lei. Często jest tak, że mogę swobodnie nakarmić ją, gdy siedzę ze znajomymi przy stole i nic nie widać. Ale jeśli młoda zaczyna się wiercić, albo mam złą bluzkę, to się odwracam, przesiadam a czasem nawet wychodzę do innego pokoju.

  • Rzeczywiście to jest problem. Synek ma już 9 miesięcy i właściwie nigdy nie byliśmy z nim w restauracji. Nawet chrzciny w końcu zrobiliśmy w domu u teściów (zamówiliśmy catering), bo nie udało się nam znaleźć miejsca, w którym znalazłby się choćby jakiś ustronny kąt. Przekonałam się, że miejsca polecane jako przyjazne małym dzieciom zwykle oferują jedynie wysokie krzesełko do karmienia i… tyle 🙁

    • Przykre to. I to jest według mnie większa dyskryminacja rodziców jako takich, niż nawet te krzywe spojrzenia rzucane kobietom karmiącym publicznie.

  • Zawsze wychodziłam do auta, tam przewijałam, by nie narażać innych , bo nie każdy ma ochote patrzeć na brudna pieluszkę. Poza tym ja tez nie mam ochoty by pół restauracji oglądało gołą pupę mojego dziecka. Do przewijaków nie mam szczęścia, bo albo ich brak albo odrażają swoim wyglądem.

    • Też bym nie chciała afiszować się z tą pupą i brudną pieluchą. Dlatego właśnie zastanawiałam się nad rozwiązaniem.

  • Nie miałam okazji przebierania Młodej w miejscach publicznych:) Dziecię moje przeważnie grubsze sprawy robiło w domu:) Masz jednak rację, jeśli już dzieci są w lokalu mile widziane, powinny być dla nich i rodziców udogodnienia w formie miejsca do przebrania, przede wszystkim.

    • To miałaś szczęście 🙂 Leon potrafi zużyć trzy pieluchy pod rząd więc zaczęłam się zastanawiać, co ja w takiej knajpie mogę zrobić.

  • Z tą kupą to faktycznie problem jeszcze gorzej niż z karmieniem.

  • Prawda! W Niemczech jest bardzo wysoka kultura jeśli o to idzie. Polecam !

  • Raz przebralam Zofię w pustej restauracji w wózku, byliśmy w Górach Świętokrzyskich, daleko od auta, wrześniowy wiaterek hulał po pupie, wybrałam knajpę, nie obnosiłam się z tym, ale nie mogłam inaczej. Zazwyczaj jednak trafiałam na przewijaki – uff 😉

    • To dobrze! U nas w niewielu miejscach jest ten przewijak. Jak już będę musiała małą przewinąć, to też postaram się zrobić jak najbardziej dyskretnie.

  • Faktycznie, masz rację… Na stacjach, w centrach handlowych i w fast foodach są przewijaki, ale lepsze knajpy nie są zbyt dobrze przygotowane na małych gości… Moim zdaniem miejsca, w których są przewijaki powinny być jakoś oznaczone, np. naklejką na drzwiach. Bo nie wyobrażam sobie, że miałabym wchodzić do kilku restauracji z niemowlakiem i po kolei pytać w każdej czy mają przewijak :/

  • Tak, to rzeczywiście duży problem. Gdy Smok był mały, mieszkałam w Budapeszcie. Tam było sporo restauracji faktycznie przyjaznych dzieciom. Teraz tak różowo już nie jest, więc zastanawiam się co to będzie. ..

    • Najgorsze jest to, że właściwie trudno znaleźć rozwiązanie: chyba faktycznie pozostaje wyjście albo ten nieszczęsny wózek.

    • Właśnie sobie zdałam sprawę, jaki będę miała z tym problem po narodzinach Młodszego. Tutaj faktycznie nie ma przewijaków… eh…

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest