Jak to jest być w długotrwałym związku w młodym wieku?

Gdy miałam 17 lat, poznałam swojego przyszłego męża. To, że go poznałam to jedno. Inną sprawą jest to, że wystarczyły nam trzy miesiące znajomości by wiedzieć, że „to” skończy się małżeństwem. I skończyło się, a właściwie zaczęło dwa lata później. W tym czasie nasłuchaliśmy się sporo krytyki i różnych uwag, wśród których moja potencjalna ciąża jako główny motyw małżeństwa pojawiała się najczęściej. Dementuję: nie byłam.

Coraz więcej moich rówieśniczek zmienia stan cywilny i wyszła już za mąż bądź właśnie planuje ślub. Dla większości jednak ten okres, to w dalszym ciągu czas na wyszalenie się i skakanie z kwiatka na kwiatek. To głównie te osoby patrzyły na mnie z politowanie, gdy w młodym wieku „skazałam się” na, że to tak dramatycznie ujmę, spędzenie życia z jednym mężczyzną. I to z myślą o tych osobach, piszę o tym, co dobrego wynika ze stałego związku w młodym wieku.

Nie ma „bagażu”

Bagaż, to według amerykańskich sitcomów, wszystkie poprzednie związki. Z tym byłam na randce, a z tamtym byłam zaręczona. W sumie to lepiej nie pytaj kochasiu, ilu było ich przed tobą, bo się zdziwisz. Zazwyczaj prędzej czy później temat „byłych” wypływa i nie zawsze udaje się do niego podejść z dystansem. W grę wchodzą emocje, mogą się pojawić niezdrowe porównania lub zazdrość o przeszłość.

Oczywiście, to nie moja sprawa, kto w ilu związkach był zanim się ustatkował. Ale, skoro my słyszeliśmy, że traciliśmy niewiarygodnie ważne doświadczenia, to odbijam piłeczkę i odpowiadam: straciliśmy też kilka okazji do niepotrzebnych kłótni i okazywania zazdrości.

Dorastacie razem

Jest takie powodzenie: „starych drzew się nie przesadza”. Według mnie każdy może się zmienić, ale chyba trochę łatwiej zmienić się w młodym wieku. Gdy mieszkamy już jakiś czas sami, niekoniecznie łatwo będzie nam wypracować kompromisy. My zaczęliśmy planować swoją przyszłość jako nastolatkowie i generalnie fazę „przyzwyczajania się do siebie” udało się przejść bardzo łagodnie. Nie, to że nigdy się nie wściekłam, a Edwiniasty nie trzasnął drzwiami i tak, była zupa czasem za słona, ale dość szybko stworzyliśmy własne nawyki i zwyczaje, wspólne.

Gdybym w jakieś alternatywnej rzeczywistości poznała E. teraz, to byłby statecznym właścicielem firmy. Pewnie nie uczestniczyłabym w wielu szaleństwach i nagłych wyjazdach na Mazury. Ja pewnie byłabym nauczycielką angielskiego i codziennie użerałabym się z nielubiącymi się uczyć dzieciakami. Zamiast tego wcześnie zaczęliśmy tworzyć wspólną rzeczywistość i kształtować siebie na wzajem. Dobrze, że wyszło jak wyszło 🙂

Przy dłuższych związkach często mówi się o nudzie. A ja wam powiem, że bardzo ciekawie jest patrzeć, jak zmieniają się nasze zainteresowania i jak się nimi dzielimy i wspólnie zarażamy. Są rzeczy, które lubimy robić osobno np. musicale oglądam sama, bo mąż ich nie trafw. Są też takie rzeczy, które poznaliśmy dzięki sobie i zaczęliśmy je robić razem. W czerwcu minie 6 lat po ślubie, a my nie musimy się zastanawiać, co będziemy robić za 5 czy 10 lat. Albo o czym będziemy rozmawiać, jak się dzieci z domu wyprowadzą – bo poza bycie mężem i żoną łączy nas  bycie najlepszymi przyjaciółmi.

f8e3c5271e8acd79104f1f1dc727bcd1

Uczycie się stabilizacji

To już może nie kwestia wieku, a raczej stażu. To niemożliwe by związek wiecznie trwał w słodkiej różowej fazie „misiu pysiu, gdy cię widzę mam motylki w brzuchu”. Tak się nie da – wielu psychologów twierdzi, że zbliżająca się druga rocznica związku wiąże się ze zdjęciem różowych okularów. Nagle w głowie słyszymy dźwięk potłuczonego szkła, wady drugiej połówki są bardziej widoczne, wkrada się rutyna…Może kusić by zrezygnować. Zwłaszcza, że wystarczy sięgnąć ręką, znaleźć kogoś innego i znów zatonąć w słodkim upojeniu.

My jednak zostaliśmy tak wychowani, że gdy już zdecydowaliśmy się na związek, to jesteśmy gotowi zrobić wiele by go utrzymać. I wiecie co? Kryzysy faktycznie przychodzą, trudno o te motylki, ale jednocześnie pod wieloma względami jest fajniej niż było na początku. Serio, żadne z nas nie chciało by się cofnąć np. do czasów narzeczeństwa. Innymi słowy, jeśli włożysz odrobinę wysiłku w przetrwanie związku, może będzie mógł trwać latami.

Czy warto wyjść wcześnie za mąż?

Ha, skoro tyle napisałam o tym, jak mi dobrze, to pewnie sądzicie, że odpowiedzieć jest twierdząca? Błąd! Żadnej zakochanej osiemnastolatce nie powiem, żeby jak najszybciej wyszła za mąż. Gwoli sprawiedliwości, nie powiem też tego ustatkowanej babce po trzydziestce z własnym mieszkaniem i dobrze płatną pracą. Dlaczego?

Bo, to nie ja będę się użerać z przyszłym mężem. Ożenek, w jakimkolwiek wieku, wiąże się z różnymi wyzwaniami i trudnościami i wiek jest tylko jednym z kryteriów. U niektórych skończy się to hepi endem, u innych decyzja będzie podjęta jednak za szybko. Nie ma reguły. Dlatego bardzo się staram  by tych wolnych osób (singli), nawet jeśli ich znajomi już dawno założyli rodziny, nie męczyć z pytaniami: a kiedy twoja kolej? Taka presja może skończyć się nieprzemyślaną decyzją, a przecież nie wszyscy musimy się czuć dobrze we dwoje. Może właśnie komuś łatwiej realizować swoje plany w pojedynkę?

Drogie dziewczynki wychowane na romantycznych wizjach rodem z sagi Zmierzch: rzeczywistość jest dużo bardziej prozaiczna. Jest w niej bałagan i rozmowy o kupie, choćby kociej i czyszczenia kuwety. Jest opiekowanie się drugą osobą, gdy złapie jelitówkę. Są rozmowy do późna w nocy i dyskusje na temat tego, który serial/książka/film jest lepszy. A przede wszystkim jest dużo, dużo pracy i wspólnego wysiłku, by to wszystko miało sens.

2183b3d20a63e9b59bb11dd6096144f2

Ps. Skąd wiedziałam, że to „ten jedyny”? Jedno pytanie: czy będę w stanie budzić się codziennie koło niego, każdego dnia, przez resztę swojego życia? Gdy mnie ta wizja nie przeraziła, miałam swoją odpowiedź.

 

  • Tak apropo dbania o siebie podczas jelitowki. Kiedyś (zanim mieliśmy dzieci) dostałam strasznej jelitowki i w środku nocy leżałam na dywaniku w łazience, bo byłam tak słaba, że nie dałam rady dojść do łóżka. Mój zadbany mąż przyszedł i spytał czy żyję. Odpowiedziałam, że chyba tak. Na co te z ledwo otwartymi oczami : acha, to mogę iść spać 😉. U nad w tym roku będzie 10 lat razem!

    • No przecież powiedziałaś, że wszystko ok 😀
      Brawo! My w tym roku 9 lat razem i 7 po ślubie.

  • Ja wyszłam za mąż mając 22 lata – wtedy był to dla mnie wiek przedemerytalny, teraz, z perspektywy czasu, sądzę, że miałam jeszcze mleko pod nosem 🙂 w tym roku będziemy obchodzić 5. rocznicę. Czy było warto? Oczywiście! Ani jednej minuty nie żałuję i nie wyobrażam sobie innego życia 😉

    • Mam podobne odczucia 🙂 Kiedyś wydawało mi się, że mając te 20 lat, to już stara baba jestem.

  • Pani Rolnik

    My mieliśmy 22 lata jak wzięliśmy ślub. staż nie za dlugi bo niecałe 2 lata razem….tez wiedzieliśmy ze to „to”. W marcu stuknelo nam 9 lat małżeństwa. I wcale nie przeszkadzaja nam rozmowy o kupie i kolorze gila 😂

    • U nas w tym roku 7 🙂
      Fajnie widzieć, że są jeszcze na tym świecie szczęśliwe pary, takie jak wy :*

  • Wiele osób krytykuje wczesne wychodzenie za mąż, „bo sobie nie poużywasz” czy coś, ale przejrzyjmy na oczy — będąc w związku nieformalnym też sobie nie poużywamy, więc zawsze śmieszy mnie ten argument. Powiem więcej, mnie trochę bawią, a trochę martwię się o osoby, które chcą tak sobie w nieskończoność „używać” i mimo lecących lat nie są gotowe na stały związek z jedną osobą. Bo, niestety, na tym polega życie, że kiedyś trzeba się ustatkować, a że niektórzy są na to gotowi wcześniej, to nic złego!
    Zainteresował mnie tytuł Twojego posta, oraz jego rozwinięcie, bo sama poznałam mojego narzeczonego mając 17 lat, a za dwa lata bierzemy ślub. Znajomi trąbią, że za szybko, że może jednak nie, że w ogóle nie skorzystaliśmy z życia… ale przecież skorzystaliśmy, po prostu razem 😉

    • Świetny argument! Bo osoby mówiące to słynne „nie poużywasz”, to co? Z góry zakładają, że odejdą/zdradzą obecnego partnera? A poza tym, to nie jest sprzęt AGD, żeby miał się zużyć 🙂
      Powodzenia w planach ślubnych 😉 Jak będziesz szukała sukienki, to mam sporo wpisów w historii bloga 🙂

    • Dziękuję 🙂 Już mam zaplanowane co i jak z sukienką, ale z ciekawości zerknę na Twoje wpisy, może znajdę jakieś wskazówki albo inspiracje, na które nie wpadłam 🙂

  • Wyszłam za mąż mając 20 lat. Dziecko urodziłam mając 19. Oczywiście tekst poleciał, bo dziecko mają to ślub biorą. A ja po prostu nie chciałam iść z brzuchem 😉 A znamy się jak łyse konie już ładnych kilka lat, w zasadzie od totalnych szczeniaków, wiec… zresztą…. nie obchodziła mnie opinia innych. Wszystko zrobiłam na opak. 😉 Wyprowadziłam się zaraz po 18-ce, zaszłam w ciążę, po mając 19, urodziłam majac jeszcze 19, wyszłam za mąż mając 20. Buduję dom majac 21. Trochę odwrotna kolejność 😉

    • O, tego domu nam brakuje właśnie 😉 Może kiedyś 😀

  • No ten ostatni akapit to racja 😀 Ja mojego P poznałam jak miałam 16 lat i do tej pory ze mną wytrzymuje, ponad 10 lat. Był moim pierwszych chłopakiem tak na serio ale nie spieszyliśmy się ze ślubem. To właśnie zależy od tego czy jesteś tego pewna. Nawet mając małe dziecko, sprawę ślubu i wszelkich obietnic musieliśmy mocniej przemyśleć.

    Kiedyś się zastanawiałam nad tym, czy nie wolałabym poznać miłośc mojego życia później. Mieć doświadczenie i zjeść chleb nie tylko z tego jednego pieca. Potem pomyślałam, że nie mogłam lepiej trafić 😀

    • Jak mnie dopada takie „gdybanie”, to zaraz myślę, że przecież byłabym zupełnie inną osobą 😉

  • Nam stukną w tym roku cztery lata po ślubie. Wyszłam za mąż późno, choć gdybym poznała męża kiedy byłam nastolatką, na pewno miałabym dłuższy staż małżeński :).

    • No, ja pewnie jakbym go nie poznała, to może i do tej pory nie byłabym po ślubie 😉 Bo akurat wtedy sobie założyłam inne cele i raczej unikałam chłopaków. A tu kompletnie przepadłam 😉

  • My już prawie 10 lat razem, dwójka dzieci, ale na ślub jakoś się nie zanosi 😉 Ale od pierwszej randki, wiedziałam, że to to 😉

    • U nas też konkretnie – nie było potrzeby zastanawiać się latami 🙂

  • Miałam 17 lat gdy poznałam swojego… 19 gdy wyszłam za mąż, a 23 gdy urodziłam pierwsze dziecko… Całkowicie zgadzam się z felietonem! 🙂

  • Po prostu niektórzy znajdują miłość wcześniej, a inni później, nie ma reguły. Ja też znalazłam wcześnie i jestem zadowolona. 😉

  • Renata

    Chyba masz to po nas (Córeczko). My też mamy duuużży stażżż i jesteśmy szczęśliwi.26 lat to więcej razem niż osobno .Żeby tak razem przez całe życie zwłaszcza gdy są „burze”.

  • Bo każdy poznaje swojego połówka w odpowiednim czasie. Nigdy nie jest ani za późno ani za wcześnie na miłość.

  • Mój mąż ma takiej fajne powiedzenie: ,,kocham Cię bardziej niż wczoraj, a mniej niż jutro….bo jutro będę Cię kochał jeszcze bardziej. Jakos nam się to nie znudziło. Tak się już licytujemy 20 lat kto kogo bardziej kocha.

    • Bo to jest bardzo prawdziwe powiedzenie 🙂 Nawet można z niego zrobić naklejkę 😀

  • Świetny wpis, bardzo mądrze napisane 🙂 sama wyszłam za mąż mając 22 lata i sporo się nasłuchałam: „a przemyślałaś to dobrze? Taka młodziutka…”. No cóż, przemyślałam 🙂 i cieszę się, że teraz mam tak „poukładane” życie. Faktycznie wszystko zależy od tego jakie kto ma priorytety. Dla mnie była to rodzina, dla kogoś innego mogą to być np. podróże.

    • Ja to sobie zawsze do Simsów porównywałam 🙂 Każdy Sim miał jakąś aspirację, główny cel w życiu: rodzina, wiedza, pieniądze, etc 🙂

  • Justyna Promyk

    Saro, fantastyczny felieton. U mnie co prawda jest odwrotnie: późny wiek, krótki staż małżeństwa (w sumie taki sam jak twój, tez 6 lat), ale poza tym zgadzam się z każdym słowem przez ciebie napisanym. To aż przerażające, jakbyś siedziała w mojej głowie. 😉

  • Powiem tak- osoby, które wyszły za mąż w późniejszym wieku będą krytykować tych, którzy mieli tych lat mniej i na odwrót- taka nasza mentalność jest 🙂 Ja miałam wyjść za mąż lat kilka wcześniej. Na szczęście nie wyszło i w dniu mojego „planowanego” ślubu z moim obecnym mężem bawiłam się na weselu kolegi 🙂
    To tak jak z rodzeniem dzieci- za młoda źle, za stara źle:) Twój post bardzo mi się podoba!

    • Bardzo starałam się nie krytykować 🙂 Opisałam swoje przemyślenia ale podlałam to (mam nadzieję) zdrową dawką obiektywizmu. Sama jak teraz idę na jakikolwiek ślub, to gdzieś w głowie kołacze mi się myśl: oby im się udało. Troszkę mnie życie obdarło z naiwnego romantyzmu.

    • W Twoich tekstach bardzo lubię to, że są one bardzo wyważone. Przedstawiając swój punkt widzenia nie krytykujesz innych, jeśli jednak to robisz ( między wierszami może:) to nie jest to widoczne 🙂

    • Trudno wyzbyc sie calkiem krytyki. W koncu juz tak mamy, ze chcemy kazdemu udowodnic, ze „moja racja jest mojsza niz twojsza”.

    • Wiadomo:) ale jak już wspomniałam Tobie to bardzo zgrabnie wychodzi 🙂

    • :*

  • Zgadzam się z Tobą. Osobiście myślę, że dzisiaj ciężej byłoby mi się dopasować do drugiej osoby niż 8 lat temu, kiedy miałam lat 22. Chociaż statystycznie więcej małżeństw zawartych przed 25 rokiem życia się rozpada niż po, ale kto by na to patrzył. A najbardziej zgadzam się z tym co napisałaś w p.s. Myślę, że istotny jest fakt ze myślimy o kimś, że to na całe życie.

    • Ano, bo ja rozumiem, że są różne życiowe sytuacje i niejedno może się popsuć między dwojgiem ludzi, Fajnie jeśli jednak spróbujemy chociaż naprawić, to co popsute zamiast po prostu się poddawać. I w tym pomaga mi to myślenie „na całe życie”, chociaż dla wielu osób jest to przykład naiwności.

  • Wszystko zależy od ludzi… Fajnie, że dla Was to się sprawdziło. Ja byłam w związku przez 7 lat z facetem, którego poznałam w podstawówce. Zaczęliśmy się spotykać (tak na „poważnie”) w pierwszej klasie liceum. I tak trwaliśmy razem, bo nie znaliśmy nic innego. Rozstaliśmy się w kiepskiej atmosferze, ale teraz każde z nas jest w szczęśliwym związku. (Nie)stety sprawdziło się powiedzenie, że męża nie poznaje się w piaskownicy.
    PS Jednak nie mogę powiedzieć, że o nim czasami nie myślę, tak to już bywa kiedy znasz kogoś całe życie i wasze ścieżki rozchodzą się.

    • Dlatego napisałam, że nie polecam nikomu wczesnego małżeństwa. To, że u nas się sprawdziło, to jedno. Inną sprawą jest to ile obserwuje małżeństw, u których widać, że decyzja została podjęta pochopnie.

  • Jaki fajny wpis, tak mi się go przyjemnie czytało. Ciekawa jestem co czuje mój Gajowy, gdy myśli, że miałby ze mną spędzić resztę życia? 😉 Nasz „okres próbny” w sierpniu się kończy, co będzie dalej?

    • Nie wiem, co Gajowemu w głowie siedzi, ale znając mężczyzn, to lepiej nie pytać 😉

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest