Gdzie trawa jest zieleńsza. O tym jak matki pracują i nie.

Jak zbić majątek na reality show? Zamknąć matki w jednym pomieszczeniu i puścić w internety. Łzy, krew i rany szarpane gwarantowane! Jedno słowo potrafi wywołać ostrą awanturę. Jednym z tematów jest kwestia tego, co robimy ze sobą po urodzeniu dziecka. Sama „zaliczyłam” trzy scenariusze i podzielę się dziś z wami moimi wnioskami.

Matka Domowa/ Niepracująca / Zajmująca się domem*

Czemu aż trzy łamańce? Bo zaraz ktoś mnie zjedzie, że przecież matka w domu też pracuje. A kto był nianią cały dzień? Przedszkolanką i pielęgniarką? Kto obiad ugotował i koszule uprasował? No kto? I wiecie co, ja się z tym zgadzam i myślę, że pięknie byłoby, gdyby matki, które zdecydowały się zostać w domu dostawały za to pieniądze. Ostatnia rzucę kamieniem twierdząc, że to tylko leżenie na kanapie przy serialu ze świeżo pomalowanymi paznokciami. Jednocześnie nie zmienia to faktu, że te pięć lat temu, siedzenie w domu mi nie szło.

Może sprawił to mój młody wiek? Może brak doświadczenia w prowadzeniu domu? Trudno mi to teraz określić, ale efekt był taki, że się cały dzień naharowałam, a w domu i tak był bałagan, obiad marny, a ja czułam się do niczego. Jedyne co mi wychodziło, to zabawa z dzieckiem oraz pozostałe kwestie związane z opieką nad dzieckiem.

Niby rozumiemy, że niemowlę czy roczniak ma różne fochy i nie zawsze pozwala nam na ogarnięcie wszystkiego. Ale ja pochodzę z rodziny,  w którym ciężar finansów nieraz spadał na moją mamę. Mając więc w głowie ten kod, czułam się do niczego za każdym razem, gdy nie dopisywałam. Ubranie nie złożone? Przecież ty tylko w domu siedzisz i nic nie robisz! Skoro nie przynoszę pieniędzy do domu, to powinnam mieć idealne gospodarstwo domowe, prawda?

Mam taki charakter, że potrzebuję presji i organizacji. Wtedy, będąc w domu z Mają, mogłam jedynie zajmować się nią i domem. Nie udzielałam się w innym dziedzinach (teraz tego żałuję); nie realizowałam się w prowadzeniu bloga czy rozwijaniu innych pasji. Niby miałam ogródek, ale wtedy tego nie doceniałam (młoda i głupia). Się rozleniwiłam. Mając w perspektywie cały dzień na sprzątanie, łatwo przekładałam je na później. Powoli zamieniałam się w typową nieszczęśliwą dziewczynę w dresie z brytyjskich programów lifestylowych.

Uważam, że ludzie potrzebują pracy i celu. Nie musi być to zajęcie zawodowe, ale coś co sprawi, że mamy po co wstać rano. Ja nie umiałam zamienić prowadzenia domu na mój cel.Przynajmniej nie wtedy. Dni zamieniły się w bimbanie bez sensu wypełnione poczuciem niższości. Musiałam coś zrobić.

Matka wychodząca do pracy

Z kilkunastomiesięczną Mają pod pachą zaczęłam udzielać korepetycji. Zaczęłam zarabiać „na swoje waciki” i czuć się bardziej potrzebną, bo świeżo otworzona firma męża nie pozwalała na spokojny sen, jeśli chodzi o finanse. Chciałam być z Mają póki nie pójdzie do przedszkola i ten czas wykorzystałam na przebranżowienie się. Do tej pory sądziłam, że nie nadaję się do pracy przy komputerze. Powoli okazało się, że jednak coś łapię z programowania czy grafiki; zaczęłam też rozumieć kwestie związane z marketingiem a moja kreatywność wspięła się na zupełnie inny poziom.

Trzyletnia Maja we wrześniu poszła do przedszkola, a tym samym ja dołączyłam do męża w biurze. Wkrótce wypozycjonowałam stronę naszej firmy na odpowiednie hasła i zrobiło się troszkę lżej pod względem finansowym, a ja czułam się potrzebna i przydatna.

Jednocześnie poznałam wady takiego stylu życia. Zmęczenie psychiczne i fizyczne. Żal, że się nie poświęca tyle czasu na sprawy ważniejsze; między innymi wychowanie córki, ale nie tylko. Ciągły bieg i próby ogarnięcia wszystkiego naraz. Zdarza się, że takie okresy mam i teraz, gdy mamy szczególnie dużo pracy i wtedy tak: zazdroszczę samej sobie z czasów „domowych” i wszystkim kobietom będącym  w domu. To nie jest złośliwa zawiść. Po prostu w chwili, gdy mózg mi się lasuje a ciało nie wyrabia, chciałabym mieć tę godzinkę na spokojne przeczytanie nowej powieści i wypicie herbaty.

Za płotem trawa jest zieleńsza

Te moje rozważania można by podsumować znanym powiedzeniem: „za płotem trawa jest bardziej zielona”. Siedząc w domu tęskniłam do wyjścia do ludzi i robienia czegoś więcej niż tylko sprzątanie i gotowanie. W biurze marzyłam o spokojnym celebrowaniu domowego życia, które w końcu nauczyłam się doceniać. Teoretycznie więc, zawsze inni mają lepiej, prawda? Niekoniecznie.

Są kobiety, które mają ogromną satysfakcję z zajmowania się domem. Lubią to i nie czują potrzeby codziennego biegania w szpilkach do korpo. A jak jeszcze sobie znajdą jakieś zajęcie, które wyznaczy im ramy dnia, to się robi naprawdę fajnie. Inne za to nie znoszą domowych pieleszy i świetnie czują się w swojej pracy. Może więc jeśli znajdziemy swoje miejsce, przestaniemy zaglądać do ogródków sąsiadek?

Trzecia kategoria, czyli tu mi dobrze

Trzecią kategorią są mamy będące w domu i jednocześnie pracujące. Może być to zajęcie, które przeniosły z biura do pracy. Możliwe też, że udało im się swoje hobby przekuć na finansowy sukces, tak jak udało się to niektórym blogerkom.

Odkryłam, że w tej chwili, to jest dla mnie idealne rozwiązanie. Mogę pobyć z córką i nie zalega mi pranie z dwóch tygodni. Mogę przygotować materiały dla klienta. Mogę też poświęcać czas na sprawy inne niż praca, ale też dla mnie ważne. Dzień mam wypełniony i wyznaczony zadaniami – pisałam już, że potrzebuję trochę presji inaczej źle funkcjonuję i się rozleniwiam.Taki system ma też wady np. jak rozgraniczyć pracę zawodową od reszty zajęć i umieć odpoczywać w domu, ale tak jak wspomniałam – na razie jest mi dobrze. Jednocześnie co jakiś czas wracam w tryby Matki Biurowej, gdy wymaga tego firma, a potem wymęczona marzę o ciszy i spokoju.

 

Wszystkim matkom, życzę by znalazły swoje miejsce!

 

*Mam nadzieję, że teraz rozumiecie, że z mojej perspektywa, gdy byłam tylko w domu, uważałam się za osobę niepracującą. Teraz myślę, że mogłam inaczej sobie pewne sprawy zorganizować. Poświęcić czas na coś ważniejszego. No trudno, błędy są błędami, ale jak porównam mój grafik sprzed pięciu lat z dzisiejszym i użyję zwrotu „matka niepracująca”, to nie strzelajcie focha. Wszystko jest kwestią perspektywy.

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest