Blogowa przyjaciółka.

Często mam wrażenie, że relacje w blogosferze przypominają te ze szkoły. Jest grupka najpopularniejszych, niedostępnych w całej placówce. Pochodzą z różnych klas. A to chłopak z lajfstajlu, to zakochana para z parentingu, to śliczna dziewczyna zajmująca się modą. W poszczególnych klasach też są osoby mniej lub bardziej popularne. Łączy je jedna rzecz: zaczęły blogować. Porównanie ze szkołą wydaje mi się tak dobre, właśnie z tego powodu: często z ludźmi w klasie łączyło nas tylko to, że wybraliśmy tę samą szkołę.

W czasach szkolnych nie byłam popularna. Raczej nie byłam też nielubiana. Ot, zwykła dziewczyna nie rzucająca się w oczy. Na przerwach albo chowałam się za książką, albo rozmawiałam z kilkoma dziewczyna, w których towarzystwie czułam się dobrze ( przy moim braku pewności siebie oznaczało to po prostu: bezpiecznie ). Najbliżsi mi ludzie byli poza szkołą.

W blogosferze odtwarzam stare wzorce. Może nie zawsze podoba mi się każdy tekst, każdy szablon czy styl pisania, ale raczej nikogo nie hejtuję. Raczej tę moją blogową „klasę” lubię, albo chociaż szanuję. Brak hejterów znów powiela stare czasy. Na spotkaniach blogowych czuję się dobrze. Nauczyłam się już rozmawiać z ludźmi, których widzę pierwszy raz w życiu. Bywają jednak chwile, że brakuje mi…blogowej przyjaciółki.

Odczuwam to zwłaszcza, gdy widzę jak inne blogerki spotykają się razem. Piszą o sobie na fejsie, wrzucają zdjęcia na Instagram i jest słodko, miło i pierdząco. Nie chodzi mi tu tylko o blogerki. Mam znajomych, którzy po wycieczce do restauracji oznaczają się nawzajem na FB i komentują: „najlepsza ekipa”, „ale super było” etc, etc. Moje towarzystwo jest raczej anty „socialmediowe” więc chwilami można odnieść wrażenie, że nie prowadzę życia towarzyskiego. Bo nie wrzucam statusu ze wspólnej pizzy, albo zdjęcia z Mają jak bawi się z zaprzyjaźnionym psem. Kiedyś nawet z mężem stwierdziliśmy, że chyba nie darzymy się prawdziwą miłością, bo nie piszemy sobie na tablicach „skarbie” itp.

No i siłą rzeczy podobnie jest z blogosferą. Skoro nie wrzucam zdjęć ze wspólnych kawek, nie oznaczam innej blogerki, jednocześnie pisząc jak to miło było się spotkać, to chyba coś jest ze mną nie tak? Pewnie czytelnicy to wyczuwają i stąd pustki na FB. Albo po prostu brak wzajemnej promocji…

Trzeba też pamiętać, że i w życiu i w blogosferze nie łatwo znaleźć przyjaźń. W tym wypadku nie mam amerykańskiego podejścia i nie każdy zostaje od razu moich „friendem”. Mogę mieć pełno znajomych i kolegów. Mogę ich lubić i szanować, ale przyjaźń to coś więcej. Szukam w niej podobnego poglądu na życie (po co mi przyjaciółka, która będzie mnie zachęcać do złych rzeczy); nie bez znaczenia jest pewna „chemia” – nadawanie na podobnych falach. Zdarza się, że pewne przyjaźnie się rozchodzą, bo my się zmieniamy i już coś „nie gra” – czasem tej gitary przyjaźni nie da się ponownie nastroić, bo przecież my też się zmieniliśmy.

Wracając jednak do przyjaźni blogowej. Chciałabym znaleźć kogoś, kto by podzielał moje wartości, z kim byłaby „chemia” – tak byśmy razem mogli sobie narzekać na trudy blogowanie i organizować wspólne akcje. Ale też móc po prostu pogadać „od serca”.

Specjalnie tu nie wymieniam dwóch blogerek: Moniki z zapachnatury.com.pl i Niemięsojadki Asi. Bo, chociaż nazwę ich przyjaciółkami, to znałam je przed blogowaniem. Poza tym, dla Moniki blog firmowy to dodatek do pracy, a Niemięsojadka już dawno powinna dostać kopniaka w cztery litery za zbyt długą przerwę we wrzucaniu wegetariańskich przepisów.

Wpis jest raczej gorzki, ale zwalam to na już trzeci tydzień siedzenia w domu. Po wizycie u lekarza czeka mnie areszt domowy jeszcze do soboty. Może powrzucam jakieś zdjęcia z wakacji, pooznaczam znajomych i będę się pławiła w chwale internetowej przyjaźni? Albo lepiej po prostu pogadam z moimi dziewczynami, bo na fałszywej otoczce fejsbuka, chociaż słodkiej, można sobie połamać zęby.

  • Nie jestem bywalczynią „blogerskich spotkań”, na jedno miałam się wybrać ale Mała Zet szóstym zmysłem wyczuwa, kiedy mama ma wychodne i stosuje taktykę zwaną „choroba na zawołanie”.
    Nie mam też blogerskich friendów … chociaż nie powiem miło byłoby takową przyjaciółkę mieć:)

  • Oj Sara, jest w tym dużo racji. Ale kto powiedział, że jak z kimś pokazuje się na fejsie, to przyjaciel? To czysty biznes najzwyczajniej w świecie. Obie strony to wiedzą i nikt sztucznie się nie uśmiecha, bo w blogosferze to my wybieramy z kim. Ja nie mam przyjaciół w blogosferze, tylko bliższych znajomych, ale strasznie ich lubię, dlatego czemu nie połączyć przyjemne z pożytecznym? Sara za dużo refleksji?. Pamiętaj taki jest ten świat i to Ty decydujesz w jaki sposób w nim będziesz funkcjonować. Niech inni robią sobie te dziubki sztuczne, niech pokazują się ile chcą, nam nic do tego.
    Ty mi powiedz kiedy i gdzie mogę do ciebie zajrzeć na kawę i oddać Ci twoje rzeczy przy okazji 🙂

    • Wiesz, normalnie mam dość obiektywne podejście do tematu, ale jak się za długo w domu siedzi, to się rzuca na mózg 😉

    • Nie przejmuj się, ja miałam gorzej! Cały świat był wredny, niesprawiedliwy, ja byłam samotna i umierałam. Nawet dzieci mnie nie kochały, a mąż mnie zdradzał za każdym wyjściem do sklepu po chleb. Masz prawo do wszystkiego, to twoje prawo. My tylko rzucamy inny cień i spojrzenie, żebyś nie zapomniała, że są i plusy 😛

  • Od dawna już marzy mi się znalezienie blogowej przyjaciółki, ale coś mi mówi, że jedyny sposób to… namówić moją własna przyjaciółkę na założenie bloga. Póki co dzięki należeniu do polskiej blogosfery czuję się jak w amerykańskim liceum 😉

  • Sara, przyznam, że mnie też takiej brakuje. Chyba przez brak czasu przede wszystkim, bo ludzie gonią przez życie i nie mają już czasu na wartościową, spokojną rozmowę…

  • W blogowaniu jest jak w prawdziwym życiu. Kiedyś o przyjaźń było łatwiej. Zobaczysz, nawet nie będziesz wiedziała kiedy, a spotkasz na swojej drodze wiele przyjaźni.Ps. jak samopoczucie?

  • Tak jak piszą dziewczyny, ciężko znaleźć bratnią duszę w prawdziwym życiu, tak samo i w blogosferze. Ale na pewno jest to możliwe! Ja, choć bloguję od niedawna i dopiero Was poznaję, czuję pewną nić porozumienia z niektórymi osobami i wydaje mi się, że miałybyśmy o czym porozmawiać przy kawie, chociaż ta opcja na razie odpada (do każdej mam dalekoooo!;))
    Mój mąż nie ma fejsa, taki typ 😉 Ja prywatnie też rzadko kiedy się udzielam- teraz skupiam się głównie na promowaniu mojego bloga. Często podrzucam linki do innych blogów i oznaczam autorów, ale robię to tylko wtedy, gdy naprawdę podoba mi się to, co zrobili 🙂
    Głowa do góry, ta ciąża kiedyś się skończy i już nie będziemy miały czasu na takie gorzkie rozmyślania ;))

  • Przyjaźń sama w sobie nie jest taka łatwa…więc i na blogach łatwo znaleźć wiele bliskich osób, ale niekoniecznie przyjaciół.

  • Dominika Szatanik

    Mnie natomiast po tym tekście naszło takie przemyślenie:

    Polską blogosferę można by porównać do licealnej klasy z jakiegoś amerykańskiego filmu komediowego dla nastolatków: jest grupa super popularnych, tych _fajnych_, których wszyscy lubią i… pozostali. Jednak w filmach tych zawsze jest główny bohater: albo ktoś nowy w szkole, albo ktoś ‚przeciętny’, kto dzięki różnym zbiegom okoliczności i zabiegom jego i jego przyjaciół w końcu staje się popularny, _fajny_. Myślę, że w polskiej blogosferze jest podobnie – są tacy, których się zna, których się czytuje, a każdy kolejny blogger marzy tylko o tym, żeby zostać głównym bohaterem i z kopciuszka stać się księżniczką… czy tam popularnym bloggerem.

    Jednak wydaje mi się, że wyznacznikiem dobrego bloga nie jest jego popularność. Saro – czytam Twojego bloga od bardzo dawna, na fb też Cię ‚stalkuję’, bo mam Twój fanpage w ulubionych ale nie komentuję za często bo… po prostu nie mam takiego nawyku. Zresztą, często piszesz o swojej Córce, a ja niestety matką nie jestem (choć jedno dziecko wychowywałam) i często boję się komentować – bo trochę głupio, żeby komentować coś, o czym nie ma się pojęcia. Chcę Cię jednak zapewnić – masz czytelników, i to wiernych 🙂 Zawsze jak widzę wpis na Twoim blogu to wchodzę i czytam. Może zacznę częściej komentować?

    I jeszcze na koniec tego mojego długiego wywodu chciałabym podzielić się refleksją o ‚blogowej przyjaciółce’ – myślę, że znalezienie jej to tylko kwestia czasu. Znam to z doświadczenia bo najtrwalsza przyjaźń, jaką mam w swoim życiu narodziła się właśnie w internecie (choć nie na blogu). Także wydaje mi się, że każdy ma szansę poczuć tę ‚chemię przyjaźni’ w internecie (zwłaszcza tutaj! Mimo całej demonizacji internetu uważam, że to wspaniałe narzędzie do odnajdywania ludzi nam podobnych!), czasem trzeba tylko chwilkę poczekać 🙂

    Wszystkiego dobrego w nadchodzącym Nowym Roku! Życzę Tobie, Twojej Rodzinie – Mężowi, Córce, i Maleństwu, które w Tobie rośnie, aby ten rok był dla Was szczęśliwy, pełen zdrowia i sukcesów.

    • Dziękuję za ten komentarz! Zwłaszcza to porównanie do amerykańskiej szkoły – świetne! Aż muszę wyróżnić go!
      Nawet nie wiedziałam, że mam takich „ukrytych” czytelników. Bardzo mi miło 😀
      Staram się by na blogu było coś poza ciążą i dziećmi, ale niestety ten etap (trwa on mniej więcej do skończenia przez malucha drugiego roku życia) robi żelka z mózgu 😉

  • Ja zawarłam parę fajnych przyjaźni dzięki blogowi i to jeden z ewidentnych plusów prowadzenia takiej strony. 🙂 Jednak masz racje, że z tymi wirtualnymi znajomościami bywa różnie, często wszystko to jest na pokaz.

  • My sobie z mężem nie słodzimy publicznie ☺. I powiem Ci, że z przyjaźnią mi u mnie też kiepsko, bo jestem bardzo nieufna; chociaż z blogosfery znam kilka świetnych dziewczyn, ale jak się spotkamy to wolimy pogadać a nie wrzucać zdjęcia na fejsie. ☺

  • To fakt, że trochę gorzki ten wpis. I mam nadzieję, żeby szybko wiele się zmieni 🙂

    P.S. Życzę Ci szczęśliwego Nowego Roku oraz spełnienia najskrytszych marzeń. I wszystkim, którzy tu trafiają życzę tego samego 🙂

  • Ja uwielbiam spotkania z innymi blogerkami i czuje się raczej dobrze w ich towarzystwie. Za to niekoniecznie wrzucam zdjęcia ze wszystkich spotkań. Z reguły jestem tak pochłonięta spotkaniem, że zapominam o zdjęciach, instagramach i facebooku… Ale jeśli traktuje się bloga jako pracę to warto to robić, niestety taka prawda. Co do przyjaźni to ciężko nazwać mi kogoś przyjacielem, ale blogowych koleżanek mam sporo… lubię wymieniać się doświadczeniami, rozmawiać o wspólnej pasji…

  • Cholerka Sara 🙂 Jesteś fantastyczna słodką dziewczyną i sądzę, że wiele z blogerek chciałoby się z Tobą zaprzyjaźnić i wstawiać nawzajem słodkopierdzące posty i komcie 😉 Myślę, że po tym wpisie rozpęta się moda na muffinki 🙂 (ps. Edwin czemu nie piszesz u Sary na tablicy Skarbie? Ty niedbroto!!) (ps2. Muffi i tak masz lepiej niż ja, mój nie ma nawet fejsa…jestem #słomianąwdowąfejsbukową z zakazami publikacji 😀 )

  • Ja mieszkam za granicą i niestety u mnie tylko wirtualne znajomości wchodzą w rachubę. Z tego powodu, mimo że również czuję się outsaiderką, zawarłam blogowe znajomości, które bardzo sobie cenię. Co do fejsa, to profil męża mało mnie obchodzi i rzadko kiedy na niego zaglądam. Nie wyobrażam sobie więc wyznawania mu tam miłości. A w blogosferze jest tak jak w życiu- i tam można się przejechać. A Ciebie i Twój blog lubię od dawna, także to nieprawda, że jesteś niepopularna :).

    • Skoro mnie lubi autorka takiego tworu jakim jest Pola, to w przyszłym rok pewnie zdobędę wszystkie blogowe wyróżnienia 😀

    • Na Kufelki Blogowe miałaś duże szanse, ale Pola nas wszystkie wygryzła ;).

  • Saro, nie jest z Tobą tak źle. Wiele jest blogerskich „odludków” (np. ja), obserwuję jak dziewczyny z mojego miasta nawzajem się lajkują i udostępniają swoje posty, podziwiam zdjęcia innych blogerek z tych wszystkich magicznych zlotów i wiesz co…? Po prostu nie czuję jeszcze potrzeby się tam pokazywać, jak mnie ktoś extra nie zaprosi to czuje się niechcianym gościem (ot, taka schiza), ale czy przez to jesteśmy niepełnoprawnymi blogerkami? Nie, jesteśmy sobą w obu światach – internetowym i realnym. Nie zmuszamy się do czegoś na co nie jesteśmy gotowe, lub nie mamy na to ochoty.
    Głowa do góry 🙂

    • Czasem jeżdżę na spotkanie (tak do 3 razy w roku) i często jest się tam debiutantką, nikogo się nie zna. Warto pojechać! Blogerki generalnie są super babki. Może nie znajdziesz swojej bratniej duszy, ale pogadasz o kulisach pisania wpisów, gdy w tym czasie powinnaś gotować obiad 😉

  • Hm. Ciekawy bardzo wpis. Ja się nie spotykam z blogerkami i spotykać raczej nie będę (z powodu braku czasu i opieki nad dzieciaczkami) Ale czytać blogi lubię, bo ciekawe rzeczy piszecie:) a przyjaźń to bardzo wielkie słowo!

    • Z tym się zgadzam 🙂 Chociaż w języku angielskim traci znaczenie – każdy znajomy na FB, to według nich twój „friend”, a z tym się nie zgodzę 😉

  • Mój mąż nie ma fejsa- więc sobie nie słodzimy:) Zdjęć po wypadach, których jest mało też nie mam:) Odnośnie przyjaciółki blogerki- mam takie bratnie dusze. Ty jeżeli czujesz potrzebę pisz do mnie na spokojnie. Wysłucham, nie przekażę dalej!

    • :*
      A wiesz, że kiedyś widziałam rozmowę na fejsie dwójki zakochanych siedzących w tym samym pokoju?
      Typu: „kocham cię skarbię” „ja ciebie bardziej”. Oczywiście, wszystko publicznie.

    • Ja nie mogę…szok

  • Nie wiem czy cię to pocieszy, ale mimo, że spotykam się z blogerkami i chodzę na spotkania to daję sobie głowę uciąć, że gdybyśmy znalazły się w tym samym miejscu to zakopałabym się w sobie bo gdzie tam mi małemu zuczkowi do takiej blogerki jak ty.
    P.S Też nie oznaczam znajomych po wspolnych wypadach i nie słodzę mężowi na jego FB 🙂

    • Ja się bardzo peszę na spotkaniach, ale już się nauczyłam mówić te kilka słów o sobie i nie stać pod ścianą. Łatwo nie było, ale życzę powodzenia w tej kwestii!

  • Czy mogę ostatnie zdanie wrzucić na fejsa? Jakie to prawdziwe,a zarazem bardzo gorzkie…

  • Bardzo idealistycznie podchodzisz do sprawy i nie wiem czy to oznacza, że to dobrze, że te ideały zachowałaś, czy to źle, że ja je już pogrzebałam. Z jednej strony zobacz: czy jesteś pewna, że relacje między tymi ludźmi, których widzisz na facebookowych i instagramowych zdjęciach to prawdziwe przyjaźnie? Nie znasz ich, wódki z nimi nie piłaś, w łóżku z nimi nie spałaś, więc ja bym nie przesądzała niczego na ich korzyść. Z drugiej strony radzę podejście na chłodno. Odkąd zaczęłam pracę mam takie podejście, że nie chodzę do pracy, żeby zawierać przyjaźnie, tylko żeby zarabiać pieniądze. A jeżeli trafi się jakaś przyjaźń, to tym lepiej dla mnie. Oczywiście, w jakimś stopniu robię to, co lubię, ale umówmy się, że nie ten aspekt jest moim priorytetem. Jeżeli więc potraktujesz blogosferę jak biznes a bloga jak pracę, mniej będziesz miała takich rozterek. A kto wie, może po drodze trafi się jakaś przyjazna dusza.

    Pozdrawiam! 🙂

    • Heh, właśnie mi uświadomiłaś, że napisałam tekst, w którym zaprzeczam sama sobie 🙂 Jakiś czas temu popełniłam wpis na chłodno i bez emocji „W blogosferze nie ma przyjaźni” http://muffincase.in/lifestyle/2015/11/w-blogosferze-nie-ma-przyjazni,6145

      O dziwo, już dawno przyjęłam postawę, że blogosfera to praca i nie muszę w niej znaleźć przyjaźni. Ale wiesz, to już trzeci tydzień jak chora siedzę w domu. Nie widziałam nowych Gwiezdnych Wojen. Brak mi towarzystwa innego niż wirtualne, brak mi miasta i wyjścia do ludzi. Emocje rzuciły mi się na mózg, bo widzę na Insta jak znajome blogerki się dobrze razem bawią, a ja tu siedzę w domu i poza smarkaniem mogę sobie najwyżej sms wysłać :p

      Co do relacji: nie mam pewności czy są prawdziwe. Często mam wrażenie, że coś jest wrzucane, „bo wypada” (w domyśle „się pochwalić”). Że niby mam tyle przyjaciół i jestem taki naj. Osobiście raczej nie wrzucam (czasem coś z jakiegoś wesela), bo moi najbliżsi nie lubią fejsbuka więc nie chcę naruszać ich prywatności. Zresztą ostatnio fejsbuk mnie tak mierzi, że gdyby nie praca, to bym dawno usunęła konto.

    • W blogosferze trudno zgadnąć z kim łączy nas PRAWDZIWA przyjaźń a gdzie tylko chęć wypromowania się na plecach popularniejszej blogerki,ale życzę Ci cudownej blogerskiej przyjaźni bo znam kilka przykładów że można 🙂

    • My to Kasiu dobrze wiemy, że w Internecie można sobie pomóc nawet jak ma się różne zdanie, prawda? 😉

    • Z jednym tak z drugim nie, zależy jeszcze od sytuacji …Proza życia :).

  • Widzę, że jesteśmy do siebie dosyć podobne i mamy podobne podejście do życia. Ja tylko tym się różnię, że jestem otwarta na nowe znajomości i lubię poznawać blogerki, zawsze zostawiam im sporą dozę zaufania i lubię się integrować, uważam, że to cenne- nie tylko ze względu na wzajemną promocję- ale przede wszystkim lubię mieć z kim wyjść na kawę i pogadać. Z racji tego, że często się przeprowadzam, blogosfera jest dla mnie pod tym względem wybawieniem i gdyby nie ona, nie miałabym na start kilku fajnych duszyczek w Łodzi do wyjścia na kawę (dlatego w Żywcu byłoby tak ciężko i wpadłam w depresję).
    Natomiast jestem takim typem człowieka, którego nadszarpnięte zaufanie bardzo zamyka. Natychmiast się odcinam, urywam kontakt i uznaję koleżeństwo za niebyłe. Zostałam już tyle razy zawiedziona, że nie mam skrupułów- jeśli Ty mnie zawiodłaś, to ja znikam, Twoja strata- takie mam motto :).

    • Asiu, jak jesteś otwarta to się bardzo różnimy 🙂 Ja boję się do kogoś zadzwonić i umówić na kawę, bo się boję odrzucenia. Mąż mi mówi, że z tym to się już na terapię nadaję :p
      Widzę jak się dobrze dogadujesz z Eli – fajne babki jesteście. Z racji mojej nieśmiałości i wszystkich wewnętrznych neuroz, chciałabym właśnie znaleźć sobie jakąś pokrewną duszę. Bo tak jak wspomniałam – lubię ludzi, potrafię prowadzić small talki, ale czasem brakuje mi takiej bliższej osoby, z którą łączyłoby mnie blogowanie.

    • Myślę, że nie do końca mnie zrozumiałaś. Jestem otwarta, pod tym względem, że nie zamykam się na ludzi z racji jakichś moich fanaberii. Jeśli ktoś chce się ze mną zaprzyjaźnić, to nie zamykam mu drzwi przed nosem, a zostawiam kredyt zaufania. Dzwonić akurat to ja się w ogóle boję, podobnie jak odbierać, ale to taka moja mała psychoza :), gadam przez tel tylko z mamą i mężem i czasem z moją przyjaciółką Agatą. Napisałaś: „W czasach szkolnych nie byłam popularna. Raczej nie byłam też nielubiana. Ot, zwykła dziewczyna nie rzucająca się w oczy. Na przerwach albo chowałam się za książką, albo rozmawiałam z kilkoma dziewczyna, w których towarzystwie czułam się dobrze ( przy moim braku pewności siebie oznaczało to po prostu: bezpiecznie ). Najbliżsi mi ludzie byli poza szkołą.

      W blogosferze odtwarzam stare wzorce. Może nie zawsze podoba mi się każdy tekst, każdy szablon czy styl pisania, ale raczej nikogo nie hejtuję. Raczej tę moją blogową „klasę” lubię, albo chociaż szanuję.”- być może tylko to nas łączy, bo ja też mogę się pod tym podpisać, ale to akurat miałam na myśli w kwestii podobieństwa :).

    • Spoko 😉 Wiem z czym mam problem i staram się nad tym pracować – nie umiem wyjść z inicjatywą i zamiast zgadać się z koleżanką, będą siąpać nosem, że mnie nikt nie lubi :p Robię marne postępy, ale zdarza mi się już otworzyć do innych.

    • Ale ja też mam z tym problem, bo jestem bierna odrobinę i tez czasem narzekam, choć powinnam ruszyć z inicjatywą. Tak mam, bo wielokrotnie się zawiodłam, ale jak już ktoś mnie zdyba to ma we mnie wiernego druha 🙂

  • Sara, mam wrażenie, że trafiasz w 10!. Nie czuję się pochłonięta w ten „blogerski świat”. Niewiele osób znam, nie byłam na żadnym spotkaniu blogerskim, nawet na warsztaty jeszcze też nie dotarłam chociaż nie ukrywam – miałam chęć. Rzadko z kimkolwiek piszę i jakiekolwiek relacje, które w tym czasie się pojawiły chyba nie zostały nawiązane dzięki mnie. Blog jest dodatkiem do mojego życia. Daje mi dużo radości. Nie stał się jeszcze całkowitym odzwierciedleniem mojej rzeczywistości, nie zamknął mnie „w swoim środowisku”, jeszcze w ten specyficzny sposób nie pochłonął.

    Czasami nie wiem, czy to przez przypadek nie mam możliwości dotarcia do innych fizycznie, czy nie wyszłam jeszcze „do ludzi” bo zwyczajnie nie odczuwałam tak potrzeby. Przecież pewne przeszkody da się przeskoczyć a nadal tego nie zrobiłam…

    No cóż 🙂 Na pewno nigdy nie będę się do niczego zmuszać!
    Życzę prawdziwej przyjaźni :*

    • No, ja byłam na spotkaniach. I wiesz jak jest: niektóre dziewczyny poczują do siebie miętę (i fajnie, cieszę się), potem chodzą na kawki, spotykają się razem. Ty jesteś obok i masz wrażenie, że jesteś jakaś gorsza, bo widzisz tylko po fakcie wspólne zdjęcia na Insta czy gdzieś.
      Ale wiadomo, nie z każdym ma się tę wspomnianą „chemię”.
      Więc czasem sobie myślę, że chciałabym znaleźć tę swoją blogerkę-przyjaciółkę, do robienia wspólnych selfie :p Ale tylko czasem 🙂 Bo przecież mam świetne przyjaciółki. Tylko one nie udzielają się w necie więc nie mam jak się „pochwalić” 😛

  • To tak jak w życiu. Z jednymi jest super z innymi tylko spoglądamy na siebie. Po ponad 3,5 roku blokowania mam 2 osoby z którymi mam super kontakt. A poza tym cała masa dobrych znajomych z projektów blokowych.

    • Wiesz, ja generalnie wszystkich lubię. Tak mam 🙂 Raczej brakuje mi takiej jednej osoby, z którą nadawałybyśmy na tych samych falach.

    • Czasem ciężko jest o taką osobę. Też polecam blogi które serio lubię. Ale nie publikuje zdjęć z imprez. Może znajdzie się taka osoba wystarczy się otworzyć ?

    • Może 😉

  • Rzeczywiście gorzki wpis. Ale powiem Ci, że nie jesteś sama. Nie mam swojej przyjaciółki/przyjaciele blogowe.Kilka osób, które piszą darzę sympatią, bo je znam lub ‚prawie’ znam w zależności od historii znajomości. Ale nikogo od serca. Na spotkania blogowe nie chodzę, bo…. zwykle przegapiam informację o tym, że są. Dowiaduję się po fakcie:) A że niektórzy promują się? Spoko. Lubię pisać, ktoś lubi mnie czytać – to bardzo miło. Nic na siłę. A już na pewno nie przyjaźń.:) Pozdrawiam!

    • Mi może to promowanie nie przeszkadza. Jakbym znalazła taką bliską blogerkę przyjaciółkę, to pewnie też bym polecała jej wpisy 🙂 Trochę gorzko mi, bo na FB trudno ocenić co jest zaplanowanym działaniem, a co prawdą. A jednocześnie dotyczy to też ludzi spoza blogosfery – nie wrzucam zdjęcia z imprezy=nie mam przyjaciół itp.

    • Ja tego tak nie odbieram do końca – z tym fb i wrzucaniem zdjęć z imprezy. Moi znajomi korzystają z fb a jakoś na prywatnym profilu tylko od czasu do czasu wrzucam coś – dużo częściej męża oznaczam:D jak już jakieś foty wrzucę.;P

    • Ja właśnie na prywatnym też rzadko coś wrzucam. To głównie młodzież się udziela 😉

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest