W blogosferze nie ma przyjaźni.

Kilka dni temu Antyterrorystka napisała mocny tekst o wadach blogosfery. Najpierw trochę się zasmuciłam, bo nie spotkałam się z wcześniej z opisanymi tam sytuacjami. Potem popłynęłam dalej w dół, bo przy autorce i wielu komentujących dziewczynach jestem tyci, tyci miniaturową blogerką i co ja tam wiem. Na końcu przyszła refleksja i to właśnie nią chciałabym się dziś podzielić. Miałam sporo czasu na przemyślenia, bo pół nocy zarwałam opiekując się moimi chorymi stworami.

Blogerzy lubią myśleć o sobie, że są zgraną, fajną grupą. I faktycznie są tacy, gdy ktoś atakuje ich z zewnątrz np. dziennikarze. Wtedy bronią się przed innymi mediami do krwi i trzymają sztamę. Jednak gdy brak zewnętrznego zagrożenia, czasem pojawią się konflikty. Wszelkie kłótnie i awantury znoszę kiepsko, chociaż nie biorę w nich udziału. Wystarczy, że mam jakąś niefajną sytuację w rodzinie lub wśród znajomych i od razu doświadczam stresu, bólu brzucha i poczucia żalu oraz zawiedzenia. Co dziwne, raczej nie ruszają mnie konflikty wśród blogerów. Dlaczego? Bo nigdy nie zakładałam, że znajdę tam przyjaciół.

Blogowanie traktuję jak dodatkową pracę. Fakt, wywodzącą się z pasji i najczęściej charytatywną, ale jednak pracę. Czy mam zakładać, że każdy inny człowiek wykonujący ten sam „zawód” zostanie moim przyjacielem? Czy mamy podobny system wartości? Czy będziemy mieli o czym rozmawiać? I czy będzie ta chemia, potrzebna przecież także w przyjaźni.

Spójrzcie na taką korporację – czy pracująca tam Zosia przyjaźni się ze wszystkimi pracownikami? Pewnie nawet ich nie zna. Może utrzymuje przyjazne stosunki z dwoma lub trzeba koleżankami, ale pewnie nie trawi tej Magdy z księgowości, bo kiedyś któraś którejś nacisnęła na odcisk.

Albo przypomnijmy sobie nasze lata szkolne. Nawet jeśli trafiła nam się klasa bardzo zgrana ( a znając życie pewnie i tak spotkaliście się z różnym podziałem na grupy), to założę się, że każdy miał tych swoich dwóch kumpli, z którymi czuł się najlepiej.

A teraz idź na duże spotkanie blogierów. Niech ich tam się zbierze z 500. Może uda ci się porozmawiać z 20. Z tej dwudziestki jak znajdziesz chociaż jedną osobę, z którą nadajesz na tych samym falach, to będzie naprawdę bardzo dobrze. Osobiście do tej pory poznałam kilkanaście blogujących dziewcząt i najbliższe kontakty mam z tymi, z którymi do tej pory widzę się osobiście lub utrzymuję intensywny kontakt. Lajkowanie sobie wpisów, czy komentowanie nie zbuduje przyjaźni – do tego potrzebne są rozmowy czy to przy kawie, czy na fejsie, ale niech to będzie prawdziwy kontakt, a nie kreowana postawa w Internecie. W takim wypadku jesteśmy tylko znajomymi z pracy.

Ostatnio nawet spotkałam dwie fajne blogerki z mojego miasta, ale przerodzi się to w coś więcej, dopiero gdy i my poznamy się bliżej. Możemy utrzymywać intensywne kontakty na swoich fan page’ach ale to nie stworzy prawdziwej więzi.

Oczywiście zachowania opisane przez Antyterrorystkę nie są fair i na pewno ich nie popieram. Niestety, nie żyjemy w fajnym i miłym świecie. Wystarczy spojrzeć dookoła siebie: zaraz znajdą się osoby, które się nie lubią. I chociaż mnie to osobiście boli, to wiem, że nic na to nie poradzę i szkoda moich nerwów. Albo opisana sytuacja z fotelikiem – moim zdaniem zachowanie tej blogerki było zdecydowanie poniżej pasa. Czy jednak nikt nigdy wam nie powiedział osobiście czegoś podobnego? „Nie wykarmisz tego dzieciaka piersiami i na pewno ci zamrze”. „No daj mu tego kotleta, nie bądź złą matką”. Od blogerów jednak wymaga się więcej, ale wiecie co – nikt nie jest doskonały i pewnie moglibyście mnie zobaczyć kupującą batonik, chociaż nieraz piszę o tym, że nie znoszę przetworzonych słodyczy.

Musimy się nauczyć, że blogosfera to nie zbiór idealnych, zawsze miłych ludzi. Blogerzy są jak lekarze, nauczyciele czy inni fachowcy. Jedni bardzo skrupulatni, inni sympatyczni, za to z małą wiedzą. Jeszcze inni są po prostu wredni, ale dobrze wykonują swoją pracę, to i mają zlecenia. Takie życie. Ja mogę starać się być fair względem siebie i innych.

Swoją drogą przyszła mi taka refleksja dotycząca reklamy na blogu jakichkolwiek produktów. Dobrze, jeśli robimy to uczciwie – ja mam na przykład zasadę, że nie piszę o rzeczach, których bym sama nie kupiła, nie spróbowała – ta zasada pozwala mi pisać dobrze o produkcie bez fałszywego słodzenia.  Jednocześnie oferty odrzucam, bo wiem, że musiałabym pisać na siłę. Patrzenie jednak krytycznie na blogerów, <którzy wiele lat budowali swoją markę, bo pokazali np. buty za 1000 zł, a ja i ty możemy maksymalnie wydać 150 – ceny oczywiście przykładowe, nikomu do portfela nie zaglądam> przypomina trochę zagadanie do Lewandowskiego na ulicy:

-Ty, Robert, weź nie reklamuj Nike, tylko trampki ze Stonki, bo na takie mnie stać.

Rozumiecie? Każdy bloger ma inny target reklamowy i jeśli XYZ prezentuje wózek za kilka tysięcy, to widocznie dlatego, że jej grupa docelowa to zaakceptuje. U kogoś innego sprawdzą się np. farby do robienia zabawek DIY  – pamiętajmy, że poza czytającymi się nawzajem blogerami istnieje spora grupa czytelników i to ona nas rozlicza z efektów.

Jak staram się być fair?

  • gdy spodoba mi się jakiś blog – daję lajka. Później lajkuje wpisy na FB, czasem dam komentarz, a jak mam czas to wchodzę na blog. Co ważne, robię to jako ja. Czy wiecie, że polubiając stronę jako fan page nie liczycie się jako fani i nie zwiększacie organicznego zasięgu?
  • nie boję się udostępniać interesujących wpisów na swoim fan page; nie wyróżniam osób, które znam – po prostu wybieram treści, które mogą zainteresować moich czytelników.
  • staram się odpowiadać na każdy komentarz. Jeśli komentujący ma bloga, odwiedzam go. W ten sposób poznałam kilka fajnych, świeżych autorów. Niestety, nie zawsze czas pozwala mi na skomentowanie każdego, poza tym  pierwszeństwo mają blogi z Disqus – nie znoszę wchodzenia po 30 razy na daną stronę, by sprawdzić czy mi odpisano.
  • na spotkaniach jestem nieśmiała ale miła. Ja generalnie lubię wszystkich, ale łatwo się zamykam w swojej introwertycznej osobowości więc jeśli nie podchodzę zagadać, to nie znaczy, że czuję się lepsza. Po prostu się ciebie boję!

No i co sądzicie? Nie chciałam tu odczarować blogosfery, a pokazać trochę dystansu – to grupa jak każda inna, niedoskonała i pełna wad. Sami postępujmy fair i dbajmy o kontakt z osobami, z którymi są szanse na zbudowanie prawdziwej więzi, poza Internetem.

***

Polubiłaś mnie, Sarę Muffinkową? Możesz zrobić coś dla mnie i miłego i na przykład:

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest