Szampon, którego nie polecam: Timotei 2 w 1 intensywna pielęgnacja

Rzadko mam okazję pisać negatywne recenzje kosmetyków. Tak już się złożyło, że moja skóra potrafi znieść wiele. Niektóre moje koleżanki muszą z wielką uwagę dobierać kosmetyki, ponieważ nawet drobna zmiana w użytych składnikach wywoływała u nich alergiczną reakcję. Tymczasem ja wesoło skakałam sobie z kosmetyka na kosmetyk pośród drogeryjnych półek.
Z czasem zaczęłam zwracać większą uwagę na skład kupowanych produktów. Od dłuższego czasu włosy myłam szamponami bez SLSów w składzie. Często też podkradałam kosmetyki moim dziewczynom, a te skład mają bardzo łagodny. I nie wiem, co mnie natchnęło ostatnio, że jakoś tak bez większego namysłu i przeczytaniu składu sięgnęłam w drogerii po Timotei.
Umówmy się: nie to, że produkt jest jakiś mega zły. Owszem, ładnie pachnie i pieni się dobrze. Jednak moja reakcja na ten kosmetyków była zdecydowanie niepożądana.

Już po pierwszym użyciu zaczęła mnie swędzieć skóra głowy. Jednak pomiędzy codziennym maratonem zadań, jakoś nie powiązałam tego faktu ze zmianą szamponu. Zwłaszcza, że jednocześnie kończyłam jeden z moich sprawdzonych kosmetyków i myłam tymi dwoma szamponami na zmianę. W końcu jednak z nawet moim depresyjnym zwolnionym myśleniem zauważyłam, że coś niedobrego dzieje mi się z włosami. Zrobiły się matowe, straciły blask, a co najgorsze…pojawił się łupież. Szybko zbadałam temat i odpowiedź była klarowna: Cocamidopropyl Betaine plus SLS. Ten pierwszy to zagęszczający i spieniający środek pojawiający się w wielu kosmetykach, ale także np. w w klimatyzatorach. W teorii nie powinien podrażniać. W praktyce może powodować wypryski, łupież, egzemę lub trądzik różowaty. Dotarłam również do badań, które potwierdzają udział tego składnika jako kontaktowy alergen i jeden z czynników wywołujących ból głowy, szyi, skóry głowy i twarzy. O SLS chyba nie muszę wam pisać.

Przyznam szczerze, że pisząc tę recenzję początkowo zamierzałam napisać tylko o swoich subiektywnych odczuciach. Przecież wiele osób może stosować ten lub inny szampon z tymi samymi składnikami i nie odczuwać skutków ubocznych. Gdy jednak wczytałam się w temat, znów odrobinę bardziej skierowałam się w stronę naturalnej pielęgnacji, a przede wszystkim w stronę czytania składów i zdobywania wiedzy.

  • Nie używałam go, ja miałam akcję ze swędzeniem głowy i mega łupieżem po szamponie Syoss. Masakra. Używam teraz albo z Ziaja Med albo ziołowych

  • Racja. Używałam go kiedyś, ale teraz poszedł w odstawkę. Używam różnych, bo tak mi zaleciła fryzjerka, podobno nie można cały czas tego samego szamponu używać.

  • Nie dziwie się. Ja próbując umyć nim włosy musiałam umyć je jeszcze raz czymś innym. Jakiś szit a nie szampon..

  • Nigdy nie próbowałam tego szamponu, jeśli chodzi o szampon to od dawna trzymam się Biosilk, który jest rewelacyjny dla moich włosów. Ale też właściwie nigdy po żadnym kosmetyku nie miałam jakiś niepożądanych objawów, bo mam mega odporną skórę 😉

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest