Lifestyle

Jestem królową Anglii, czyli biorę Santa Clarita Diet na tapetę.

Miałam ostatnio niedosyt seriali komediowych. Od kiedy skończyło się moje ulubione „Jak poznałem waszą matkę”, nie znalazłam zastępstwa, śmiesznej i ciekawej historii, którą chciałabym oglądać. Zresztą gdyby chodziło tylko o pośmianie się, to mogłabym sobie pooglądać wpadki psów na YouTube. Ja jednak szukałam czegoś więcej, historii, która by mi coś dała. Wpadłam więc w świat procedurali i podobnych do siebie dramatów, aż zupełnie przypadkiem zorientowałam się, że znalazłam aż trzy rewelacyjne komedie. Seriale, które pod pewnymi względami biją nawet produkcje uważające się za dużo amibtniejsze. O najnowszym z nich, bo niedawno drugi sezon pojawił się na Netflixie, opowiem wam dzisiaj.…

Wolność to stan umysłu? Historia mojego życia.

Gdy zdecyduję się na opublikowanie tego wpisu, nieodwracalnie zmienię swoje życie. Jestem jednak gotowa podjąć to ryzyko, żeby móc zacząć wreszcie żyć. Jestem świadoma tego, że odrzuci mnie rodzina, nawet ta najbliższa. Przyjaciele nie będą chcieli mnie znać. Wydaje mi się, że jestem gotowa na to emocjonalnie. Przygotowywałam się do tego od wielu miesięcy. Z drugiej strony, czy na to można się przygotować? Pójście do psychiatry nie jest początkiem mojej walki z depresja – to była tylko diagnoza. Prawdziwa walka zaczyna się dzisiaj. Pewnie większość z was nie wie o mnie jednej rzeczy, która już od mojego urodzenia definiowała to…

Poszła Sara na ślub: co dali roślinożercom, dlaczego wesela są smutne i parę innych refleksji.

Jeśli śledzicie mój Instagram, to dobrze wiecie, że ostatni weekend spędziliśmy bawiąc się na weselu. Uwielbiam śluby i wciąż gorąco wierzę w instytucję małżeństwa, chociaż 8 lat spędzonych w związku małżeńskim skutecznie otwarły mi oczy na kilka spraw – mężu, możesz spać spokojnie! Tym razem mój poziom ślubnej ekscytacji i podniecenia osiągnął niespotykany dotąd stopień, bo były to zaślubiny osobistej siostry Edwina. Po całym wydarzeniu pojawiło się też kilka refleksji. Czy da się na weselu nakarmić roślinożerców? Na ostatniej imprezie na jakiej się bawiliśmy, byliśmy już w dużej mierze roślinożercami. Praktycznie nie spożywaliśmy produktów odzwierzęcych, jednak alkohol na weselu uruchomił…

Poweekendzie #6

Tak sobie myślę, że moje porzucenie tego cyklu na jakiś czas, było objawem zbliżającej się fali depresji. Może moje weekendy nie są szczególnie fascynujące. W końcu nie wyjeżdżam co chwila za miasto, nie jadam co tydzień w innej restauracji. Wręcz przeciwnie, teraz gdy smog i mróz za oknem, siedzimy głównie w domu. A jednak potrafiłam cieszyć się tą naszą prostą codziennością. I fakt, że przez kilka tygodni nawet nie wzięłam aparatu do ręki, a weekendy spływałamy po mnie obojętnie powinien był dać mi do myślenia. Wygrzebałam się jednak z najciemniejszego, najmroczniejszego miejsca i powoli dźwigam się na nogi. Znów. Dlatego…

Gdy jesteście ciągle ze sobą – jak dbać o związek, gdy pojawia się rutyna #DBAMboKOCHAM

Przeczytałam ostatnio ciekawy artykuł dotyczący żony Winstona Churchilla. Znalazłam go w magazynie Wysokie Obcasy Extra i może nie powinnam się teraz tym chwalić, biorąc pod uwagę aferę z ostatnią okładką dotyczącą aborcji. Dlatego jeśli właśnie zamierzacie zbojkotwać magazyn i go więcej nie kupować, spokojnie – zaraz wam tu napiszę, co mnie w tym artykule poruszyło. O ile Churchilla powinniśmy przynajmniej kojarzyć z nazwiska, a już na pewno wypadałoby o nim coś wiedzieć, to jego żoną pewnie nikt z nas się nie interesuje. Ot, pewnie jakąś miał i tyle. Tymczasem Clementine Churchill miała ogromny wpływ na swojego męża i możemy zaryzykować…

Piątkowe Pytania: na jakiej diecie są dziewczynki, kwiatki na smog.

W mojej blogowej karierze brałam się za tworzenie wielu, różnych cyklów, które następnie z mnieszym lub większym hukiem porzucałam. Częściej z mniejszym, bo po prostu zapominałam o nich lub nie miałam na nie czasu. Wciąż jednak podejmuję nowe. Bloguję głównie dla siebie więc póki mi jakiś pomysł sprawia przyjemność, to zamierzam ciągnąć temat, choćby było to nieregulanie. Tak jest z cyklem „Poweekendzie”, który sprawia mi ogromną frajdę. Niestety ostatnio weekendy było raczej nudnawe, bo spędzane z chorymi dziećmi lub akurat robiłam sobie kolejną przerwę od internetu i nie miałam nastroju na pokazywanie tu naszych wspólnych chwil. No, ale wracajmy do…

Kupiliśmy czujnik czystości powietrza. Jak czyste jest nasze powietrze?

Rozkręciła się antysmogowa propaganda, a przynajmniej tak uważają niektórzy. Przecież to tylko wciskanie nam rosyjskich technologii oraz kolejna akcja polegająca na zarobieniu miloniów monet na biednych obywatelach. A zresztą, smog był zawsze i jakoś wszyscy żyjemy, prawda? Czasem to mi ręce opadają, gdy słyszę takie gadki, chociaż z jednym muszę się zgodzić: ktoś tu nieźle zarobi. Tylko czy warto winić firmy, które próbują zarobić na antysmogowej gorączce? Gdybym produkowała maseczki, filtry powietrza albo chociażby pracowała w sklepie ogrodniczym, to pewnie też bym wykorzystała okazję do zarobku. Zwłaszcza, że w tej kwestii na państwo za bardzo nie możemy liczyć, jeśli chodzi…

Mój książkowy styczeń.

O ile grudzień był dla mnie wypełniony serialami, tak w styczniu zdecydowanie postawiłam na słowo pisane. Oczywiście, gdybym chciała, to miałabym co oglądać. Na Netflixie pojawił się drugi sezon Holistycznej Agencji Dirka Gently’ego. Powinnam więc rzucić wszystko i oglądać ten serial, jednak nie miałam nastroju na tę dość specyficzną produkcję. Podobne odczucia miałam przy The End of Fucking World. Wierna pozostałam tylko The Good Place i grzecznie, co piąteczek, włączałam tę abstrakcyjną komedyjkę – już płaczę, że się skończył drugi sezon. No, ale wróćmy do książek, bo to o nich wpis. Są dwie rewelacyjne pozycje, jest jedno rozczarowanie, dwa przeciętniaki…

Samodzielna kobieta.

Stałam sobie w kuchni wpatrując się w puszkę z chlebowcem. Po raz pierwszy spróbowałam tego owocu we Wrocławiu, gdzie użyto go jako elementu pad thaia. Zachwycona złożyłam zamówienie w internetowym sklepie na różne egzotyczne i wegańskie przysmaki stając się w ten sposób posiadaczką jackfruita. Plan miałam ambitny: zrobić szarpanego chlebowca wzorowanego na pulled pork. Miało wyjść pysznie i razem z mężem mieliśmy mlaskać i cmokać, pławiąc się w swojej roślinnej chwale i myśląć „jacy głupi ci mięsożercy”. Trzy razy przeczytałam przepis. Zanim zabrałam się do gotowania sprawdziłam, czy mam każdy składnik potrzebny do wykonania potrawy i wyciągnęłam go na blat.…

Na 5 dni odpuściłam sobie Facebook i Instagram. Jak się po tym czułam?

Ostatnio moją relację z social mediami najlepiej, o ironio, określa fejsbukowy status „to skomplikowane”. Złoszczą mnie i irytują, ale jak tu bez nich żyć. Postanowiłam więc przeprowadzić swój własny, mały eksperyment i na 5 dni dość drastycznie ograniczyłam przeglądanie tworów Marka Zuckerberga. Jak się czułam na tym odwyku? Jakie mam wnioski? Najpierw jednak wrócę do tego, dlaczego tak bardzo irytował mnie Facebook. Myślę, że duży wpływ miało to, że sama jestem twórcą i prowadząc bloga musiałam się zaangażować też w media społecznościowe. Moim problemem była i jest moja ambicja. Nie chorobliwa, nigdy być w szkole najlepszym uczniem, a teraz nie…

Navigate

Daj lajka a dostaniesz babeczkę muffinkową!

Wpisy na blogu pojawiają się średnio 3-4 razy w tygodniu... Na facebooku posty publikuję kilka razy dziennie. Jeśli nie chcesz aby omijało się móstwo newsów.... wystarczy, że zalajkujesz... nic cię to nie kosztuje!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest